Biblia jako opowieść na niebie (fragment „Sto pytań i sto odpowiedzi dla ludzi umiejących myśleć”)

 

Fragment krótkiej, ale jakże naładowanej informacjami pracy Andrzeja Niemojewskiego wydanej w roku 1924. Całość można przeczytać w formacie pdf  tutaj, lub w formacie cyfrowym z oryginalnymi rysunkami tutaj.

 

100 pytań i 100 odpowiedzi.

Przykładowe pytania i odpowiedzi (nr 1,2,3,4,8 i 54):

 

1. OSIOŁEK, NA KTÓRYM ŻADEN CZŁOWIEK NIGDY NIE SIEDZIAŁ (Mar. XI, 2 — 4; Łuk. XIX, 30).

Wyrażenie to nie zawiera pozornie nic szczególnego. Zdawało się, że chodzi tu o „juczne zwierzę, które jeszcze ludziom nie służyło”, jak pisze za innymi egzegetami jezuita Szczepański (Cztery Ewangelje, str. 261). Wszelako ten sam werset głosi, że osiołek był „przywiązany”, a nieco dalej, że stał na drodze przywiązany do wrót. Więc już służył ludziom w jakiś sposób, W dodatku wiemy z Plutarcha, że „osioł uwiązany” należał do pojęć symbolicznych, albowiem Egipcjanie wyciskali na bułkach ofiarnych wizerunek osła związanego (De Iside et Osiride, 30). Rzecz wikła się jeszcze bardziej, gdy zestawimy werset Marka z wersetami analogicznemi innych autorów biblijnych. U proroka Zacharjasza (IX, 9) mowa o tem, iż zbawiciel jedzie na oślicy i oślątku równocześnie.

Tedy egzegeci protestanccy, pragnąc księgi cudów sprowadzić do rzędu ksiąg, opisujących zjawiska naturalne, przy pomocy sztuczki filologicznej chcieli wytłumaczyć, że w hebrajszczyźnie i greczyźnie łącznik „i” znaczy tu „czyli”; zamiast tedy tłumaczyć wzorem Wujka „wsiadający na oślicę i na źrebię, syna oślicy”, tłumaczyli, jak Kautzsch, „reitet auf einem Esel, auf einem Füllen, dem Jungen einer Eselin”, a za nimi poszedł żyd polski Cylkow, pisząc: „na oślęciu przyjedzie, na młodym źrebcu oślim”. W rozmowie osobistej jezuita Szczepański, bardzo dumny ze swojej wiedzy filologicznej, -tłumaczył mi zawzięcie, że taki przekład jest zgodny z wymaganiami filologji. Ale jakby na urągowisko takim sztuczkom filologicznym czytamy u Mateusza (XXI, 2 — 7) nie tylko o tem, że wchodzą w grę dwa Osiołki, oślica i oślątko, ale i to, że uczniowie włożyli swe szaty „na nie” a potem wsadzili Jezusa „na nie”.

Tekst jest tak wyraźny, że u Mateusza sam jezuita Szczepański nie mógł od niego odstąpić w przekładzie i poprzestał tylko na sfałszowaniu przytoczonego tam wersetu Zacharjaszowego, pisząc w ślad za innowiercami „dosiadł oślęcia, młodego źrebięcia oślicy” i wywód swój filologiczny złożył w przypisku, zarzucając autorowi Vulgaty przekład błędny (Cztery Ewangelje, str. 125). Nader ciekawy jest rozwój stylistyczny w ewangeljach pojęcia Zacharjaszowego. Mateusz idzie za tem poięciem ściśle, Jan skraca cytatę Zacharjasza (XII, 15), mówię wyraźnie, że skraca a nie przeinacza, zaznaczając „niezrozumienie” uczniów (XII, 16), gdy Marek i Łukasz piszą o osiołku, na którym nikt nigdy jeszcze nie siedział. Potem się przekonamy, jak każdy z nich z tego samego źródła wyprowadzał swój obraz.

