Misteria egipskie, Budda i Chrystus

 

Źródło: rs.maszyna.pl (fragment „Chrześcijaństwo jako rzeczywistość mistyczna a misteria dawnych czasów”)

MISTERIA DAWNEGO EGIPTU

Kiedy już wolny od ciała w jasne się wzniesiesz niebiosa, nieśmiertelnym staniesz się bogiem i nigdy nie zaznasz już śmierci. W tych słowach Empodoklesa mamy jakby kwintesencje wszystkiego, co myśleli dawniej Egipcjanie o wiecznym pierwiastku w człowieku i o jego związku z bóstwem. Świadczy o tym egipska „Księga zmarłych” odcyfrowana w 19wieku dzięki mozolnej pracy uczonych (por. Lepsius „Das Totenbuch dar alten Aegypter”, Berlin 1842). Jest to najcenniejszy zabytek literatury jaki się nam zachował po dawnych Egipcjanach. Znajdujemy tam wszelkiego rodzaju pouczenia i modlitwy, które dawno zmarłemu do grobu, aby go prowadziły, skoro się już uwolnił od swej doczesnej powłoki. Księga ta zawiera najgłębsze poglądy Egipcjan na rzeczy wieczne i na rozwój świata. Wyczuwamy w niej stosunek do bogów bardzo podobny do poglądów mistyki greckiej.

Spośród różnych bogów, którym oddawano cześć w poszczególnych prowincjach Egiptu, Ozyrys stal się z czasem bóstwem najwyższym i czczony był powszechnie. Był on jakby syntezę wszystkich innych bóstw. W szerokich masach mogły zresztą krążyć różne wierzenia dotyczące postaci Ozyrysa, lecz „Księga Umarłych” oparta jest na poglądach pielęgnowanych przez kapłanów, a dla nich Ozyrys był istota, która człowiek sam może znaleźć we własnej duszy. Świadczą o tym najwyraźniej ówczesne poglądy związane ze śmiercią i z losami zmarłych. Kiedy ciało oddane zostało ziemi, która je przechowuje w swym łonie, wówczas to co wieczne zaczyna swa wędrówkę w odwieczny świat ducha. Najpierw staje przed sadem Ozyrysa, którego otacza czterdziestu dwu sędziów. Dalszy los wiecznego pierwiastka w człowieku zależy od tego, co orzekną sędziowie. Kiedy już dusza wyzna swoje grzechy, kiedy sędziowie orzekną, że pojednała się już z wieczna sprawiedliwością, wówczas niewidzialne moce wychodzą na jej spotkanie mówiąc tak: „Ozyrys (tu wymieniają imię danego człowieka) został oczyszczony w stawie, który leży na południe od pola Motep i na północ od pola Szarańczy, tam gdzie bóstwa zieleni o czwartej godzinie nocy i o ósmej godzinie dnia obmywają się obrazem serca bogów, przechodząc od nocy do dnia”.

(…)

Gdybyśmy mogli sięgnąć wzrokiem do świątyni w dawnym Egipcie, w której ludzie, doznając wtajemniczenia, przechodzili przemianę w Ozyrysa, widzielibyśmy, że to co się tam działo z mikrokosmicznym obrazem rozwoju wszechświata. Człowiek, potomek „Ojca” miał zrodzić w sobie syna. To co rzeczywiście jest w nim ukryte, zaklęty w nim bóg, miało się w nim ujawnić. Przemoc ziemskiej natury tłumi to w człowieku. Te niższa naturę trzeba najpierw złożyć do grobu, aby wyższa natura mogła w nim zmartwychwstać. Tym sobie można wytłumaczyć niejedno, co się słyszy o obrzędach wtajemniczenia. Podawano człowieka tajemniczym rytuałom. Jego ziemska natura musiała być zabita, wyższa natura – obudzona. Szczegółowe zaznajomienie się z tymi obrzędami nie jest nam potrzebne, trzeba tylko zrozumieć ich znaczenie. Przebija ono w następujących słowach, w jakich mógł opisać swoje przeżycia ten, kto przeszedł wtajemniczenie. Każdy z nich mógł powiedzieć: „Rozwarła się przede mną nieskończona perspektywa, u której kresu jest boska doskonałość. Poczułem, że siła tej boskiej doskonałości tkwi we mnie. Złożyłem do grobu wszystko co hamuje we mnie te sile. Obumarło we mnie to co ziemskie. Byłem nieżywy. Ten niższy człowiek umarł we mnie, byłem w krainie zmarłych. Obcowałem z umarłymi, to znaczy z tymi, którzy są już włączeni w krąg wiecznego ładu świata. Przeszedłszy przez świat umarłych zmartwychwstałem. Pokonałem śmierć, lecz teraz jestem już inny. Nie jestem już zależny od mojej doczesnej natury. Została ona we mnie przepojona Logosem. Należę teraz do tych, co żyją wiecznie i będą zasiadali po prawicy Ozyrysa. Ja sam, zjednoczony z wiecznym ładem świata, będę prawdziwym Ozyrysem i władza nad życiem i śmiercią będzie złożona w moje ręce”. Wtajemniczony musiał poddać się przeżyciom, które go mogły doprowadzić do takiego wyznania. Były to najbardziej wzniosłe przeżycia jakich doznać może człowiek.

