komitet

Roman Dmowski twórcą Polski Odrodzonej. Henryk Pająk

 

Źródło: Wolna Polska

Skromny fragment książki Henryka Pająka pt: „Dwa pogrzeby jeden wstyd”.

W miarę narastania obłędnego kultu Józefa Piłsudskiego, rosła determinacja w zwalczaniu pamięci i zasług Romana Dmowskiego, rzeczywistego Rycerza bitwy ze światową żydomasonerią o kształt i granice Polski Odrodzonej, na Konferencji Pokojowej w Wersalu.

Komitet Narodowy Polski w Paryżu. Siedzą (od lewej): Maurycy Zamoyski, Roman Dmowski, Erazm Piltz. Stoją: Stanisław Kozicki, Jan Rozwadowski, Konstanty Skirmunt, mjr Fronczak, Władysław Sobański, Marian Seyda, Józef Wielowieyski

Zawsze tak było i jest w dziejach dwudziestowiecznej Eu­ropy oraz na progu wieku XXI, że promowaniu wszelakich kana­lii towarzyszy metodyczne „zamilczanie na śmierć” prawdziwych bohaterów narodowych. Historyczne relacje Piłsudski-Dmowski są tego wręcz szkoleniowym przykładem. Zwalczanie, „zamilczanie na śmierć” Romana Dmowskiego nie kończyło się na tymże „zamilcza­niu na śmierć”. Tępiono pamięć o twórcy jedynej formacji politycz­nej propolskiej i katolickiej pod nazwą Narodowej Demokracji, toteż międzywojenne oczyszczanie propagandowego przedpola na rzecz Rycerza Kadosz (Piłsudskiego/admin) toczyło się na dwóch płaszczyznach – zwalczaniu patriotycznego programu Narodowej Demokracji i zwalczaniu zasług jej twórcy, zarazem twórcy Polski Odrodzonej.

Wojna piłsudyzmu, tejże „sanacji” z „endecją” czyli z Narodo­wą Demokracją, toczyła się przez cały okres międzywojnia. Nie słabła podczas wojny na emigracji, nieprzerwanie trwała w czasach PRL i trwa w obecnej PRL-bis. Dość powiedzieć, że skromny pomnik Ro­mana Dmowskiego stanął w Warszawie dopiero w ostatnich latach i już dwa dni później został nocą oblany trudno zmywalnymi farbami.

Istnieje wymowna paralela pomiędzy tzw. powstaniem w get­cie warszawskim a Powstaniem Warszawskim. Pomnik powstania w getcie, żydobolszewicy panujący niepodzielnie nad zniewoloną po­wojenną Polską postawili tuż po wojnie – ale na pomnik Powstania Warszawskiego Polacy musieli czekać długie dziesięciolecia.

Czy to także przypadek?

Powracamy do tytułowego w tym rozdziale wątku, do roli Ro­mana Dmowskiego jako niekwestionowanego nawet przez jego poli­tycznych i ideologicznych wrogów, twórcy Odrodzonej Polski.

Oto realia dzieła Romana Dmowskiego.

Zbliża się czas Konferencji Pokojowej. Ma ona ustalić powojenne granice nie tylko nieistniejącej jeszcze Polski, ale również granice sze­regu państw Europy Środkowej, a także nowe granice pokonanych Niemiec. Kto ma reprezentować Polaków na tej konferencji? Nie może tym kimś być „Tymczasowy Naczelnik” Józef Piłsudski, bo mo­carstwa zachodnie doskonale wiedziały, że:

–  był to zdeklarowany, płatny agent austro-niemiecki;

agent Piłsudski wyruszył z zaboru austriackiego do zaboru rosyjskiego, aby tam wywołać polskie powstanie, które miało ab­sorbować siły Rosji sprzymierzonej z Anglią i Francją przeciwko Austrii i Niemcom.

agent Piłsudski wiedział doskonale, że zostałby z pałacu wer­salskiego „wykopany” przez służby porządkowe na polecenie pre­miera Francji G. Clemenceau, jednego z trzech głównych rozgrywa­jących ten historyczny poker o granice, obok prezydenta Wilsona i Lloyda George’a.

