Dobro i zło dla Iluminatów (część 1)

 

Jam jest Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli…

Treści pierwszego przykazania nie rozumiałem od pierwszego dnia, gdy tylko usłyszałem je na katechezie w szkole. Prawdopodobnie usłyszałem je wcześniej w domu rodzinnym, ale kto by pamiętał wszystko jako mały dzieciak. Faktycznie, dodatek w stylu „nie będziesz miał innych bogów przede mną” wydaje się już bardziej logiczny, mimo to wiele osób musiało w którymś momencie zacząć się zastanawiać, dlaczego 10 przykazań zaczyna się właśnie w taki, a nie inny sposób.

Wg historii izraelskiego Exodusu, historii która z wielu powodów naprawdę wydarzyć się nie mogła, Bóg Stwórca za pomocą kierowanego przez siebie Mojżesza wyprowadza zniewolonych Izraelitów w kierunku Ziemi Obiecanej. Fakt że dokonał tego właśnie Haszem był dla twórców tej przypowieści tak ważny, że zdecydowano się przypominać o tym bez końca za pomocą otwierającego Dekalog pierwszego przykazania.

Izraelici stają się świadkami wielu cudownych wydarzeń , ale nigdy nie widzą swojego Boga-wybawcy. Ten komunikuje się bezpośrednio z Mojżeszem i za jego pomocą przekazuje dalsze instrukcje  spragnionym pocieszających słów Hebrajczykom. Izraelici widzą słupy ognia, ale nie widzą kto je tworzy. Dostają kamienne tablice od Mojżesza, ale nie widzą kto je naprawdę spisywał. Widzą jak Mojżesz stoi całą noc nad brzegiem Morza Czerwonego, widzą jak morskie wody się rozdzielają, ale to przecież Mojżesz musi najpierw wystać swoje, bez mozliwości otrzymania natychmiastowej pomocy z góry. Mojżesz uderza w skałę z której wypływa woda, do Mojżesza trzeba się udać aby spadła manna z nieba, ponieważ samo lamentowanie do Haszem na początku w niczym nie pomaga.

Wojska wrogów Izraela padają od mocy generowanej z Arki Przymierza, mury Jerycha kruszą się po siedmiu dniach kręcenia się w kółko i trąbienia w rogi. Motyw rozdzielenia wód, tym razem wód Jordanu a nie Morza Czerwonego, pojawia się później w Księdze Jozuego 4  gdzie napisane jest wprost, że wody rozpościerają się przed Arką Przymierza, czyli przedmiotem, a nie przed Bogiem per se, zaś wolę Pana ponownie musi obwieścić ludowi pośrednik – w tym przypadku jest to Jozue.

Lud w tych opowieściach nigdy nie widzi swojego Pana, widzi tylko znaki które pojawiają się dopiero po tym jak sami zwrócą się do pośrednika, czy to do Mojżesza, czy to Aarona, czy kogokolwiek innego. Sam Mojżesz nie przejawia na początku specjalnych talentów do przemawiania, zaczyna być ośmielany dopiero przez YHWH z którym rozmawia tylko on, Aaron, a w przyszłości w ograniczonym stopniu także kasta wybranych kapłanów.

A Mojżesz rzekł do Pana: Proszę, Panie, nie jestem ja mężem wymownym, nie byłem nim dawniej, nie jestem nim teraz, odkąd mówisz do sługi swego, jestem ciężkiej mowy i ciężkiego języka. I rzekł Pan do niego: Kto dał człowiekowi usta? Albo kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan? Idź więc teraz, a Ja będę z twoimi ustami i pouczę cię, co masz mówić. Ale on rzekł: Proszę, Panie, poślij kogo innego! Wtedy rozgniewał się Pan na Mojżesza i rzekł: Czy nie ma Aarona, brata twego, Lewity? Wiem, że on umie mówić; a nawet jest już w drodze i idzie na spotkanie twoje, a gdy cię zobaczy, uraduje się w sercu swoim. Ty będziesz mówił do niego i włożysz słowa w usta jego, a Ja będę z ustami twoimi i z ustami jego i pouczę was, co macie czynić. On będzie mówił za ciebie do ludu, on będzie ustami twoimi, a ty będziesz dla niego jakby Bogiem. A laskę tę weź do ręki swojej, bo nią będziesz dokonywał znaków. (Ks. Wyjścia 4)

„Będziesz dla niego jakby Bogiem”.