Wyobraźmy sobie teraz, że ktoś nie wtajemniczony słyszy o takich przeżyciach. Nie wie on przecież i nie może wiedzieć, co działo się naprawdę w duszy wtajemniczonego. Dla niego człowiek ów naprawdę umarł, leżał w grobie i powstał z martwych. To co na wyższym stopniu bytu jest rzeczywistością duchowa, lecz ujęte w obrazy zapożyczone z ziemskiej rzeczywistości, wydaje mu się czymś, co narusza porządek natury. Jest „cudem”. Takim „cudem” było wtajemniczenie. Kto chciał naprawdę je zrozumieć, musiał obudzić w sobie siły, które prowadzą na wyższe stopnie bytu. Musiał być już uprzednio przygotowany przez życie do tych wzniosłych przeżyć. Jakkolwiek kształtowałyby się te przeżycia przygotowawcze w życiu danej jednostki, zawsze można je sprowadzić do pewnych ściśle określonych rysów. Życie wtajemniczonego ma Więc pewien typowy przebieg. Można je opisać niezależnie od tej czy innej osobowości wtajemniczonego. Co więcej, o danym człowieku tylko wtedy można powiedzie, że jest na drodze do boskości, jeżeli w życiu jego występują ta właśnie typowe przeżycia. Taka postacią był Budda dla swoich wyznawców, takim objawił się z razu Jezus uczniom swoim. Znany jest dzisiaj paralelizm pomiędzy życiorysem Buddy a życiem Jezusa. Rudolf Seidel w swej książce „Buddha und Christus” przedstawia przekonywująco ten paralelizm. Wystarczy wniknąć w szczegóły by zdać sobie sprawę, że wszelkie zarzuty przeciwko temu paralelizmowi są bez znaczenia.

Narodziny Buddy zwiastuje królowej Maji biały słoń, który schodzi z nieba. Jest to zapowiedź, że Maja wyda na świat równego bogom człowieka, który „skłoni wszystkie istoty do miłości. Łukasza czytamy: „Do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z domu dawidowego, dziewicy zaś imię było Maria, przystąpił Anioł i rzekł: „Bądź pozdrowiona, laski pełna. Oto poczniesz i porodzisz syna i nadasz mu imię Jezus. Ten będzie wielki, a będzie zwany Synem Najwyższego…” Bramini, hinduscy kapłani, którzy wiedza co znaczy, że ma się narodzić Budda, wykładają sen królowej. Znamy im jest pewien określony, typowy obraz Buddy.

Życie oczekiwanego Buddy musi odpowiadać temu obrazowi. A w Ewangelii według św. Mateusza, II,1 i nast. czytamy: „Herod…zebrawszy wszystkich najprzedniejszych kapłanów i uczonych w piśmie wypytywał ich, gdzie ma się Chrystus narodzić”. Bramin Asita powiada o Buddzie, „Oto jest dziecię, które stanie się Budda, wybawicielem, tym który poprowadzi do nieśmiertelności, wolności i światła”. Porównajmy słowa z Ew. św. Łukasza (II i nast./” Oto był człowiek w Jerozolimie, któremu imię Symeon, a człowiek ten był sprawiedliwy i bogobojny, oczekujący pociechy Izraela, a Duch Święty był w nim.. a gdy rodzice wznosili dzieciątko Jezus, aby za nie uczynić według zwyczaju zakonu, on wziąwszy je na ręce swoje chwalił Boga i mówił: „Teraz opuszczasz sługę swego Panie, według słowa swego, w pokoju, gdyż oczy moje oglądały zbawienie twoje, którąś zgotował przed obliczem wszystkich ludów. Światłość ku objawieniu poganom i chwale ludu twego Izraelskiego”.