Na konferencję wyrusza delegacja polska na czele z Romanem Dmowskim i Ignacym Paderewskim, „mianowanym” przez Piłsud­skiego premierem. Delegacja występowała jako Polski Komitet Na­rodowy działający w Paryżu. W skład kierownictwa wchodzili: Ro­man Dmowski, hrabia Władysław Zamoyski, S. Kozicki, E. Piltz, J. Rozwadowski, K. Skirmunt, mjr Fronczak, W. Sobański, M. Seyda.

Piłsudski musiał zostać w Warszawie. Doskonale rozumiał, że Roman Dmowski może na konferencji podjąć działania, które byłyby w stanie skazać Piłsudskiego na polityczny niebyt jako byłego agenta państw centralnych, osadzonego w Warszawie przez Niemców do­słownie w ostatnich dniach ich panowania.

Piłsudski napisał przymilny list do „Pana Romana”, w którym czytamy:

Drogi Panie Romanie,

Poysyłając do Paryża delegację, która ma się porozumieć z Komite­tem paryskim w sprawie wspólnego działania aliantów, proszę Pana, aby zechciał Pan wszystko uczynić dla ułatwienia rokowań /…/. Tylko jedno wspólne przedstawicielstwo może sprawić, że nasze żądania zo­staną wysłuchane/…/. Opierając się na naszej starej znajomości [l-H.P.], mam nadzieję, że w tym wypadku i w chwili tak poważnej, najmniej kilku ludzi – jeśli nie cała Polska – potrafi się wznieść ponad interesy partyj, klik i grup. Chciałbym bardzo widzieć Pana między tymi ludźmi. Proszę przyjąć zapewnienia mojego wysokiego szacun­ku.61

Czuł pismo nosem? Dmuchał na zimne?

Ale „Pan Roman” ani myślał mącić na arenie wersalskiej prze­ciwko socjalistycznemu agentowi Niemiec i Austrii, wygrywać nad­wiślańskie spory. Był to polityk wielkiego formatu i wielkiego, pol­skiego ducha.

Polacy na Konferencji reprezentowali naród, który był żywym ucieleśnieniem walk o wolność i wyrzutem sumienia europejskich hien mocarstwowych: naród i wielkie państwo Jagiellonów niszczo­ne, najeżdżane, rabowane, fizycznie eksterminowane nie od ostatnie­go, trzeciego zaboru, tylko już od czasów saskich, od lat 1720-1730. Naród polski nigdy nie zapomniał o permanentnych zdradach wielkich tego świata, o ich prowokacjach powstańczych: kościusz­kowskiej, listopadowej, styczniowej, a dwadzieścia lat później miał dopisać do swojej historii zdradę największą – zdradę w Jałtach, Te­heranach i Poczdamach oraz kolejną krwawą prowokację – Powsta­nie Warszawskie.

W 1908 roku zmarł ostatni powstaniec Listopadowy, 103-letni Jó­zef Kownacki. Na cmentarz odprowadzał weterana tylko zarząd ka­tolicko- patriotycznej organizacji „Czci i Wiary”, opiekującej się po­wstańcami weteranami. Jej prezesem był hrabia Władysław Zamoy­ski, wiceprezesem syn Adama Mickiewicza Władysław Mickiewicz.

Zaraz potem zmarł powstaniec Styczniowy Władysław Wró­blewski. Jego trumnę niesiono szlakiem walk i barykad Komuny Pa­ryskiej – kolejnego tragicznego złudzenia polskich wygnańców. Kon­dukt stał się manifestacją Francuzów, Polaków i Włochów. Zdążali na paryski cmentarz Pere-Lachaise.

