nietzsche

Stanisław Bulza: „Demonizm nadczłowieka” F. Nietzschego

 

Źródło: polishclub.org

Nie ulega wątpliwości, że każda idea wywiera swój wpływ kształcący lub destrukcyjny, która urabia podatny materiał ludzki. Lecz największą doniosłość posiadają ogólne zasady, które służą człowiekowi, jako normy postępowania. Nadają one czynom ich wartość i mówią co dobre, a co złe. Współczesna cywilizacja jest już dwa tysiące lat pod wpływem chrześcijańskiej moralności i etyki. Nauka ta przekształciła umysły ludzkie, zmieniając pogląd na wartości ludzkie. Uczyniły one człowieka wolnym i twórczym. Dzisiaj przeczy się wszystkiemu, co pochodzi od chrześcijaństwa. Odwrócenie wszystkich wartości, to hasło, które ponad 100 lat temu rzucił Fryderyk Nietzsche. Zwiódł zachodnią inteligencję, doprowadził wielu do upadku moralnego, czym utorował drogę m.in. do panowania Hitlera i nazizmu.

Albowiem niewiara w Boga, czy też utrata wiary wpędza człowieka w samotność, życie wydaje mu się pozbawione sensu. Taki człowiek upada, gdyż z jego serca została wyrwana myśl o nadprzyrodzonym sensie pobytu na ziemi. Wpycha człowieka w jeszcze większe nieszczęście, a niekiedy w dramat bez wyjścia. Trudno mu jest rozpoznać rzeczywistość, i kiedy przychodzi dokonywać wyborów, z góry jest skazany na zły wybór.

W tym samym czasie, gdy Fryderyk Nietzsche odwracał wartości chrześcijańskie, i tworzył nadczłowieka, w Rosji pisarz, poeta i mistyk Włodzimierz Sołowjow (1853-1900) w „Opowieści o Antychryście” ukazał nadejście Antychrysta. W 1898 r. Sołowjow, wypowiadając się o nadczłowieku Nietzschego, powiedział, że „ludzkością rządzą trzy modne idee: należący do przeszłości ekonomiczny materializm Marksa, związany z dniem jutrzejszym abstrakcyjny moralizm L. Tołstoja oraz demonizm nadczłowieka F. Nietzschego, który zapanuje pojutrze”.

Natomiast Mircea Eliade w książce „Historia wierzeń i idei religijnych” podaje przykłady postawy redukcjonistycznej filozofów. Takim przykładem jest m.in. Fryderyk Nietzsche, który swą ideą śmierci Boga zwiódł inteligencje europejską. Dzisiaj filozofia Nietzschego została zinterpretowana na nowo.

Obecnie, w ramach nowego porządku świata, również w Polsce, postulat odwrócenia wszystkich wartości Nietzschego jest realizowany. To, co od wieków nazywano złem, dzisiaj je usprawiedliwiono i wyniesiono na piedestał. Szerzy się nowy styl życia i bycia. W sztuce brzydotę ukazano jako piękno, prostactwo nazwano niekonwencjalnością, prymitywizm uznano za przejaw mistrzostwa artystycznego. Chrześcijańskiemu systemowi wartości, który ustala skalę tego, co godne, dobre, szlachetne, słuszne, społecznie użyteczne, narzuca się skalę przeciwieństw tych określeń, czyli zło, egoizm, złodziejstwo, kłamstwo itp. Dzieje się to wszystko w imię postępu i nowoczesności, tolerancji i wolności.

W sprawie zniszczenia moralności chrześcijańskiej Nietzsche był kontynuatorem filozofii Marksa i Engelsa

W sprawie zniszczenia moralności chrześcijańskie F. Nietzsche był kontynuatorem filozofii Marksa i Engelsa. Bowiem występował przeciwko moralności chrześcijańskiej, odwracał wartości chrześcijańskie, strzaskał tablice z dziesięcioma przykazaniami, wreszcie ogłosił, że „Bóg umarł”. Podejście Nietzschego do religii i moralności cechował ateizm, uważał je za wytwory ludzkie obarczone błędem zamiany przyczyny i skutku.

Marks i Engels również uważali, że Bóg i religia są tworami ludzkimi, występowali więc przeciwko moralności chrześcijańskiej i religii i Bogu.