O Buddzie opowiadają, że jako dwunastoletni chłopiec zgubił się i że odnaleziono go pod drzewem, w otoczeniu śpiewaków i mędrców dawnych czasów, których nauczał. Opowiada temu Rozdz. II, wiersz 41 i nast. W Ewangelii św. Łukasza: „A rodzice jego chodzili każdego roku do Jerozolimy na światło wielkanocne. I gdy już miał lat dwanaście, poszli do Jerozolimy według zwyczaju onego święta. I po skończeniu owych dni gdy wracali, zostało dziecię Jezus w Jerozolimie, a ni wiedzieli o tym Józef i matka jego. A mniemając że jest w towarzystwie podróżnym, uszli dzień drogi i szukali go miedzy krewnymi i znajomymi. I gdy go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając go. I stało się po trzech dniach, że go znaleźli siedzącego w świątyni pośrodku nauczycieli, a on ich słuchał i pytał ich. A zdumiewali się wszyscy którzy go słuchali, nad rozumem i nad odpowiedziami jego”.

Kiedy Budda przeżywszy czas pewien w samotności wraca do ludzi, wita go dziewica słowami: „Błogosławiony twój ojciec, błogosławiona twoja matka, błogosławiona małżonka do której należysz”. On zaś odpowiedział: „Błogosławieni są tylko ci, którzy znajdują się w Nirwanie”. to znaczy którzy się włączyli w wieczny byt świata. U św. Łukasza,XI 27 czytamy: „A stało się, gdy on to mówił, że podniósłszy głos pewna niewiasta z ludu rzekła mu: Błogosławiony żywot który cię nosił i piersi któreś ssał! A on rzekł: Owszem, błogosławieni są którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go”. W życiu Buddy jest chwila, kiedy przystępuje doń kusiciel obiecując mu wszystkie królestwa ziemi. Budda odrzuca to wszystko mówiąc: „Wiem dobrze, że przeznaczone mi jest królestwo, lecz ja nie pragnę ziemskiego królestwa, zostanę Buddą i sprawię że radość nadziemska ogarnie cały świat”. Kusiciel musi przyznać: „Skończyło się moje panowanie”. Jezus na podobne kuszenie tak odpowiada: „Pójdź precz ode mnie szatanie: Albowiem napisane jest „Panu Bogu twojemu pokłon oddawać i jemu samemu służyć będziesz”. Tedy opuścił go diabeł”. (Mat. IV.10).

Można by przytoczyć jeszcze wiele podobnych przykładów, wynik będzie taki sam. Wzniosła była śmierć Buddy. Zasłabł podczas wędrówki. Przyszedłszy nad rzekę Hirenja, w pobliżu Kuszinagara, położył się na dywanie, który mu rozesłał ukochany uczeń Ananda. Ciało jego poczęło jaśnieć od wewnątrz. Umierał przemieniony, świetlisty, ze słowami na ustach „Nic nie trwa bez końca”. Opis śmierci odpowiada temu, co czytamy w Ewangelii o Przemienianiu Jezusa: „I stało się po tych mowach, jakoby po ośmiu dniach, że wziąwszy ze sobą Piotra, Jana i Jakuba wstąpił na górę, aby się modlił. A gdy się modlił, przemieniało się oblicze jego, i szaty jego stały się białe i jaśniejące”. Ziemski żywot Buddy na tym się kończy, lecz w życiu Jezusa zaczyna się teraz to co najważniejsze, męka, śmierć i zmartwychwstanie. Ziemskie życie Chrystusa Jezusa nie mogło się zakończyć w momencie przemieniania, prześwietlenia, które było kresem życia Buddy. Jeżeli przeprowadzając analogie zacieramy różnice, to nie rozumiemy ani Buddy, ani Chrystus. (To się okaże w dalszym ciągu książki). Innych opisów śmierci Buddy nie będziemy tu rozważali, jakkolwiek zawierają niejeden głęboki rys.