Na pogrzeb Piłsudskiego w 1935 roku stawiło się kilku jeszcze żywych powstańców Styczniowych, /zob. dalej – fotografia/.

Na kolejne rocznice Powstania Warszawskiego stawia się coraz mniej jego uczestników. Wkrótce będą to już tylko chłopcy z „Sza­rych Szeregów”.

W istocie Powstanie Warszawskie trwa nadal. Przeciwko Judeobolszewii przebranej w inne kostiumy, w inną mitologię…

Czy już czas na kolejne powstanie, aby nasze pra-prawnuki mia­ły kolejnych bohaterów do obwieszania ich medalami?

Związek Narodowy Polski powstał w 1888 roku. Organizował on polskie życie narodowe i przywództwo ideowe wokół istniejącego Muzeum Polskiego w Rapperswilu wraz ze Szkołą Polską w Paryżu. Kierowali Związkiem powstańcy styczniowi Józef Gałęzowski i Eu­geniusz Korytko. Wspomagał ich dyrektor Szkoły Polskiej Wacław Gosztowtt. Popularnie zwano ich „ batiniolczykami”. Łączył ich pa­triotyzm, antyrosyjskość i niechęć do straszliwie zażydzonej francu­skiej III Republiki z powodu jej sojuszu z caratem.

W 1892 roku odbył się zjazd założycielski Związku Zagranicz­nego Socjalistów Polskich, z którego wyłoniła się Polska Partia Socjalistyczna – partia Józefa Piłsudskiego. Szło nowe: socjalkomunistyczne, włącznie z Frakcją Rewolucyjną PPS Piłsudskiego. Nurt komunizujący, „robotniczy” wyłonił się już w 1864 roku, kiedy po­wstało Towarzystwo Pracujących Polaków oraz „Spójnia” – Stowa­rzyszenie Polskiej Młodzieży Postępowej powołane w 1886 roku. Ten nurt łączył wtedy aspiracje niepodległościowe z rodzącym się ruchem socjalistycznym, w istocie marksistowskim. Różnił się zasad­niczo od programu narodowców z nurtu „batiniolczyków”.62

Przedstawiciele zwycięskich mocarstw, ale także pokonanych Niemiec postrzegali rolę Romana Dmowskiego i słynnego wirtuoza w roli premiera – Ignacego Paderewskiego, jako ważne postacie Kon­ferencji Wersalskiej i niekwestionowanych przedstawicieli powsta­jącej Polski. To jednak Roman Dmowski był postacią pierwszopla­nową. Andrzej Garlicki63 cytował Stanisława Kozickiego, bliskiego współpracownika Dmowskiego.

Wówczas to zrobił Dmowski największy wysiłek, by uzy­skać spełnienie tego, co było w programie terytorialnym naszej Delegacji. Przygotowywał się do tego przez cały okres wojny, a w czasie pobytu na Zachodzie oddziaływał na rządy państw walczących z Niemcami. Wyzyskał też starannie zarówno to, co już zrobił w tym zakresie dawniej, jak i stosunki z politykami koalicji, którzy zasiadali w Radzie Najwyższej i w komisjach do spraw polskich. Praca ta nie pozostawiła śladu w dokumentach i archiwach. Mogli o niej świadczyć tylko ci, co na nią z bli­ska patrzyli. Do ich liczby należałem z racji swego stanowiska w Delegacji i muszę powiedzieć, że już wówczas budził we mnie podziw swą pracowitością, umiejętnością i stanowczo­ścią. Jeśli zabiegom i odpowiedniej polityce ze strony polskiej zawdzięczamy przyłączenie do państwa polskiego ziem daw­nego zaboru pruskiego, to wymienić należy na pierwszym miej­scu Dmowskiego, któremu jako doskonały znawca tamtejszych stosunków sekundował wytrwale i rozumnie Marian Seyda.

Jaki był układ sił i wpływów za powrotem do Polski ziem zagra­bionych przez prusactwo w ramach rozbiorów, a jakie siły starały się zakres tych rewindykacji ograniczać?