Jest to nie najlepsze tłumaczenie, ponieważ sens tych słów to nie „być jakby Bogiem” – Mojżesz w rzeczywistości był dla niego Bogiem, takim Bogiem na ziemi tu i teraz, ponieważ przekazał Aaronowi swoje słowa, słowa których Aaron zweryfikować nie mógł, nawet pomimo tego, że sam Aaron miał się komunikować z Panem przy innych okazjach. Mimo to Pan nie przekazał Aaronowi tych samych zaleceń co Mojżeszowi, z jakiegoś powodu Aaron musiał najpierw słuchać wytycznych Mojżesza. Dlaczego nie miałby ich dostać od razu od Haszem, tylko musiał najpierw spotykać się z Mojżeszem i słuchać wytycznych właśnie od niego? Bóg musiał przecież wiedzieć, że Mojżesz jest człowiekiem ze słabą gadką, Aaron zaś posiada charyzmę. Po co więc te wszystkie podchody?

YHWH zaczyna przypominać w pewnym stopniu potężne alter-ego żydowskich bohaterów w rodzaju Mojżesza, które pojawia się w momencie największej potrzeby, kieruje ich działaniami, dodaje natchnienia innym ludziom którzy nie tylko Go nie widzą, ale nawet nie mogą wypowiadać Jego imienia. Z drugiej strony ciężko jest uwierzyć, żeby Bóg wszechmogący był tak ludzki i pełen gwałtownych emocji  jak przedstawia Go Stary Testament.

Problemem o którym wiedzieli twórcy Tory, ponieważ bardziej prawdopodobne jest, że spisała ją grupa ludzi a nie jeden tylko Mojżesz (choć on sam również zapewne istniał, nie uczynił jednak dokładnie tego samego co Mojżesz z kart Księgi Wyjścia), było coś co jest wielkim problemem również w dzisiejszych czasach.

Tym problemem jest strach.

Jedynym prawdziwym problemem jest i zawsze był strach.

Z tego to właśnie powodu tzw. spisek Iluminatów, o którym to czytacie od wielu lat, ale nikt nie potrafi tego przerwać, trwa i działa w najlepsze. Dlaczego nie miałby odnosić sukcesów, skoro jedynym rozwiązaniem które widzą „przebudzeni” jest jakiegoś rodzaju boska lub kosmiczna interwencja z góry, opisana w ezoterycznych księgach spisanych przez prekursorów dzisiejszych spiskowców? Kiedy wierzymy, klęcząc na kolanach, że całe zło tego świata zostanie wymazane przez kogoś za kim nie przemawia ani jeden dowód historyczny, choćby nawet jedna poszlaka, to dlaczego miałoby być inaczej?

Cóż uczyniłby Mojżesz z Ks. Wyjścia gdyby powiedział zdemotywowanym Izraelitom, że to on sam wyprowadzi ich teraz z domu niewoli? Czy ktokolwiek by go posłuchał, gdyby nie szereg cudów i słów wyrwanych z ust samemu Panu Wszechmogącemu?

Zabierając ludziom wiarę generujemy ich wielką złość i opór, ponieważ zmusza się ich wtedy do konfrontacji z ich własnym strachem. Nie da się jednak inaczej pokonać tego dzieła destrukcji które postrzegamy jako zło, jeśli nie przeżyjemy swojego własnego, osobistego i prawdziwego przebudzenia, kiedy zacznie docierać do nas, że bez naszych własnych konkretnych działań, że bez przezwyciężenia własnego strachu wróg sam sobie nie pójdzie. Tym bardziej, że za tym wrogiem stoi konkretna ideologia, ideologia która także posiada swoje racje. To nie jest tak, że wszystko w co wierzą „Iluminaci” jest bezsensowne, kiedy bowiem zaczynamy się temu sprzeciwiać, to jest to spór o ostateczne konkluzje które ich ideologia generuje.

Choć nikt o tym nie mówi, również w ST znajdują się nauki „gnostyczne”, zaś niektóre historie starotestamentowe w symboliczny sposób opisują główne założenia gnostycyzmu, takie jak powstanie dualistycznego świata=rozdzielenie jedności, czy też fakt istnienia innych światów poza światem materii. W dalszej części tego artykułu zostanie to pokazane na przykładzie wspominanej wcześniej historii Exodusu.

Dla tych którzy wciąż nie rozumieją lub nie zaznajomili się z podstawowymi naukami gnostycyzmu, czyli głównej ideologii iluminatów/nokturnatów, „globalnych spiskowców” itp. krótkie wyjaśnienie:

Na początku istniał Jeden/Jedno, jednak coś się stało, coś zaistniało, ktoś lub coś dokonało rozdzielenia tej Jedni na dwoje. Dla gnostyków tym kimś był Bóg Stwórca z religii monoteistycznych, który wyrwał się z unii i dokonał dzieła Stworzenia, tworząc świat materialny. Na początku było Słowo… albo Światło, w zależności od cytowanej księgi… tak czy inaczej na początku powstały fale, a te z samego środka monady zaczęły uciekać we wszystkie możliwe kierunki, stając się przyczynkiem do dalszego podziału i kontynuacji dzieła Kreacji.