Analogie w życiorysach tych dwu dobroczyńców ludzkości nasuwają wyraźny wniosek. Wynika on sile rzeczy z przekazanych opowiadań. Kiedy kapłani – dawni mędrcy – usłyszeli wieść o narodzinach, wiedzieli już o co chodzi. Wiedzieli, że przychodzi na świat człowiek boży. Wiedzieli z góry, jaka duchowość zstępuje na świat człowiek boży. Wiedzieli z góry, jaka duchowość zstępuje na ziemie i że ziemskie jej życie może być tylko takie, jakie odpowiada życiorysowi Boga – Człowieka. Wzór takiego życiorysu znany był od wieków w misteriach. Życie człowieka bożego może być tylko takie, jakie być musi. Ma ono w sobie coś z odwiecznych praw przyrody. Jak dana substancja chemiczna może zachowywać się tylko tak a nie inaczej, tak też istota, która jest Budda, duch który jest Chrystusem może żyć na ziemi tylko tak, a nie inaczej. Nie pisze się takiego życiorysu podając zewnętrzne, przypadkowe wydarzenia, można je raczej ująć opisując typowe rysy, jakie podaje dla wszystkich czasów dawna wiedza pielęgnowana w misteriach.

Legenda Buddy nie jest bynajmniej biografia w zwykłym znaczeniu, tak jak w Ewangeliach nie chodzi również o zwykła biografie Chrystusa Jezusa. Ani tu, ani tam nie mamy wydarzeń przypadkowych, i tu i tam podany jest odwieczny życiorys, wytyczony dla zbawców ludzkości. W pradawnych tradycjach szukać należy ich wzorów, nie zaś w ziemskich wydarzeniach. Budda i Jezus są wtajemniczonymi w najwyższym znaczeniu tego słowa dla tych, którzy poznali ich boska naturę. (Jezus jest wtajemniczonym przez to, że zamieszkał w nim duch Chrystusowy). Dlatego życie ich jest wyniesione ponad wszelka doczesność. Dlatego stosować do nich można to, co wiemy o wtajemniczonych. Nie opowiada się już o drugorzędnych, przypadkowych zdarzeniach z ich życia. Mówi się o nich: „Na początku było słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo A Słowo stało się ciąłem i mieszkało miedzy nami”. (Jan,I,14).

Ale w życiu Jezusa zawarta jest więcej niż w życiu Buddy. Życie Buddy kończy się na przemienianiu. To co najdonioślejsze w życiu Jezusa zaczyna się po przemienianiu. Przetłumaczmy to na język wtajemniczonych: Budda doszedł do tego stanu, kiedy boskie światło zaczyna jaśnieć w człowieku. Stanął wobec śmierci wszystkiego co ziemskie. Stal się światłością świata. Jezus idzie dalej. W chwili, kiedy prześwietliła go światłość wszechświata, nie umiera. W chwili tej staje się Buddę. Ale też wznosi się w tym momencie na takie wyżyny, których wyrazem jest jeszcze wyższy stopień wtajemniczenia. Cierpi i umiera. To co ziemskie znika. Lecz nie znika to co duchowe, nie ginie światłość świata. Tu następuje zmartwychwstanie. Jezus objawia się swoim jako Chrystus. Budda w chwili swego przemieniania pogrąża się w najwyższej szczęśliwości, łączy się z duchem wszechświata. Chrystus Jezus raz jeszcze budzi duchowość świata do życia w teraźniejszości, w postaci człowieka. Dawni wtajemniczeni przechodzili coś podobnego przy wyższych świeceniach, lecz w sposób który Można by nazwać obrazowym. Ci których wtajemniczono w misteria Ozyrysa osiągali przeżycia obrazowe takiego zmartwychwstania. Takie „wielkie” wtajemniczenie, lecz jako przeżycie rzeczywiste, nie obrazowo, przeszedł Jezus, a nie mamy tego w życiu Buddy. Budda wykazał swoim Życiem, że człowiek jest logosem i że umierając wraca do logos, do światła. W Jezusie logos sam stal się człowiekiem. Słowo stało się ciąłem.