Po stronie Polski stała Francja w osobie premiera-masona Cle­menceau. Strategicznym francuskim interesem było maksymalne osłabienie Niemców jako odwiecznego przeciwnika niemiecko- -pruskiego i austro-węgierskiego na ich wschodnich obszarach.

Francja widziała w powstającej Polsce ważnego wschodniego sojusznika.

Po drugiej stronie stał międzynarodowy front syjonistów, któ­rzy starali się na wszystkie sposoby osłabiać wewnętrznie i zewnętrz­nie powstające państwo polskie. Wspomagał syjonistów premier bry­tyjski Lloyd George, który m.in. argumentował, że odrodzona Polska w ogóle nie jest zdolna do samodzielnego istnienia, ma bowiem za premiera pianistę I. Paderewskiego, a za prezydenta „idealistę” Pił­sudskiego!

Generałowie działają w wojsku na własną rękę – głosił Lloyd George – nie mają pojęcia w wyćwiczeniu żołnierzy, których powołują pod broń, ani o koordynacji różnych jednostek, z któ­rych składa się armia.64

Otwarcie obrad Konferencji Paryskiej nastąpiło 18 stycznia 1919 roku i niewielu historyków polskich zwracało uwagę na celowy wy­bór tej daty, miesiąca i dnia.

Dokładnie w tym dniu jednoczące się Niemcy upokorzyły Francję. Rewanż nastąpił w słynnej salonce, w której Francuzi dykto­wali Niemcom akt kapitulacji w przerwanej wojnie.

Niemiecka „rekontra” nastąpiła także w tej samej salonce, kiedy Hitler zmusił delegację francuską do podpisania aktu kapitulacji.

Roman Dmowski był podczas wojny szefem polskiej „dy­plomacji bez państwa”. Podczas posiedzenia Rady Najwyższej 29 stycznia 1919 roku, Dmowski wygłosił przemówienie trwające kil­ka godzin, a tak długie m.in. dlatego, że przemawiając w języku francuskim, jednocześnie symultanicznie tłumaczył swoje wystą­pienie na język angielski, co już samo w sobie stanowiło imponujące potwierdzenie wyjątkowości tego przedstawiciela Polski jeszcze nie­istniejącej. Z kolei tłumacze otrzymali pośrednie ostrzeżenie, że ten Polak biegle zna dwa główne języki konferencji i nie pozwoli na prze­inaczanie treści swoich wypowiedzi.

Na sali obrad chyba nikt nie wiedział, poza Polakami, że Dmowski to syn warszawskiego brukarza. W trakcie brukowania ulic i chodników Warszawy, jego ojciec przynosił do domu wydo­bywane z ziemi cenne numizmaty. Z czasem zbiory numizmatyczne młodego Romana stały się imponującą kolekcją!

Prezydent USA Wilson przybył na Konferencję jak faraon, a nie­którzy porównywali go do Mojżesza.65 Dowodził delegacją liczącą ponad tysiąc osób: specjalistów różnych dziedzin, polityków, dzien­nikarzy, ale najważniejszymi byli wśród nich żydowscy finansiści.

Podczas ceremonii składania podpisów pod traktatem „poko­jowym”, premier Clemenceau zwrócił się do Romana Dmowskiego o podpisanie dokumentu. W tym momencie w ogrodach wersalskich rozpoczął się salut 101 wystrzałów artyleryjskich na cześć zwycię­stwa.

Wtedy Clemenceau powiedział do Dmowskiego:

Piękny to znak dla waszej odrodzonej ojczyzny!

Była to ponura, bezwiedna przepowiednia niemieckich salw od Bałtyku po Czechosłowację, kończących dziewiętnastoletni żywot Drugiej RP.