Niezbyt to popularny pogląd, patrzeć na Stwórcę jak na uciekiniera, ale to jest dokładnie to co myślą o nim „iluminaci”, postrzegając Go jako nieodpowiedzialnego uciekiniera który przyczynił się do stworzenia cierpienia. W ich filozofii nie ma żadnych diabłów ani Szatana, rozumieją bowiem, że są to twory religijne pomagające utrzymywać ludzi w strachu, w zginaniu ich kolan i karków, dając im przy okazji jakiegoś rodzaju sztucznego wroga, stracha na wróbla który stoi sobie gdzieś tam daleko w polu groźnie wyglądając i rzucając ponure cienie. Strach na wróble wydaje się groźny, ale jego głównym celem jest tylko odwracanie uwagi od prawdziwego problemu.

Natura demonów nie może być wyjaśniona przy pomocy tak prostych i bardzo młodych koncepcji jak upadek aniołów, ponieważ same anioły są tylko biblijną alegorią dla gwiazd. Anioły zawsze są porównywane do gwiazd, a jednocześnie są wysłannikami i heroldami samego Boga. Pasterski lud patrzący się w nocne, rozgwieźdzone niebo widział dokładnie to co w metaforyczny sposób przekazuje Biblia – czytali oni rozporządzenia i dekrety samego Stwórcy, przekazywane im w formie układów planet i gwiazd, prawdziwego języka aniołów, co noc przekazującego ludziom glorię i chwałę ich Stworzyciela. Natury tzw. manifestacji demonicznych (paranormalnych) należy raczej szukać w fakcie istnienia tajemniczego świata pozamaterialnego, z którego pełnym zrozumieniem nawet iluminaci muszą mieć sporo problemu. W wielu innych przypadkach manifestacje demoniczne są tylko natury psychologicznej, lub są zwykłymi oszustwami fanatyków religijnych, którzy pragną być tak dobrymi, że aż stają się złymi, pomnażając strach innych wiernych i tworząc nowe, trzymające w ryzach mity.

Ponieważ wszystko w gnostycyzmie wychodzi od Jednego, gnostyk nie uznaje czegoś takiego jak dobro czy zło. Dla nich nic nie jest święte. Wszystko jest jednym, zaś ludzkie idee są tylko iluzją wynikającą z rozdzielenia. Tym samym mogą dokonywać każdego rodzaju łajdactwa z punktu widzenia człowieka religijnego, lecz dla nich jest to tylko sposób na przybliżenie momentu zniszczenia całej materii. W gnostycyzmie to materia jest grzechem.

„Zbaw mnie Panie ode złego”.

Pomimo rozwoju technologii i nauki, problemów na świecie wciąż przybywa, podobnie jak zresztą broni masowego rażenia i tajnych projektów, a także niepokojących inicjatyw naukowych w rodzaju CERN. Technologia stała się bardziej zagrożeniem dla naszego świata, niż narzędziem do jego ulepszania.

Nikt z tych ludzi nie boi się piekła, kary za grzechy, na rękę jest im jednak podtrzymywać takie mity wśród innych ludzi, ponieważ to skutecznie ogranicza chęć konkretnego działania, przesuwając odpowiedzialność za sprzątanie na białobrodego pseudo-boga rodem z mitów greckich o Zeusie. „Bozia nierychliwa, ale sprawiedliwa”. Zwykli ludzie nie chcą przyjąć do wiadomości, że „Bozia” nie patrzy się z góry, ze swoich niebiańskich pałaców, ale znajduje się wszędzie dookoła. Mają też problem ze zrozumieniem, że wcale nie są tacy zwykli, że pokora nie zawsze jest cechą pozytywną i budującą, zaś ich wiara mogłaby wiele zmienić, gdyby tylko zaczęli obdarzać nią to co naprawdę działa. Gdyby tylko przestali się bać.

Mojżesz pchany do przodu przez tajemniczego YHWH spotyka się z faraonem. Z drugiej strony, choć Haszem nakazuje mu z nim rozmawiać, jednocześnie przekazuje Mojżeszowi, że utwardzi serce faraona tak mocno, że ten i tak nie usłucha aż do czasu gdy na Egipt spadnie odpowiednio duża ilość plag. Jaki więc w tym sens, w ogóle zaczynać całą dyskusję? Ano w tym jest sens, że jest to pretekst dla twórców Tory do przekazania kolejnych zakodowanych treści i nauk.