Tak Więc to, co w dawnych obrzędach misteriów rozgrywało się w zaciszu świątyń, jest dla chrześcijaństwa wydarzeniem dziejowym, wszechświatowym. Wyznawcy Chrystusa Jezusa czcili w nim tego który jako jeden jedyny wtajemniczony był w najwyższe misteria. Przekonał on ich, że świat jest boski. Wiedza misteriów związała się dla chrześcijan nierozerwalnie z postacią Chrystusa Jezusa. Że Chrystus żył na ziemi, że jest związany z tymi, którzy go wyznają: ta wiara zastąpiła to, czym dawniej były dla ludzi misteria.

To co dawniej można było osiągnąć jedynie na drogach mistyki, było teraz częściowo dostępne wiernym, skoro byli przekonani, że w Słowie obecnym pośród nich żyje pierwiastek boski. Teraz już nie to, czego każdy człowiek z osobna musiałby się długo przygotowywać było jedynie miarodajne, lecz to co widzieli i słyszeli zwykli ludzie w zetknięciu z Jezusem i co mogli przekazać innym. „Co było od początku, cośmy słyszeli, cośmy oczyma naszymi widzieli i na cośmy sami patrzyli, czego się ręce nasze dotykały cośmy widzieli i słyszeli o Słowie Żywota, to wam zwiastujemy, abyście i wy z nami społeczności mieli”. Są to słowa z I. listu św. Jana. Ta właśnie bezpośrednia rzeczywistość ogarniać ma jak żywa więź wszystkie pokolenia, ma być tym Kościołem, który się mistyczne krzewi z pokolenia w pokolenie.

Tak należy rozumieć słowa św. Augustyna: „Nie wierzyłbym Ewangeliom, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła katolickiego”. A Więc Ewangelie nie maja same w sobie znamienia prawdziwości, ale dlatego trzeba im wierzyć (nie trzeba – przyp. Rad), że ich oparciem jest osoba Jezusa, i Kościół w tajemniczy sposób czerpie stad moc, która pozwala mu świadczyć o prawdziwości Ewangelii. Tradycja misteriów przekazała drogę prowadząca do prawdy, w chrześcijaństwie żyje i przechodzi z pokolenia na pokolenie prawda sama. Misteria budziły zaufanie do sił mistycznych w duszy wtajemniczonego, teraz chodzi ponadto o zaufanie do tego jedynego, który wtajemnicza. Uczniowie misteriów szukali przebóstwienia, chcieli je przeżyć. Jezus był przebóstwiony, trzeba z nim utrzymywać łączność, wówczas człowiek żyjąc w łonie stworzonej przezeń społeczności może mieć udział w jego przebóstwieniu, takie było przekonanie chrześcijan. Co było przebóstwieniem w Jezusie, jest przebóstwione dla wszystkich jego wyznawców. „Oto jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”. (Mat. 28.20). Ten który się narodził w Betlejem ma charakter wiekuisty, jest poza czasem. Nie darmo słowa antyfony brzmią tak, jak gdyby Jezus rodził się na nowo w każde święto Bożego Narodzenia. „Dzisiaj się nam Chrystus narodził, dzisiaj pojawił się Zbawiciel, dzisiaj śpiewają Aniołowie na ziemi”.

Przeżycie Chrystusa uważać należy za pewien określony stopień wtajemniczenia. Kiedy wtajemniczony czasów przed chrystusowych przeżywał Chrystusa, osiągał przez to stan, który mu dawał możność postrzegania – w wyższych światach – czegoś, co nie miało odpowiednika w świecie zmysłowym. przeżywał on to, co w wyższym świecie obejmuje Misterium Golgoty. Gdy teraz chrześcijański wtajemniczony przeżywa to samo dzięki inicjacji, to widzi okiem ducha historyczne wydarzenie na Golgocie a jednocześnie wie, że w tym wydarzeniu, które miało miejsce na ziemi, zawarta jest ta mama treść, jaka poprzednio żyła jedynie w rzeczywistości duchowej misteriów. Tak Więc przez Misterium Golgoty przelało się na społeczność chrześcijańska to, co poprzednio spływało na wtajemniczonych w zaciszu świątyń. Inicjacja daje chrześcijańskim wtajemniczonym możność uświadomienia sobie, co jest istota Misterium Golgoty, natomiast wiara pozwala człowiekowi nieświadomie uczestniczyć w mistycznym prądzie, którego źródłem są wydarzenia opisane w Nowym Testamencie i który od to czasu przenika życie duchowe ludzkości.

