Dlaczego się boisz człowieku ?

 

Dlaczego boisz się tak mocno, że aż nienawidzisz tych którzy się nie boją?

Czyżbyś bał się śmierci? Przecież to rzecz najzupełniej w świecie normalna. Boisz się tego co cię czeka po śmierci, ale również i tego co cię czeka za życia, dlatego boisz się tego „co ludzie powiedzą”, boisz się samotności, niezrozumienia bliskich, boisz się utraty wsparcia swojej grupy, wszystkich którzy mają te same wątpliwości co ty, ale ci tego nie mówią, bo też są spłoszeni. Wolą zastąpić lęki poczuciem wspólnoty, poczuciem celu, który choćby był oparty na nie wiadomo jak nielogicznych założeniach, wciąż wydaje się bezpieczniejszy od zmierzenia się z nieznanym.

Boisz się, że zawiedziesz kogoś kogo nigdy nie widziałeś, że staniesz się złym człowiekiem jeśli zrozumiesz jak działa wszechświat którego jesteś częścią – bo przecież nikt ciebie z niego nie wyrzucił. Boisz się, że będziesz musiał/a wziąć za swoje czyny pełną odpowiedzialność, bez przenoszenia lwiej jej części na niewidzialnego przyjaciela.

Boisz się tego, że czeka cię walka z wrogiem groźniejszym niż chce się to przyznać. Boisz się tego, że trzeba podjąć nowe wyzwania, wyzwania do których się nie przywykło, zadania inne niż zarobienie na chleb i sprawianie pozorów puzzla pasującego do układanki z brzydkim obrazkiem.

Czyżbyś obawiał/a się uczyć, rozwiązywać zagadki, poznawać świat na który cię przyniesiono? Czy ktoś przypadkiem nie zakazał ci z pełną powagą i surowością w głosie, aby pod żadnym pozorem nie używać swojego rozumu w przypadku religii, którego co zabawne i tak używasz codziennie, w każdej swojej czynności, we wszystkim tylko nie w sprawach wiary, tak jakby rozum był włącznikiem światła, które włączasz kiedy musisz żyć i funkcjonować, a wyłączasz kiedy chcesz śnić o lepszym świecie.

Czyżbyś obawiał/a się przyznać do błędu? Boisz się skreślić ogrom swojego życia jako „stracony”? Dlaczego stracony? Gdy wygrasz na loterii, to bierzesz nagrodę, nie rozpamiętujesz smutnych czasów kiedy nagród nie było.

Boisz się przełknąć wielką kulę w gardle. Boisz się walczyć ze śniącymi na jawie ludźmi z krwi i kości, którzy są trudniejszym przeciwnikiem niż odległy strach na wróble. Boisz się wolności, a w ostatecznym rozrachunku boisz się życia samego w sobie.

Tak wielu ludzi boi się równowagi która wymaga pracy nad sobą, dlatego wybierają łatwiejszy zjazd po równi pochyłej, z jednej albo z drugiej strony szali, ale w tą samą dziurę.

Co w tym więc dziwnego, że świat się chwieje? Nikt nie może mieć do niego pretensji. Skoro nikt już nie szanuje szali świata, nikt nie chce zrozumieć, że brak równowagi prowadzi do zniszczenia. Prawda tak prosta i łatwa do zapamiętania, że aż niemożliwa do przyjęcia.

Coraz mniej wyraźne, coraz odleglejsze.

Zupełnie jakby ktoś zostawił naładowany pistolet maszynowy na łóżku w pokoju małych dzieci.

W końcu całkiem zniknie, ponieważ ucieka od tych którzy boją się faktów i wolą żyć w wybranej przez siebie bańce mydlanej, w nie mających oparcia w dowodach filozofiach i religiach, broniąc ich przy tym z całą swoją siłą i furią godną dzikich zwierząt, o których to codziennie myślą, że z całą pewnością nie mają z nimi nic wspólnego.

Dlaczego ktoś się dziwi, że to się dzieje naprawdę? Człowiek sam na siebie to sprowadził. Prawdziwego diabła widzę co jakiś czas w swoich skrzynkach pocztowych, do wyboru do koloru – różne diabły o różnych inicjałach, z różnego rodzaju jadem na rogach i zębach, wcale nie trzeba chodzić w nocy po cmentarzach żeby je spotkać, te demony krążą bowiem w świetle dnia dziennego.

Kiedy świat już nasiąknie tchórzami i „wnikliwymi obserwatorami”, będzie mógł w końcu wygodnie się wyłożyć, z poczuciem ulgi implodować sam w sobie, bo choć nieświadome tchórzostwo kieruje nas w przepaść, to ci którzy zgadzają się z tym co pisze, jeśli są świadomymi tchórzami to są nawet bardziej niepokojącym przypadkiem niż ci, którzy w żadnym wypadku zgodzić się nie chcą.