2. GRÓB, W KTÓRYM NIKT NIE LEŻAŁ (Łuk. XXIII, 53; Jan XIX, 41).

I tu mamy pozory zupełnej naturalności, a dopiero przy bliższem rozpatrzeniu się ta całkowita naturalność znika. Grób ma się znajdować w ogrodzie (Jan XIX, 41), w którym znajduje się ogrodnik (XX, 15), ale ma być wykuty w skale (Mat. XXVII, 60). Albo tedy znajdowała się w ogrodzie skala, albo też ogród znajdował się na skale. W dodatku czytamy u Jana, że ogród znajdował się na miejscu, gdzie Jezusa ukrzyżowano (XIX, 41). Wedle Mateusza ma to być ogród dygnitarza Józefa, czy też własność jego ma stanowić tylko grób, który sobie w skale wykuł. Ale wygląda to tak dziwnie w zestawieniu z wersetami innych ewangelistów, że stanowczo kryć się tu musi jakaś zagadka, gdy w dodatku mamy analogję stylistyczną i po „osiołku, na którym nikt nie siedział” czytamy o „grobie, w którym nikt nie leżał”.

3. ROBAK, KTÓRY NIE UMIERA (Mar. IX, 43; Izajasz LXVI, 24).

Znowu ta sama forma stylistyczna. Marny robak, a posiada cechę nieśmiertelności, której pozbawiony jest człowiek.

4. OGIEŃ, KTÓRY NIE GAŚNIE (Mar. IX, 43; Izajasz LXVI, 24).

Wciąż ta sama forma stylistyczna. Znamienne, że zestawia się tu z ogniem, który nie gaśnie, robaka, który nie umiera. Robak ogniowy wszedł do pojęć pisarzów kościelnych (Augustyn, De civitate Dei, XXI, 9). W wieku XV dostał się nawet do jednego z odpisów Józefa Flawjusza „Dziejów wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom” (p Flavii Josephi opera, wydanie Niesego, t. VI, str. XLVII). Jezuita Szczepański taki daje tu komentarz: „Robakiem, gryzącym w piekle potępionych, są — zdaniem Ojcow i teologów — wyrzuty sumienia, trapiące tych nieszczęśliwych” (Cztery Ewangelją, str. 253). Jest to egzegeza religijna, ale nie stylistyczna, skoro ów „robak, który nie umiera” znajduje się jako figura retoryczna w jednym rzędzie z „ogniem, który nie gaśnie”, z „grobem, w którym nikt nie leżał” i z „osiołkiem, na którym nikt nie siedział”.

8. DRZEWA, KTÓRE CHODZĄ, JAK LUDZIE (Mar. VIII, 24).

Jezus pyta uzdrowionego ślepca czy już coś widzi, a ten odpowiada, że widzi ludzi, chodzących, jak drzewa. Już i lekarze brali się do wyjaśniania chorób i uleczań biblijnych wogóle a ślepoty w szczególności (porów. Dr. Gustav Woltzendorff, Gesundheitspflege und Medizn der Bibel. Christus als Arzt. Studien und Betrachtungen, Wiesbaden 1903, na str. 56). Aczkolwiek Jezus występuje w ewangeljach jako lekarz cudowny, czyli nie mający nic wspólnego z medycyną naukową, jednakowoż w epoce, kiedy wiara w cuda nadzwyczajnie osłabła, teologowie bardzo skwapliwie zbierali takie „naturalne wyjaśnienia”. Idąc za niemi, jezuita Szczepański poświęca najpierw ścisłość Wujka, który tu wiernie oddał tekst oryginału w słowach: „Widzę ludzie jak drzewa chodzące”, następnie tekst przekręca, pisząc: „Widzę ludzi, bo widzę ich niby drzewa, chodzących”, a wreszcie powiada, że jako wieczorem nie można odróżnić drzew widzianych, „tak i ów ślepy, który jeszcze całkowicie wzroku nie odzyskał, widział łudzi, ale ich dokładnie rozeznać nie mógł” (Cztery Ewangelje, str. 245). Tymczasem cały ten naciągany komentarz, nie mogący istnieć bez pofałszowania tekstu oryginału, wprost śmiesznie wygląda wobec rzędu figur retorycznych, mianowicie: drzewa chodzące jak ludzie, drzewo wyrastające z wód, roślina wyrastająca bez korzenia i t.d. 9