EWANGELIE

Wiadomości o życiu Jezusa, które można rozważać z historycznego punktu widzenia, zawarte są w Ewangeliach. Wszystko co wiemy o jego życiu z innych źródeł „da się wygodnie pomieścić na ćwiartce papieru”, jak stwierdza Harnack, jeden z największych znawców tej sprawy w sensie historycznym. Ale jakiego rodzaju dokumentami są Ewangelie? Ewangelia św. Jana tak dalece odbiega od pozostałych, że ci którzy uważają sobie za obowiązek stosować w tej dziedzinie metodę historyczną, doszli do następującego wniosku „Jeżeli św. Jan przekazuje autentyczne wiadomości o życiu Jezusa, to trzy pozostałe Ewangelie (synoptycy) nie mogą się ostać; jeżeli zaś przyznać słuszność synoptykom, to czwarta Ewangelie należy odrzucić jako źródło historyczne”.) Otto Schiedel, „Die Hauptprobleme der Leeeaben Jesu – Forchung”, str 15). To jest stanowisko historyka.

Nam jednak idzie tutaj o treść mistyczna Ewangelii, nie możemy Więc tego stanowiska ani uznać, ani odrzucić. Natomiast zasługuje na uwagę następująca opinia: „Co się tyczy zgodności, inspiracji oraz dokładności, pisma te pozostawiają bardzo wiele do życzenia, a poza tym mierząc czysto ludzka miara wykazują niemało usterek”. Tak orzeka teolog Harnack w dziele „Wersen des Christentums”.

Ten kto uznaje mistyczne pochodzenie Ewangelii, bez trudu wyjaśni sobie owe niezgodności, dostrzeże on również, jak czwarta Ewangelia harmonizuje z trzema poprzednimi. Bo też w żadnej z nich nie chodzi o przekazanie samych tylko wydarzeń historycznych w zwykłym sensie tego słowa. Nie chodzi tu wcale o historyczna biografie. Chodzi o coś, co już od wieków istniało w tradycjach mistyki jako typowy życiorys Syna Bożego. ¬ródłem z którego czerpano nie było historia, lecz tradycje te nie były przekazywane w postaci identycznej. Niemniej jednak analogie były tak wyraźne, że Buddyści opisywali życie swego nauczyciela prawie tak samo, jak Ewangeliści życie Jezusa Chrystusa. Lecz oczywiście są też i rozbieżności. Otóż wyobraźmy sobie, że czterej Ewangeliści czerpali z czterech różnych tradycji misteryjnych. Można stad sądzić, jak niezwykłą postacią był Jezus, jeżeli czterej w różnych tradycjach wyszkoleni znawcy pism światowych uwierzyli: a to jest ktoś kto w sposób tak doskonały realizuje obraz wtajemniczonego, że można doń zastosować wzór życiorysu, pielęgnowany w misteriach. I – wobec tego – opisywali jego życie, przy czym każdy trzymał się swoich tradycji. Fakt, że relacje trzech pierwszych Ewangelistów (synoptyków) są podobne, świadczy jedynie o tym, że czerpali z podobnych tradycji mistycznych. Czwarta Ewangelia przepojona jest ideami, które przypominają filozofa Filona. Stad znowu można wnosić tylko tyle, że czwarty Ewangelista związany był z tradycjami, których bliski był również w swej mistyce i Filon.

W Ewangeliach możemy rozróżniać szereg elementów. Po pierwsze opowiadania o faktach, które ujęte są tak, że się je bierze przede wszystkim za wydarzenia historyczne. Następnie przypowieści, w których fakty opisywane śluza jedynie jako symbol, aby wyrazić głębsza prawdę. I wreszcie mamy nauki, w których zawarte są poglądy chrześcijańskie. W Ewangelii św. Jana nie ma właściwie przypowieści. Autor czerpał ze źródeł takiej szkoły mistycznej, w której nie posługiwano się przypowieściami.