Tak więc, po długich pertraktacjach z faraonem, następuje w końcu przyzwolenie na wyjście Izraela z Egiptu. Zniewolony lud wychodzi z Jedni/monady, prowadzony przez Mojżesza aż do Morza Czerwonego. Tutaj pojawia się kolejny problem. Faraon ponownie zmienia zdanie i rusza z wojskiem na uciekinierów, skutecznie powstrzymywanych przez wody morza. Pan ewidentnie nie śpieszy się z pomocą Izraelitom, polecając Mojżeszowi, aby ten przekazał im aby skakali do wody. Tym samym zmusza Mojżesza do podjęcia własnej inicjatywy, dlatego ten stoi całą noc nad brzegiem, ostatecznie zmuszając Morze Czerwone do rozdzielenia. Izrael nie musi już skakać do wody. Naród symbolizowany przez kolor niebieski przechodzi więc przez Morze Czerwone.

Następuje prawdziwe rozdzielenie Jedności, powstanie vesica piscis. Kolor czerwony był kiedyś barierą, zaś niebieski tym co przez nią przeszło. Dzisiaj gnostycy dążą do przerwania niebieskiej bariery, przy pomocy magii, ale także wiedzy, nauki i generowanych przez siebie zniszczeń, czyli koloru czerwonego. Następuje zamiana miejsc, kolory reprezentujące Podział oraz Zjednoczenie zamieniają się rolami. Teraz to niebieski jest barierą.

Wojska faraona, powstrzymywane przez mrok i ogień zesłany wcześniej przez Haszem, przybywają na miejsce zbyt późno. Gdy przechodzą przez morze, Mojżesz przywraca wody morskie do początkowej formy, zatapiając prześladowców.

Nie jest to jednak koniec problemów, tych bowiem pojawia się coraz więcej. W pewnym momencie czytamy, że gdyby Izrael wiedział ile cierpień czekać go będzie po wyjściu z Egiptu, to nigdy by z niego nie wychodził. Dlaczego?

Ponieważ Kreacja dała wolność, dała możliwości, ale przyniosła również cierpienie. Życie jest pełne chwil „dobrych” i „złych”, a to z czym musiał mierzyć się dalej Izrael należało raczej do kategorii tych „złych”.

Zanim miliony Izraelitów zostało skazanych na 40 lat tułaczki po małych pustkowiach Bliskiego Wschodu (fizycznie jest to niemożliwe, zwłaszcza gdy pomyśleć o tym, że współcześnie od Egiptu do Izraela jedzie się samochodem kilka godzin), najpierw przybyli oni do Ziemi Obiecanej. Kolejny zgrzyt – Ziemia Obiecana była już zamieszkana przez wrogie im i „składające ofiary z pierworodnych synów” plemiona.

Mojżesz wysyła dwunastu zwiadowców, po jednym z każdego plemienia, którzy w ciągu 40 dni muszą zdobyć informacje na temat całej krainy i zdać relację.

Po upływie 40 dni przybywa 10 zwiadowców. Nie mają dobrych wiadomości. Właściwie to jest bardzo źle, nie damy rady choćby nie wiadomo co. Tej ziemi nie da się zdobyć, tak twierdzą. Kananejczyków jest zbyt wielu, ich fortyfikacje są zbyt silne, są tam nawet potomkowie olbrzymów, przy których Izraelici są „jak szarańcza”. Jest jednak jeszcze dwóch innych zwiadowców, z plemienia Judy i Efraima, którzy przynoszą ogromne owoce zebrane w Ziemi Obiecanej. Ich ocena sytuacji jest inna. Są ufni w boże obietnice, ufni w siły swojego ludu, twierdzą, że mieszkające tu ludy można pokonać i nie należy się ich bać.

Nic to jednak, skoro Izrael woli wierzyć większości, zaczyna więc lamentować nad swoim losem, zaniechawszy wejścia do obiecanej im krainy.

Wg judaizmu dzień lamentów Izraela przypadł na 9-ty dzień 11-tego miesiąca. Symbolika liczb 9/11 pojawia się więc już w Torze, sygnalizując brak wiary wśród ludzi, strach silniejszy niż wola przetrwania, a także liczby samych Kananejczyków, czyli wrogów Stwórcy którzy okupują Ziemię Obiecaną. Izrael straszliwie się boi, na nic przekonywania zarzekających się na Boga zwiadowców, ich lud woli bowiem 40 lat tułaczki na pustkowiach niż stawić czoła wyzwaniu. Woli niepotwierdzone przez dowody mrzonki niż zrobić kolejny krok na drodze swojego przeznaczenia.

Dzisiaj mija 16 lat od zamachów 11 września w Nowym Jorku. Dwie zniszczone wieże zostały zastąpione przez jedną.

 

C.D.N

 

Radtrap

 

Reklamy

3 comments on “Dobro i zło dla Iluminatów (część 1)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s