54. NIEWIASTA, KTÓRA JEST ODŹWIERNĄ W DOMU ARCYKAPŁANA ŻYDOWSKIEGO (Jan XVIII, 16-17).

Stoi to w rażącej sprzeczności z obyczajami Wschodu. Nie zdarzało się to nawet u Rzymian. Odźwiernymi bywali tylko mężczyźni, których przykuwano łańcuchem do miejsca (Owidjusz, Amores I, VI, I; porów. Daremberg i Saglio, Dictionnaire des antiquites grecques et romaines V, 602 — 603). To też stylistyk powie, że ze stanowiska obyczajów Wschodu określenie „odźwierna” jest także oksymoronem, łączącym przeciwne sobie cechy, mianowicie cechę kobiecości i cechę dozoru. Kobieta na Wschodzie unika pozostawania sam na sam z mężczyzną. Odźwierna byłaby przecież wciąż na to narażona. W dodatku może jeszcze na sposób rzymski przykuta, nie mogłaby uciekać w razie zamachu na jej cnotę. Niepodobna zaś przypuścić, aby autor czwartej Ewangelji, który wedle tradycji chrześcijańskiej miał być biskupem w Efezie, położonym w Azji (Ireneusz, Adv. haer. III, I), nie wiedział o tem. W dodatku nie da się nawet przyjąć omyłki przepisywaczy tekstów. Albowiem niema co do tego w różnych odpisach najmniejszego wahania, przeciwnie, w niektórych rzecz jest jeszcze uwypuklona dodatkiem „służebna” do wyrazu „odźwierna” (porów. Soden, Die Schriften des Neuen Testaments II, 473 w tekście i w warjantach).

Vulgata mówi wyraźnie „ancilla ostiaria”. Odbiera się wrażenie, jakgdyby autor czwartej Ewangelji chciał tu w sposób szczególnie dobitny zwrócić uwagę naszą na ów oksymoron, aczkolwiek autor drugiej Ewangelji (Mar. XIII, 34) wprowadza „odźwiernego” i znowu w odpisach niema żadnych wahań (Soden j. w. str. 210). Trzeba orjentować się w obyczajach Wschodu, aby zrozumieć całą niezwykłość wprowadzenia odźwiernej do czwartej Ewangelji. Chodzi tu przedewszystkiem o pogląd na kobietę. Czytamy w traktacie Abot: „Mędrcy powiedzieli: człowiek dużo gadający z kobietą sprowadza na siebie nieszczęście, zaniedbuje się w stosunku do słów zakonu i dostaje się wreszcie do piekła” (I, 5). Słowem wszyscy interesanci arcykapłana Annasza, narażeni na rozmowy z jego odźwierną, byliby kandydatami do piekła.

Niektórzy faryzeusze starali się w bolesny nawet dla siebie sposób okazywać, że wzrok ich nie pada nigdy na kobietę. Był to typ, farusz kizuai, faryzeusz z czołem okrwawionem, który, by uniknąć przypadkowego widoku kobiety chodził z oczami przymrużonemi i uderzał głową o ściany domów, raniąc czoło aż do krwi (Sota 22 b; porów. Łazarz Goldschmidt, Der babylonische Talmud V, 247 z przypiskami; Levy, Neuhebr. u. chald. Wörterbuch IV, 147). Jakąż wrzawę podniosłaby klasa tych ludzi, gdyby na progu domu arcykapłana spotkała w charakterze odźwiernego kobietę! Byłby to skandal, który wzburzyłby ludność całej Jerozolimy, jak wzburzyły ją wystawione” signa” rzymskie, umieszczenie orła na bramie świątyni (Józef Flawjusz, Dzieje wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom II, IX, 2; I, XXXIII, 2).

Dodać też należy, że z „odźwierną” spotykamy się wogóle tylko raz jeden i to w Ewangelji czwartej. Tymczasem Pape w swym słowniku greckim przy wyrazie „odźwierny” dodaje „także odźwierna” i powołuje się na Nowy Testament, gdy Zorell w swoim znowu słowniku słusznie stwierdza, że wyrażenie „odźwierna” zostało użyte raz jeden i to właśnie w Ewangelji czwartej. Profesor Adolf Kamphausen z Bonn w Riehma „Handwörterbuch des biblischen Altertums” (wyd. 2, str. 595) w artykule „Dom” najbłędniej rzecz uogólnia, jak Pape, i opierając się na Marku (XIII, 34) oraz Janie (XVIII, 16) powiada, iż trzymano „odźwiernych albo odźwierne”. Jezuita Szczepański tak się w przypiskach do swego przekładu „Czterech Ewangelij” wyraża, jak gdyby odźwierna w domu arcykapłana żydowskiego była dla niego czemś w świecie najnaturalniejszem (str. 572). Zdaje się, że na umysły tych mężów uczonych wywarła przemożny wpływ sugestja wychowania. Gdy przywykliśmy do czegoś od dzieciństwa i gdy to w dodatku nie stoi w sprzeczności z naszemi obyczajami, trudno nam zauważyć niekonsekwencję a nawet takie curiosum, jak odźwierna w domu arcykapłana żydowskiego, urzędującego w Jerozolimie przed blisko dwoma tysiącami lat. Do tego dochodzi powaga Pisma Świętego, a właściwie powaga tradycji jego rozumienia i wykładania przez mężów „powołanych” a nie umiejących odróżnić dzieł kronikarskich od dzieł symbolicznych.