Jak myśleć o wydarzeniach i przypowieściach, przytaczanych przez synoptyków jako historyczne, na to rzuca nam światło przypowieść o klątwie rzuconej na drzewo figowe. U św. Marka (II,11 i nast.) czytamy] „I wszedł Pan do Jeruzalem i wstąpił do kościoła, a obejrzawszy wszystko, gdy już była wieczorna godzina, wyszedł do Betanii z dwunastoma. A drugiego dnia, gdy wychodzili z Betanii, łaknął. I ujrzawszy z daleka drzewo figowe, mające liście, przyszedł, jeśliby znać co na nim znalazł, a gdy do niego przyszedł, nic nie znalazł tylko liście, bo nie był czas figom. I odpowiadając Jezus rzekł doń „Niechajże więcej na wieki nikt z ciebie czasu nie pożywa”. Św. Łukasz opowiada w tym samym miejscu podobieństwo: (XIII,6 i nast.). „i powiedział im to podobieństwo: człowiek niektóry miał figowe drzewa wsadzone na winnicy swojej, a przyszedłszy szukał na nim czasu, lecz nie znalazł. Tedy rzekł do winiarza: „Oto po trzy lat przychodzę, szukając owocu na tym drzewie figowym, ale nie znajduje. Wytnij że je, bo przecież te ziemie próżno zastępuje”. Jest to podobieństwo które symbolizuje bezwartościowość dawnych nauk, przedstawionych jako bezpłodne drzewo figowe. Co tutaj ujęte zostało obrazowo, to św. Marek przedstawia jako wydarzenie jak gdyby historyczne.

Słuszne Więc będzie przyjąć, że fakty podane w Ewangeliach niekoniecznie muszą być rozumiane jako historyczne (w tym sensie, że maja znaczenie) tylko jako wydarzenia w świecie fizycznym, lecz jako fakty mistyczne. Jako przeżycia, które przemawiają do zmysłów duchowych, a które przechodzą z różnych tradycji mistycznych. A w takim razie zaciera się różnica miedzy Ewangelia św. Jana a synoptykami. Bo przy mistycznym zrozumieniu – Badanie metoda historyczna nie wchodzi w grę. Chociażby nawet ta czy inna Ewangelia powstała o kilkadziesiąt lat wcześniej czy później, dla mistyka maja one wszystkie jednakowa wartość historyczna: Ewangelia św. Jana na równi z synoptykami.

A teraz cuda: – one także nie stanowią trudności z punktu widzenia mistyki. Mówi się o nich, że przełamują prawa fizyczne, rządzące światem. Byłoby tak, gdybyśmy je uważali za wydarzenia, rozgrywające się w świecie fizycznym, doczesnym, dostępne zwykłemu postrzeganiu za pomocą zmysłów. Ale jeżeli to są przeżycia, do których można dojść jedynie na wyższym, duchowym szczeblu bytu, w takim razie jasne jest, że nie dadzą się wytłumaczyć z punktu widzenia praw przyrodniczych, obowiązujących w świecie fizycznym.

Trzeba Więc przede wszystkim nauczyć się czytać Ewangelie, wówczas będziemy wiedzieli, w jakim sensie są one opowiadaniem o założycielu chrześcijaństwa. Tu chodzi o relacje zgodna z kanonami misteriów. Ewangeliści opowiadają tak, jak uczeń opowiada o wtajemniczonym. Tylko że mówią o wtajemniczeniu, które było w swoim rodzaju jedyne i które było związane z jednym jedynym wtajemniczonym. I zbawienie ludzkości widza w tym, żeby nią ludzie związali z owym jedynym wtajemniczonym. To co zstępowało na wtajemniczonych, to było „Królestwo Boże”. Lecz on, ów jedyny, przynosi Królestwo Boże tym wszystkim, którzy chcą się z nim związać. To co było dawniej przywilejem jednostki stało się teraz wspólna sprawą tych, którzy Jezusa uznają swym panem. (…)

 

Obraz w nagłówku: „Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu”,  Luc-Olivier Merson, 1879

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s