Francuski marszałek Foch równie profetycznie oznajmił, że ten pokój będzie tylko dwudziestoletnią przerwą w wojnie…

Rzeczywiście, był to bowiem bezwzględny, upokarzający dyk­tat zwycięzców. Dyszący pragnieniem odwetu Niemcy hitlerowskie zbierały siły do rewanżu przez dziewiętnaście lat.

Niemcy „utraciły” wszystkie kolonie. Ich mocarstwowość wy­walczona przez Bismarcka w 1866 roku pod Sadową i w 1870 roku pod Sedanem, skurczyła się terytorialnie. Utraciły na rzecz Francji Al­zację i Lotaryngię, zdobyte w wojnie francusko-pruskiej w 1870 roku.

Na rzecz Belgii Niemcy „utraciły” okręgi Eupen i Malmedy za­mieszkałe przez ludność Walońską.

Zagłębie Saary zostało umiędzynarodowione: oddano ten re­gion pod nadzór żydomasońskiej Ligi Narodów. Ten stan przetrwał do 1935 roku, kiedy przeprowadzono tam plebiscyt, wyraźnie wygra­ny przez Niemcy.

Na rzecz Polski Niemcy „utraciły” zagrabione odwieczne tery­toria polskie: Pomorze Gdańskie, które weszło w skład Polski bez żadnych plebiscytów. Odzyskanie Pomorza Gdańskiego było naj­większym sukcesem Romana Dmowskiego.

Niemcy utraciły także Wielkopolskę czyli Poznańskie, wywal­czone przez Polaków w Powstaniu Wielkopolskim, któremu Piłsud­ski długo odmawiał pomocy militarnej / grudzień 1918 – luty 1919/. To polskie zbrojne odzyskanie Wielkopolski zostało zatwierdzone rozejmem w Trewirze w lutym 1919 roku, następnie potwierdzone w traktacie pokojowym.

Na tzw. Górnym Śląsku miał się odbyć plebiscyt, ale w wyniku Trzeciego Powstania Śląskiego zwyciężyła koncepcja podziału tego terytorium.

Najbardziej zasobna gospodarczo część tzw. Górnego Śląska przypadła Polsce, co było wynikiem dyplomatycznych zabiegów m.in. włoskiego ministra spraw zagranicznych Carlo Sforzy, ale prze­ważyło o tym zdecydowane poparcie Francji.

W wyniku plebiscytu, na rzecz Danii Niemcy straciły północny rejon Szlezwiku.

Niemcy „utraciły” także strategicznie ważną Kłajpedę – niewiel­ka enklawę nad Niemnem, „umiędzynarodowioną” wraz z portem, przekazaną pod zarząd żydomasońskiej Ligi Narodów. W 1923 roku Kłajpeda została opanowana przez Litwę. W 1924 roku Liga Naro­dów nadała Kłajpedzie status tzw. Kraju Kłajpedzkiego. Była to de­cyzja wręcz groteskowa, wymuszona, świadcząca o bezradności tej żydomasońskiej organizacji i sztuczności tych terytorialnych podzia­łów, będących wynikiem pruskiej ekspansji na wschód wzdłuż połu­dniowych wybrzeży Bałtyku.

Zredukowano niemieckie siły zbrojne do 100 000 żołnierzy.

Pozbawiono armię niemiecką tych rodzajów uzbrojenia, które mogłyby umożliwić nową agresję: ciężkiej artylerii, bojowego lotnictwa i marynarki wojennej. Rozbrajanie miała kontrolować aliancka Komisja Wojskowa.

Na wschodnim brzegu Renu wprowadzono zdemilitaryzowaną strefę o szerokości 50 kilometrów, uniemożliwiającą „nagły” atak piechoty i niemieckich czołgów, wtedy rozwijających prędkość do 10 kilometrów na godzinę. Miało to stanowić pas ochronny dla Francji. Ten status pasa ochronnego trwał do 1936 roku, kiedy to siódmego marca armia niemiecka z rozkazu Hitlera wkroczyła do Nadrenii, nie napotykając żadnych reakcji państw Europy, co w sumie spra­wiło, że siódmy marca 1936 roku stał się datą symboliczną w kru­szeniu postanowień Konferencji Pokojowej, w istocie konferencji nowo-wojennej, z przerwą na 20 lat. Europa zrozumiała to dopiero później. Zrozumieli to wreszcie piłsudczycy rządzący Polską, dryfu­jącą ku przepaści, ale na to było już za późno.