 

Odpowiedzi:

 

1. OSIOŁEK, NA KTÓRYM ŻADEN CZŁOWIEK NIGDY NIE SIEDZIAŁ (Mar. XI, 2-4; Łuk. XIX,
30).

Osiołkiem przywiązanym przy drodze, na którym żaden człowiek nigdy nie siedział, jest Osiołek Południowy w znaku Raka, znajdujący się pod ekliptyką zaledwie w odległości 10, z którego to powodu na globusach nieba tę gwiazdę, oznaczoną grecką literą rysuje się na pasie stopni ekliptykalnych (Wiz. 1). Drugi Osiołek, który nie jest uwiązany, nazywa się Osiołek Północny, oznacza się go literą grecką Y- a znajduje się nad ekliptyką w odległości 2°40′. Za czasów Hipparcha Osiołek Południowy znajdował się pod 8°40′ znaku Raka. Między obu Osiołkami znajduje się mgła, oznaczona literą grecką ?, a nazywająca się Żłób. U astrologów greckich każdy znak zodjakalny nazywał się domem. Znak Raka był Domem Księżyca (porów. BoucheLeclercą, L’Astrologie grecque, str. 195). U Mateusza jest mowa o oślicy uwiązanej i o osiołku przy niej (Mat. XXI, 2). Tu więc oślicą uwiązaną będzie Osiołek Południowy, związany z ekliptyką, zaś oślątkiem wolno biegającym Osiołek Północny, znajdujący się nad ekliptyką.

Rysunek mój jest zrobiony wedle globusu nieba. Strzałka oznacza kierunek ruchu astronomicznego księżyca z zachodu na wschód. Możemy sobie Raka z Osiołkami i Żłobem przedstawić figuralnie (Wiz. 2). Gdy księżyc mija znak Raka, wtedy niejako „wsiada” na oba Osiołki, albo na jednego z nich. Księżyc wyobrażano pod postacią młodzieńca z sierpem u ramion i zwano go królem, Menotyrannus, oraz zbawicielem, „soter” (porów. Daremberg i Saglio, Dictionnaire des antiquites grecques et romaines V, 1393, 1395).

Rysunek nasz (Wiz. 3) wyobraża Mena (Miesiąc) w grocie Fauna (Roscher, Lexikon II, 2733). A zatem tekst Zacharjaszowy (IX, 9) jest astralizowany: król i zbawiciel, wystylizowany na Mena, wsiada na oślicę i oślątko, czyli pokrywa swym blaskiem Osiołka Południowego i Osiołka północnego. Tak samo, czyli w formie pierwotnej, u Mateusza Jezus jedzie na oślicy i oślątku, mając cechy Miesiąca, Mena, czyli Księżyca. Pamiętajmy, że nazwa Księżyc oznacza syna księcia, jak sędzia i jego syn sędzic, wojewoda i jego syn wojewodzic. Jezus jest Synem Boga. Ale astralizacja staje się coraz bardziej subtelna. Jan skraca cytatę Zacharjaszową, mówiąc tylko o oślątku (Jan XII, 15), zaś Marek i Łukasz inaczej rzecz astralizują: mówią o osiołku, na którym żaden człowiek nigdy nie siedział, co jest prawdą, gdyż Osiołki gwiezdne taką właśnie cechę posiadają. Wszystko to jest bezwzględnie ścisłe. 

I tak się okaże z najmniejszym szczegółem. Księgi sakralne nie dopuszczały dowolności wykładu, który się dziś rozpanoszył. Rozumiał ich treść wtajemniczeniec. A dla niewtajemniczeńca były niedostępne. Miał oczy i nie widział, miał uszy i nie słyszał, nic nie rozumiejąc.