Skąd to zaskoczenie, ten odruch cofania głowy do tyłu? Światli starożytni mędrcy na długo przed napisaniem najgroźniejszych mitów w historii ludzkości wiedzieli doskonale, że społeczeństwo którego obywatele nie biorą odpowiedzialności za dobro ogółu, jest bez cienia wątpliwości skazane na katastrofę. Czy o człowieku który widzi pożar własnego domu, a go nie gasi, można powiedzieć używając terminologii konfucjańskiej, że jest człowiekiem szlachetnym i mądrym, czy też bardziej pasuje do niego język ulicy, w którym powie się, że ma coś nie tak ze swoim wnikliwie obserwującym deklem ?

Wnikliwi obserwatorzy też się boją, dlatego w wielu przypadkach nie robią nic, albo też robią źle, kierując się bajkami zaciemniającymi cele i naturę ponadnarodowego wroga. Wróg nie jest jednowymiarowy, ale chciałby żeby inni tak myśleli. Dziel i rządź i za nic nie odpowiadaj. Gapią się, gapią się całymi latami, kiwają ze zrozumieniem głowami, wzdychają i patrzą jak wszystko wokół nich trzęsie się w posadach, usprawiedliwiając się w duchu, że to nie od nich zależy, że nie mają na nic wpływu, że ktoś mądrzejszy od nich w pojedynkę uratuje cały świat za nich, albo co gorsza, że ktoś przyleci na chmurce i postawi na Bliskim Wschodzie złoty sześcian wielkości stanu Teksas.

Kto z całą stanowczością może powiedzieć, że wszystko co się dzieje nie jest sprawiedliwe? Ogród zaniedbany musi zdziczeć. Jeśli tylu ludzi szczerze uwierzyło komuś kogo nigdy nie widzieli i za którego istnieniem nie przemawia ani jeden fakt historyczny, i komuś takiemu uwierzyli, że mają nienawidzić świat który dla nich został stworzony, to dla kogo niby to wszystko ratować? Przede wszystkim: po co?

Kto może z pełną powagą oświadczyć, że ludzie nie zasługują na los który ich teraz spotyka?

Życie nie jest dla tchórzy. Tylko to jest sprawiedliwe i to nie jest bajka do urabiania owczarni.

Lew nie boi się, że mu się polowanie nie uda. On musi to zrobić i próbować tak długo aż zdobędzie pożywienie. Nikt mu nie każe wyłączać rozumu dla pocieszającej na duchu ułudy. Lew nie ma żadnego telefonu zaufania, mądrej książki, lwiego przywódcy duchowego, ani grupy wsparcia. Jego stado wesprze go tylko w wykonaniu jednego, konkretnego zadania. Gdy lew umrze, gdy jego ofiary umrą, pójdą w dokładnie to samo miejsce. Nikt dotąd nie wymyślił jeszcze piekła dla lwów.

Prawdziwy sens tzw. świętych pism leży w ich ukrytym znaczeniu. Chodzi o morał. Weźmy np. rogatego Mojżesza.

Mojżesz stoi nad Morzem Czerwonym, a jego lud ma mu za złe, że naobiecywał im nie wiadomo czego, a teraz wszyscy czekają na nieuchronną zagładę ze strony wojsk faraona. Kolor czerwony powstrzymuje ich od wyjścia na wolność. Mojżesz odwołuje się więc do ich wiary, wiary w Pana, wiary w to, że mogą to zrobić jeśli tylko uwierzą. Bóg natomiast przemawia do niego (Wyjścia 14):

„Dlaczego do mnie wołasz? Powiedz Izraelowi, niech skacze do wody”.

Dlaczego do mnie wołasz? Przecież to twoje zadanie.

Gdy Bóg miał dokonać cudu rozstąpienia wód, to Mojżesz we własnej osobie stał nad brzegiem morza całą noc, z podniesioną swoją ręką, trzymającą jego kij. Dywagacje nad realnością historii mają tutaj mniejsze znaczenie, niż ukryte przesłanie dla tych którzy mają rozum i nie boją się go używać.

Dlaczego do niego wołasz? To ty masz to zrobić, a jeśli nie wiesz jak to zrobić, to pomóż tym którzy wiedzą. Chciałbyś jakiejś drogi na skróty? Tylko głupcy wierzą, że można to wszystko przejść bez bólu. Oczekujesz cudu? Cudom trzeba pomóc i wystać swoje nad targanym wiatrem morzem.

Tym samym, odpowiedź na mityczne pytanie o sens życia nigdy nie było prostsze niż teraz:

Walcz o siebie i innych, albo zejdź z okrągłej areny. Zejdź i nie wracaj.

 

 

Radtrap

 

Reklamy

One comment on “Dlaczego się boisz człowieku ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s