Na temat walki z Kościołem A. Schaff cytuje Marksa: „Feuerbachowi należy się zasługa odkrycia, a przynajmniej radykalnego sformułowania prawdy, że nie bóg stworzył człowieka, lecz człowiek stworzył boga na wzór i podobieństwo swoje”. Marks więc wypowiada totalną wojnę z religią: „Filozofia tego nie ukrywa. Wyznanie Prometeusza: <Prawdę mówiąc, wszystkich bogów ja nienawidzę>, jest jej własnym wyznaniem, jej własnym powiedzeniem, wymierzonym przeciwko wszystkim niebiańskim i ziemskim bogom, którzy nie uznają ludzkiej samowiedzy za najwyższe bóstwo. Obok niej nikt nie powinien się znajdować”.

Dalej: „Bóg, istota nadprzyrodzona, jest tworem człowieka, jest eksterioryzacją i obiektywizacją jego własnych cech i właściwości. Tym samym człowiek sam siebie zuboża, gdyż pozbawia się własnych cech i treści na rzecz projekcji swego umysłu, która przyjmuje postać społecznego wierzenia”.

W „Świętej rodzinie” Marks i Engels walczą przeciwko moralności abstrakcyjnej, wyalienowanej, usamodzielnionej, zwracającej się przeciwko ludziom, ich ludzkim potrzebom i pragnieniom. Przeciwko moralności, której przykładem w „Świętej rodzinie” jest przede wszystkim moralność chrześcijańska. Jednocześnie walczą oni o nową moralność, całkowicie podporządkowaną ludziom, wolności i szczęściu człowieczemu. O to, by ludzie nie byli dla moralności, lecz moralność dla ludzi, by nie była ona tylko czymś od święta, lecz czymś na co dzień.

„Wielu za wielu”

Fryderyk Nietzsche ur. się w 1844 r. w Saksonii, która należała wówczas do Prus. Studiował filologię klasyczną i teologię. W 1869 r., a więc mając 25 lat, został profesorem filologii klasycznej w Bazylei, gdzie otrzymał obywatelstwo szwajcarskie. Nietzsche wygłosił tam, ku zdumieniu słuchaczy, wykład, w którym dowodził, że eposy greckie „Iliada” i „Odyseja” nie są zbiorem poetów, lecz dziełem jednego autora, którym jednak nie był Homer, bo to jest imię mistyczne.

W 1870 r. wstąpił na ochotnika do armii pruskiej i brał udział w wojnie prusko – francuskiej, jako sanitariusz. Jeżeli jeszcze w 1870 r. F. Nietzsche za Prusy był gotów krew przelewać na polu bitwy, a gdy to okazało się niemożliwym, przynajmniej pielęgnowaniem chorych przysłużyć się wspólnej sprawie, to już kilka lat później pisał w zaufaniu do swego przyjaciela Gersdorfa, że teraźniejsze Prusy uważa za potęgę nadzwyczaj szkodliwą dla kultury. Patrzył ze smutnym zdziwieniem, jak zwycięstwa wojenne, przewaga polityczna Prus i wzmaganie się narodowego bogactwa, szły ręka w rękę z obniżaniem się poziomu umysłowego i etycznego, i widział w tych znakach czasu, w tym rozpościerającym się coraz panowaniu uzbrojonej pięści grożące znamiona nadchodzącego barbarzyństwa. W 1879 r. ze względu na chorobę zrezygnował z pracy na uniwersytecie.

Swoje myśli przedstawiał w książkach, które nie cieszyły się wówczas popularnością. Lecz obecnie architekci nowego porządku świata zaliczyli książki jego do klasyki. Swoje poglądy na temat, jaki powinien być nadczłowiek, wyłożył w utworze „Tako rzecze Zaratustra”, który opublikował w latach 1883-1885. Niepowodzenie tej publikacji skłoniło filozofa do wyłożenia swej myśli w sposób bardziej bezpośredni w dziełach „Poza dobrem i złem” w 1886 r. i „Z genealogii moralności” w 1887 r. W roku następnym napisał prace „Przypadek Wagnera”, „Zmierzch bożyszcz” i „Ecce homo”.