2. GRÓB, W KTÓRYM NIKT NIE LEŻAŁ (Łuk. XXIII, 53; Jan XIX, 41).

Grobem, w którym napewno nikt nie leżał, jest w konstelacji Skorpjona gwiazda Antares, która zwała się u Babilończyków Churru, dziura, jama, dół, grób (porów. Kugler, Babylonische Planetenkunde, str. 260). Grób ten jest wykuty w skale, gdyż wyobrażano sobie, że niebo jest kamienne (Ezechjel I, 26: porów. Roscher, Lexikon II, 2751). W dodatku tu właśnie widziano Ogród arabski (Ideler, Sternnamen, str. 97, 101). Ogród obojmował część Klęcznia, całego Wężownika i bodaj całego Skorpjona (Wiz. 5). Gwiazda Antares-Churru-Grób znajduje się pod nogą Wężownika, w którym widziano symbol Chrystusa (Hipolit, Ref. IV, 48). Gwiazdę Antares zwano także Sercem Skorpjona (Ideler, Sternnamen, str. 179). Wężownik-Chrystus wychodzi niejako z Grobu, że zaś znajduje się w Ogrodzie, może się wydać Ogrodnikiem. To też w Ewangelji Janowej Marja Magdalena, ujrzawszy Jezusa po jego wyjściu z grobu, bierze go za ogrodnika (Jan XX, 15). Wedle Mateusza grób miał być własnością Józefa. Otóż współbieżnikiem Skorpjona i Grobu jest konstelacja Cielca, która U Żydów była symbolom Józefa (Deuteronomium XXXIII, 13 — 17). Główna gwiazda Józefa-Cielca, czyli Aldebaran, znajduje się ściśle w odległości 180o od głównej gwiazdy Skorpjona, czyli Antaresa-Grobu.

3. ROBAK, KTÓRY NIE UMIERA (Mar. IX, 43; Tzajasz LXVI, 24).

Robakiem, który nie umiera, jest Skorpjon (Wiz. 5). Wedle żydów w Skorpjonie było piekło (Pesiktha Rabbathi, roz. 20).

4. OGIEŃ, KTÓRY NIE GAŚNIE (Mar. IX. 43; Izajasz LXVI, 24).

Ogniem, który nie gaśnie, jest Ogień Ołtarza, znajdującego się tuż przy ogonie Skorpjona (Wiz. 5). Oto jest znamienny kompleks wyrażeń, który teraz jasno się tłumaczy wobec ukazanego źródła. Robak ogniowy, który wszedł do pojęć pisarzów kościelnych, jest zatem pochodzenia astralnego. Obraz, wzięty z globusu, stał się motywem filozofowania o mękach ludzi, strąconych do piekła. Słowem na tym konkrecie zbudowano abstrakt.

8. DRZEWA, KTÓRE CHODZĄ JAK LUDZIE (Mar. VIII, 24).

Drzewami, które chodzą, jak ludzie, są Dokana, dwie belki Dioskurów, czyli Bliźniąt, połączone poprzecznicami, z czego powstał nasz znak astronomiczny Bliźniąt II, ktory wskutek cofania się punktów równo nocnych widnieje na globusach naszych w konstelacji Cielca, ale za czasów Hipparcha widniał w konstelacji Bliźniąt (Wiz. 8). Właśnie jednym z symbolów Dioskurów, czyli Bliźniąt, były Dokana (Roscher, Lexikon I, 1170). Belki te, jak ludzcy Bliźniacy, wschodzą, górują i zachodzą. Są to więc drzewa, które chodzą jak ludzie. Słowem uzdrowiony ślepiec widzi normalnie, gdyż widzi konstelację Bliźniąt, nie wymagającą specjalnie silnego wzroku, jak malutka gwiazdka nad drugą gwiazdą w ogonie Wielkiej Niedźwiedzicy, zwana El-suha, która była próbą wzroku i która stała się powodem przysłowia arabskiego: „Ukazuję mu Suhę, a on mi pokazuje na księżyc” (Ideler, Sternnamen, str. 26).

54. NIEWIASTA, KTÓRA JEST ODŹWIERNĄ W DOMU ARCYKAPŁANA ŻYDOWSKIEGO (Jan XVIII, 16-17).

Arat widział w konstelacji Kasjopei Drzwi, otwierane Kluczem (Arat, Fenomena, 191). Około tych Drzwi widnieje Andromeda w okowach, jakie miewali odźwierni. Znamienne, iż wedle astrologów Andromeda była patronką dozorców więzień (Manilius V, 620, 629 — 630; porów. Boli, Sphaera, str. 381). Gdy wschodzi Andromeda, mamy nad nią Kasjopeę jako Drzwi, a na lewo wschodzi ze swym domem zodjakalnym Wodnik, którego jedna ręka dzierży chustę niby szatę rozdartą, zaś jeszcze dalej widny Ołtarz z Ogniem (Wiz. 45), symbolizujący ognisko (Jan XVIII, 18). Wyżej zaś widnieje Wężownik Jezus i zamierzający się na niego Klęczeń (Wiz. 5), jak biją Jezusa podczas przesłuchania u Annasza (Jan XVIII, 22). Słowem mamy na globusie nieba całą scenę ewangeliczną.