Sanacyjna „dyplomacja”, już pozbawiona dyktatu jej wodza spo­czywającego od roku na Wawelu, opublikowała deklarację sojuszni­czą złożoną na ręce francuskiego ambasadora w Warszawie Leona Noela. W deklaracji proklamowano, że jeżeli Francja zostanie zaata­kowana przez Niemcy, to Polska przyjdzie jej z pomocą.66

Powróćmy do daty ratyfikacji Traktatu Pokojowego: 29 czerwca 1919 roku. Tego dnia przyjęto niezwykle dla nas dotkliwy w skut­kach traktat o ochronie mniejszości narodowych. Pokonane Niemcy nie podpisały tego traktatu, podczas gdy powstająca Polska musia­ła podpisać. Niemcy wyjęli spod prawa mniejszość polską zamiesz­kującą ten kraj, natomiast my musieliśmy zapewnić prawa mniej­szościom, głównie trzem milionom Żydów zamieszkujących Pol­skę, potem jeszcze dodatkowo ponad 600 000 Żydom – „litwakom”, uchodzącym z Żydobolszewii.

W sprawie Polaków żyjących w Niemczech, Polska stała się pe­tentem żydomasońskiej Ligi Narodów.

Traktat zawierał w sobie „genetyczne” wirusy nowej wojny, gdyż w jego uchwaleniu nie uczestniczyły dwa największe państwa Europy – przegrane Niemcy i zwycięska Żydo-Bolszewia powstała na gruzach Rosji carskiej, sojusznika aliantów. To Niemcy w ostat­niej fazie wojny obezwładniły Rosję carską eksportem żydokomunistycznej dżumy w postaci bandy „Lenina” – „Trockiego”. Rosja carska, wszak główny aliant zachodu niemal do końca wojny, nie brała udziału w Konferencji, gdyż już nie istniała. To właśnie mógł mieć na myśli francuski marszałek Foch mówiąc, że Traktat Poko­jowy to tylko dwudziestoletnia przerwa w wojnie.

Żydo-Bolszewia została proklamowana przez żydobolszewików 31 grudnia 1922 roku jako „Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich”. Polska stała się odtąd przeszkodą w parciu żydobol­szewików na zachód do światowego zwycięstwa proletariatu, a dla Niemców taką samą przeszkodą w parciu na wschód. Znaleźliśmy się pomiędzy dwiema ruchomymi „płytami tektonicznymi”. Piłsudczycy rządzący nieszczęsną Polską próbowali stawiać na neutral­ność pomiędzy nimi, ale nic to dać nie mogło na tle fanatycznej determinacji hitleryzmu w drodze do obalenia Traktatu Wersalskie­go. „Lenin” ogłosił, że „Pokój Wersalski uciska setki milionów ludno­ści”. Jego następca „Stalin” nic nie odwołał z tej leninowskiej strategii i doktryny politycznej, tym samym i militarnej.

Jedynym liczącym się państwem występującym w obronie sta­tus quo Traktatu była Francja, ale niepodzielnie rządzili nią Żydzi i francuskojęzyczna masoneria. Ich sternicy zza kulis już montowa­li ideę drugiej wojny światowej z trzech, jakie już w połowie XIX wieku przyjęli Żydzi w swoim programie podboju świata, bo już nie tylko Europy. Wielki Mistrz Masonerii, Iluminat G. Mazzini w li­stach do Alberta Pike’a (Najwyższego Zwierzchnika Masonerii) z 22 stycznia 1870 roku przedstawił mu plan trzech wojen światowych przewidzianych na wiek XX, aby w wyniku pierwszej z nich stwo­rzyć w Rosji państwo komunistyczne. Zwróćmy uwagę – pisał to na 47 lat przed wybuchem rewolucji żydobolszewickiej w Rosji carskiej. Była to prosta realizacja skutków pierwszej wojny światowej. Skut­ków, bez których ta pierwsza wojna światowa byłaby jedynie mię­dzynarodowym konfliktem zbrojnym, po którym do obrad Konferen­cji Pokojowej zasiadłaby Rosja carska i dyktowała warunki.

Korespondencja Mazzini – Pike jest przechowywana do dziś w archiwach Temple House siedzibie Masonerii Obrządku Szkoc­kiego w Waszyngtonie, ale dostęp do niej jest nadal zakazany dla „profanów”.67

W tych listach pisanych w latach 1870-1871 Mazzini stwierdzał, że komunizm na gruzach Rosji carskiej jest niezbędny, aby (żydo-masonerii) udało się zaprowadzić komunizm na połowie obszarów Europy za pomocą drugiej wojny światowej.

Wtedy jeszcze żydomasoneria nie planowała wymordowania kilku milionów wschodnio-europejskich Żydów, czego dokonał nie­miecki hitleryzm w drugiej wojnie światowej. Hitler tylko zakłócił ten harmonogram. Jawnie to przyznał Szewach Weiss – ambasador Izraela w Polsce. Powiedział on 7 lipca 2007 roku w programie TV dokładnie o godz. 17,35 – gdyby ktoś miał wątpliwości czy to rzeczy­wiście powiedział i kiedy – że:

/…/ gdyby nie druga wojna światowa, w której zginęło sześć milionów Żydów [a tak naprawdę to około trzech milionów] to Żydzi dawno by już rządzili światem, ale to tylko przesu­nęło się w czasie i już rządzą.

Państwo komunistyczne w Rosji – pisał Mazzini do Pike’a, musi być potężne politycznie i militarnie w oczekiwaniu na trzecią wojnę światową, która ma wybuchnąć pomiędzy syjonizmem po­litycznym, wliczając w to państwo Izrael, które musiało czekać na swoje powstanie prawie osiemdziesiąt lat. Mazzini już wiedział, że ono powstanie jako ważne ogniwo, impuls do trzeciej wojny świa­towej.

Trzecia wojna światowa wybuchnie pomiędzy syjonizmem politycznym a islamem. Mają się one wzajemnie wyniszczyć, a narody uwikłane w tę wojnę będą wałczyć aż do całkowite­go wyczerpania fizycznego, moralnego i ekonomicznego.

Albert Pike dokładniej sprecyzował ten szatański plan, zgadzając się całkowicie ze strategią Mazziniego. Zapowiedział on następstwa tej trzeciej wojny światowej w liście do Mazziniego z 1871 roku:

Spuścimy z łańcucha nihilistów i ateuszy, i wywołamy nie­słychany kataklizm społeczny, który jasno pokaże narodom, w całej jego potworności, skutki absolutnego ateizmu, pocho­dzenie barbarzyństwa i krwawej rewolucji. Wszędzie więc obywatele, zmuszeni bronić się przed światową mniejszością rewolucjonistów /…/ otrzymają prawdziwe światło poprzez powszechne objawienie czystej doktryny Lucyfera, wyjawio­nej wreszcie na widok publiczny, objawienie, po którym na­stąpi zniszczenie chrześcijaństwa i ateizmu, jednocześnie po­bitych i zmiecionych z powierzchni ziemi.

Pike poucza i zapowiada, że komunizm i ateizm, to tylko na­rzędzia na drodze do zwycięstwa Lucyfera, ich masońskiego Wiel­kiego Budowniczego Wszechświata.