 

Oto jest owe sto odpowiedzi na sto pytań. Rzecz oczywista, że liczba sto ma tylko budzić przeświadczenie, iż takich pytań i odpowiedzi można liczyć na tysiące. Albowiem, jak się przekonałem, niektóre teksty są astralizowane werset za wersetem, że wymienię tylko historję Samsona z księgi. Sędziów, proroctwo Zacharjasza, cztery Ewangelje i Apokalipsę Jana. (…)

Astralizowano całą historję Mojżesza, który występuje równocześnie sród gwiazd jako pasterski Bootes z Laską a śród błędników jako księżyc w stosunku do słonecznego Jahwy. Gdy Mojżesz-księżyc zbliża się do słońca-Jahwy, zdejmuje z twarzy zasłonę blasku, a gdy odchodzi, wkłada zasłonę na twarz i ma głowę rogatą. Na okrągłym zodjaku z Dender Bootes ma także głowę rogatą. Jego żoną Cypporą jest zodjakalna Panna, synkiem Gerszomem jej Dzieciątko, zaś Osłem siedem gwiazd Wozu-Tyfona. Ciągną do Egiptu, hemisfery nocy (porów. A. Jeremias, Das Alte Testament im Lichte des Alten Orients, wyd. 2, str. 180), gdyż nogi ich zanurzają się w tej hemisferze. Tam Bootes-Mojżesz zabija „Egipcjanina”, czyli człowieka hemisfery nocy, Klęcznia, który przed nim się wali. Gdy Bootes Mojżesz góruje, znajduje się na linji południka „krzak gorejący”, czyli rozwidlenie Drogi Mlecznej i na niej Ogień Ołtarza (Wiz. 6).

Że astralizacji dokonano na globusie znanego nam typu, dowodzi fakt, iż Mojżesz, umierając na górze, ma lat 120, a grobu jego nie można znaleźć; podczas górowania Bootes kładzie ostatnią gwiazdę swej wyciągniętej ręki na 1200 koła południkowego, licząc od horyzontu na południu w górę. Żyjący w pierwszym weku przed naszą erą Geminus powiada iż wyrabiano globusy ze stałym nachyleniem bieguna północnego, wynoszącym 36° (Geminus-Manitius, str. 168 — 169), Otóż jest oczywiste, że autor Deuteronomium lub jego ostatni redaktor, ustalający wiek Mojżesza, takim właśnie posługiwał się globusem, który miał 36° nachylenia bieguna północnego i na którym ostatnia gwiazda w wyciągniętej ręce Bootes-Mojżesza górowała pod 120° koła południkowego, licząc od horyzontu na południu w górę ku północy. Zaś grobu Mojżesza nie można znaleźć z tego powodu, że gwiazda Antares-Grób nie góruje, znajduje się od górowania jeszcze w pewnym oddaleniu, więc nie zajmuje żadnego z czterech punktów kardynalnych nieba, a przeto nie jest, jak mówiono,” w aspekcie”. Dalej astralizowano wędrówki Izraela na puszczy, którego prowadzi w hemisferze dnia Obłok (w Raku) a w hemisferze nocy Ogień Ołtarza. (…)

Zatem w tekstach Ewangelji został ukryty kalendarz, mianowicie kalendarz globusowy, czyli schematyczny, którego gotowe opracowanie posiadam w rękopisie. Cała Apokalipsa Jana, jak świadczy już sam jej nagłówek, jest oparta na horoskopie świętym objawienia Jana-Wodnika., gdy wschodzi Lew, zbliża się do kulminacji Cielec, zaś na zachodzie widnieje Człowiek-Wodnik i za nim Orzeł Latający, a góruje Tron i dalej na linji południka widnieje Bootes-Bóg z napisem na kolanie przy gwieździe Arktur „Pan panów i król królów”. Niedzielę, Dies Solis, której hieroglifem aż do dni naszych jest słońce, symbolizuje hieroglif słońca w znaku wschodzącego Lwa, gdzie był astrologiczny „dom słońca”. (…)