Trzecia wojna już trwa. To wojna „pełzająca”. Opóźniło jej for­malny wybuch wynalezienie broni masowego zniszczenia. Posia­dły ją państwa z przeciwstawnych obozów i krańców globu, trzeba więc tę wojnę pomiędzy islamem i chrześcijaństwem stymulować ostrożnie, punktowo, wybiórczo. Ona trwa, pełza zygzakami: Bałka­ny, Irak, Afganistan, obecnie Północna Afryka. Miliardy ludzkiego planktonu z rozdziawionymi gębami przyglądają się tym rzekomo przypadkowym konfliktom nie wiedząc, że zmierzają one ku wspól­nemu celowi, zaplanowanemu już półtora wieku przedtem. Mają one jeden sztab dowodzenia i planowania.

Ta dygresja i wycieczka na Olimp władców świata, ma nam po­służyć do następującej refleksji na temat Traktatu Wersalskiego, zwa­nego „Pokojowym”, którego stulecie będziemy obchodzić za osiem lat od czasu, gdy przypominamy te ponure prognozy. Niezależnie od tego, czy Niemcy były mniej lub bardziej pokrzywdzone w tym Trak­tacie; czy Polska i Francja zawarłyby prawdziwy sojusz militarny „na śmierć i życie”, a nie papierowy, jak się okazało w rzeczywistości – to druga wojna Mazziniego i Pike’a wybuchnąć musiała i przyjąć mu­siała taki a nie inny kierunek. Żydobolszewickie Imperium Szatana musiało zawrzeć pakt z Niemcami, aby te odważyłyby się rozpętać drugą wojnę światową; musiało następnie pokonać Niemcy przy wydatnej pomocy „Zachodu”, a na koniec „napoić swoje konie w Renie”.

Niemcy krok po kroku obracały w ruinę kolejne zapisy Traktatu, a Europa trwała w bezruchu: Nadrenia, Austria, Czechosłowacja…

Na przeszkodzie pozostała już tylko Polska. Jej los był przesą­dzony w każdym układzie papierowych traktatów militarnych. Lu­dobójczy żydomasoński determinizm musiał się potwierdzić w prak­tyce.

W celu osiągnięcia takich sukcesów, jakie żydomasońscy wro­gowie ludzkiej cywilizacji osiągnęli dotychczas, musieli przedtem wprawić miliardy ludzkiego planktonu w trans polegający na tym, że już od szeregu pokoleń wierzy on „święcie” w monstrualny idio­tyzm, iż światem, państwami, mocarstwami, polityką międzynarodo­wą rządzą ci którzy rządzą, a nie ci którzy rządzą tymi rządzącymi. W podręcznikach szkolnych piorących umysły kolejnych pokoleń uczniowskich a potem uniwersyteckich, mówi się o uczestnikach Konferencji Pokojowej jako suwerennych prezydentach i premierach tych krajów: że Wilson to „prezydent” USA, że Clemenceau to su­werenny premier z ramienia Francji; że Lloyd George to suwerenny przedstawiciel Wielkiej Brytanii.

W rzeczywistości były to marionetki żydomasonerii, jej finansjery, jej tajnych „szarych eminencji”, sterowane podczas obrad. Wszyscy byli żydomasonami.

Tylko Romanem Dmowskim i Ignacym Paderewskim nikt nie sterował. Oni byli suwerenami samych siebie. Nikt ich nie zapro­gramował. Ignacy Paderewski był wprawdzie naiwnym artystą, po­litykiem z przypadku, idealistą jak każdy artysta, ale Dmowski był i pozostał twardym profesjonalistą, negocjatorem pozbawionym złu­dzeń, zwłaszcza co do roli światowego żydostanu.

Na tym polega wielkość i zasługa tego najwybitniejszego Pola­ka i polityka polskiego całego XX wieku.

Czy również XXI wieku? Chyba tak. Równego mu nie było i do­tąd brak w Polsce ponownie zniewolonej.

Henryk Pająk

a

One comment on “Roman Dmowski twórcą Polski Odrodzonej. Henryk Pająk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s