W świetle tych materjałów mam chyba pełne prawo powiedzieć, że łudzi się każdy, kto mniema, iż na podstawie swego dzisiejszego wykształcenia albo na podstawie dotychczasowej egzegezy biblistów, którą nazywam szkolarską, rozumie Biblję tak, jak została napisana. Prawdą jest natomiast, iż wcale jej nie rozumie, nie orjentuje się. w jej mądrości i w jej pięknie. Klucz rozumienia zaginął, gdyż trzeba było podawać Biblję maluczkim, licząc się z ich. prostactwem duchowem. Tedy zamiast istnej filozofji kosmicznej, opowiadano nam bajeczki, zaś
autorów, stojących na szczycie umyslowości swoich czasów, przedstawiano jako „prostaczków” bez tajstiy, bez pieniędzy w trzosie i nie noszących dwóch sukien. To też nie może być nadal mowy o biblistyce jako jednej z dyscyplin naukowych, jeżeli się nie pójdzie torem tych badań, których w okresie nowożytnym był promotorem bodaj jezuita Atanazy Kircher (1601 — 1680), co to więcej wiedzieć musiał, niż wyjawił, pod koniec XVIII-go wieku Dupuis, w połowie XIX-go wieku Nork, i to bez względu na ich teorje astralnomitologiczne. Alfred Jeremias powiada z wielką słusznością: „Przed stu laty już raz znaleziono się na tropie prawdy (Dupuis, Görres i inni; ich prace stanowią cenny materjał). Ale wnet drogę znowu zasypano.

Wybitni przodownicy racjonalizmu, którzy podporządkowali sobie jednostronny pogląd religijnohistoryczny, zawiedli, jak np. Fryderyk Strauss. Teologja kościelna zajęła stanowisko zdecydowanie oporne” (Babylonisches im Neuen Testament, str. 3 w dopisku 2). Zapanował romantyczny Renan, który z „Żywota Jezusa” zrobił przepiękny, ale francuski romans, w którym hipoteza jedzie na hipotezie i hipotezą pogania. Mam pewne prawo o tem jego dzieie mówić, gdyż je przetłumaczyłem, a więc przeżułem do ostatniego wiersza. Renanizm zapanował nietylko nad umysłami kształconej na naukach przyrodniczych inteligencji, nie mającej pojęcia o symbolice Wschodu, ale zapanował także nad mnóstwem księży, którzy jawnie go potępiali, lecz skrycie uznawali, gdyż można go było przeciwstawiać kierunkowi, który widział tylko „mit”.

Biblistyka teologiczna, urzędowa, prawowierna czy liberalistyczna, wszystko jedno, może być bardzo zbożna, bardzo duszpasterska, ale cechy badania naukowego posiadać nie może i nie będzie, i nie uratuje jej Loisy, nadaremnie wyklinany i na -daremnie narażający się na tę nieprzyjemność, gdyż z powodu swych badań biblijnych stracił stanowisko w Kościele a prawdy nie znalazł. Rozumie się, że sprawa nie dotyczy samych teologów, albo powiedzmy, samych biblistów. Dotyczy również historyków. Jakże mają orjentować się w symbolach pomników prahistorji, jeżeli nie mogą. odcyfrować symbolów pomnika tak historycznego i tak rozpowszechnionego, jak Biblja ? Dotyczy to także humanistów, dotyczy filozofów i historyków literatury. Każdy z nich powinien tu być zainteresowany i to w sposób najwyższy. Jeżeli stwierdzało się ze specjalnem zamiłowaniem a największą słusznością, że hotno religiosus wywarł wpływ olbrzymi na dzieje ludzkości, jakże czczym frazesem staje się takie twierdzenie w ustach uczonego, który nawet zrozumieć tego nie może, co ów homo religiosus napisał i tysiącoleciom przekazał. Więc trzeba, ruszyć nowym torem badań. Ale kto się na to odważy ? Ilekroć chodzi rzeczywiście o jakiś nowy zwrot w nauce, to nasi uczeni nie wykazują zaufania do własnych umysłów. Być zresztą pionierem jakiejś nowej myśli nie należy do przjemności życiowych i do ułatwiania sobie karjery.

Z pewnym tedy lękiem oglądają się na zagranicę. Ale zagranica ma także swoich rutynistów, którzy nie lubią zaczynać w wieku nowym życia swego nanowo. I tam rozmaici uczeni pragną drzemać na laurach uświęconych, unikając dróg ciernistych i ścieżek zawrotnych. Akademja Francuska w ciągu stu lat ostatnich wprost wsławiła się swoją opozycją przeciwko wszystkim wielkim wynalazcom. A kiedy przesłałem uczonej redakcji perjodyku „Revue de l’histoire des religions” trzy moje prace i wyczerpujący memorjał, przyjęto rzecz że zdawkową elegancją, ale oświadczono, że „la base astrale” nie leży na „linji jej badań naukowych”, to znaczy, zdaniem mojem, że akurat połowa zjawisk religijnych nie leży na linji, zgóry wykreślonej przez tych uczonych, i mimo to chcą przeniknąć drugą połowę niedorzecznością oczekiwać oświecenia od rozumu, a przepisywać mu zgóry, po której stronie ono koniecznie paść powinno” (Krytyka czystego rozumu, przekład Piotra Chmielowskiego,str. 602).

Więc liczyć na to, że zagranica zajmie się jakimś darwinistycznym czy kopernikańskim zwrotem w badaniach biblijnych, jest czczą iluzją, jeżeli się w dodatku uwzględni pychę ludzi, należących do tak zwanych „wielkich narodów” i ich ignorancję oraz lekceważenie tak zwanych „narodów mniejszych”. Zabawni są ci ludkowie, co to biegają za uczonymi zagranicznymi, wieszając się u ich rękawa i żebrząc, aby raczyli przyjąć łaskawie jakiś fakt naukowy do wiadomości, a ci z wydętemi wargami odwracają się, pytają „Co tam takiego” i kroczą dalej, jak wypchane książkami manekiny. Nauka jest wielką republiką z wieczystem liberum veto, wedle którego głos jednego uczonego, gdy słuszny, zmusza do posłuchu wszystkich, naturalnie nie zaraz, ale ostatecznie zawsze. Więc w imię tych praw owej wielkiej republiki naukowej, stojącej ponad narodami, państwami, autorytetami, trzeba być cierpliwym. To nie oświata, to nauka. To nie popularyzacja lecz badanie.

Jeśli ktoś mniema, że nie ma obowiązku być czujnym i wiedzieć, co się gdzie indziej robi, to niema się żadnego obowiązku budzenia tej jego czujności, gdy mu akurat chce się spać i chrapać. Niech śpi. A my czuwajmy i pracujmy. W dodatku moje uczucie mówi mi, że jest coś upakarzającego w tem zwracaniu się zagranicę, w tem wywożeniu myśli i jej ekspatrjacji. Kto ma swoją ojczyznę, której przywykł służyć, ten jej przedewszystkiem przedstawiać będzie wyniki swych badań, choćby ta ojczyzna narazie i nawet na długo miała ich nie przyjmować, grążąc się w trosce o chleb, ziemniaki, węgiel i saletrę. Ale i pod tym względem nie jest tak źle. Zawsze intelekt polski obejmował bardzo rozległe horyzonty myślowe. A teraz przeżywamy jeden z najpotężniejszych przewrotów historycznych, a przeto także umysłowych. Góry stają się dolinami, doliny górami. Aczkolwiek moje prace biblistyczne są bardzo specjalne, jednakowoż wszystkie ich nakłady są wyczerpane. Tylko nie trzeba zwracać się do żywych nieboszczyków umysłowości, do strachajłów wiedzowych i do tych czarnych świateł, palących, się w świecznikach oficjalności.

Trzeba zwracać się do tych, którzy mają odwagę myśleć o rzeczach, o których nikt jeszcze nie myślał, wdawać się w rozmowę z prawdą, przez nikogo jeszcze nie spotkaną i zarejestrowaną, sięgać ramieniem umysłu tam, dokąd nikt jeszcze nie sięgał. Naród, który wyzwolił się z więzów politycznych, wyzwoli się także z więzów szkolarstwa. To też przekazuję pracę niniejszą tym sapere ausuris, co to w przyszłości będą mieli odwagę sięgać po mądrość i w tej dziedzinie, którzy pomyślą o innej biblistyce dla kwiatu naszej młodzieży, usychającego w doniczkach religjonistyki prostackiej, i którzy, oparłszy się na podwalinach takich badań, jak te, stworzą biblistykę polską, która zostanie potym biblistyką w ogóle.

 

Andrzej Niemojewski

Warszawa, 1924 r. (wydanie pośmiertne)

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s