Jego ideałem jest wielka masa uciemiężonej ludności, która będzie pracować na nieliczne jednostki. Gardził ludźmi, wstrętne mu było życie mas, ale zwalczał i potępiał chrześcijańskie wartości, które te masy wyznawały. Bo żeby uczynić ludzi niewolnikami, to trzeba ich najpierw oderwać od Boga i zdemoralizować.

Przede wszystkim, i od tego trzeba zacząć, że F. Nietzsche miał w pogardzie ludzi, owych „wielu za wielu”, którym jak mawiał, nauka jego, przeznaczona dla elit, zawsze niczym będzie. Był przekonany, że dla rozwoju życia potrzebne są następujące czynniki: nienawiść, śmierć i krzyże męki. Budziło się w nim pytanie: jak to, i motłoch jest potrzebny życiu? Nieubłaganą odrazę do ludzi wyraził w jednym zdaniu: „Życie jest krynicą rozkoszy, ale gdzie motłoch pije z nami, są wszystkie studnie zatrute”. Najsilniejszy wpływ na jego osobowość wywarła kultura starożytnej Grecji, która swój system oparła na niewolnictwie. Postulował powrót do niej. Obraz starożytnej Grecji to wielka masa uciemiężonej ludności, pracująca na nieliczne jednostki. Był to surowy system dorycki, arystokratyczno – niewolniczy. Starożytni ludzie nie znali systemu wartości takich jakie przyniosło chrześcijaństwo. Dla nich zło to była nędza, żałoba, starość. Jedynym możliwym dla nich pocieszeniem była wojna i sława, czy też uciechy kupione za złoto. Dobrem nazywano wszystko to, co dla człowieka było dobre, a więc sława, bogactwo, zdrowie. System XIX wiecznej Europy również oparty był na ekonomicznym wyzysku. To porównanie zrodziło w filozofie przekonanie, że jest to podstawowe prawo postępu.

„Dlaczego koniecznie prawda? Dlaczego nie ułuda…”

Studiowanie dzieł Kanta i Schopenhauera było prawdopodobnie pierwszym bodźcem podniecającym jego umysł do zastanowienia się nad zagadką istnienia. Ujemny wynik wywar potężny wpływ nie jego umysłowość. Wszystkim dostępny, a nie dający się ująć ogrom bytu, głuchy na wysiłki umysłu i pragnienia serca ludzkiego, zbudził w nim niewiarę w umysłowość ludzką w ogóle. Doszedł do wniosku, że jeżeli usiłowania tylu wielkich umysłów w poszukiwaniu prawdy, pozostały bez odpowiedzi i przyniosły tylko zwątpienie, to należy pogodzić się z myślą, że prawda jest niedostępna dla człowieka. On sam nie zdołał dotrzeć do prawdy, dlatego zaczął wątpić. Zrodziła się u niego myśl, że błędem żyły dotychczas długie pokolenia ludzkie. Doszedł do przekonania, że błąd stanowi niezbędną potrzebę rozwoju. Wówczas to w jego myśli pojawił się problem o wartości prawdy w ogóle. Nietzsche postawił pytanie: dlaczego koniecznie prawda? Dlaczego nie ułuda, czynnik będący dotąd potężną dźwignią w życiu człowieka, ułuda zakrywająca człowiekowi nagie otchłanie bytu, dająca mu ponętny pozór prawdy, kołysząca go w sen nad lęku pełną przepaścią nicości.

Uczucie miłości było Nietzschemu obce. Zastępowało mu je silne pragnienie przyjaźni. Często wyjeżdżał z Bazylei, by spotkać się z Wagnerem, a w swojej pierwszej książce wydanej w 1872 r. „Narodziny tragedii, czyli Hellenizm i pesymizm”, podziwiał twórczość tego kompozytora. Przyjaźnił się z Wagnerem, największym wówczas przedstawicielem muzyki niemieckiej. Zwątpienie w samodzielność ludzkiego umysłu skierowała go w stronę sztuki, którą postawił na wysokości gwiazdy przewodniej rozwoju kulturalnego.

Nietzsche twierdził, że tragedia grecka zrodziła się z konfliktu rozumu i harmonii, uosobianych przez boga Apollona, z rozbuchaniem upojenia alkoholowego, którego patronem był Dionizos, bóg wina. Przeciwstawieniem apollińskości jest dionizyjskość, żywioł będący istotą życia, dziką nieokreślonością, chaotycznością i nieokiełznaniem. Jako stan upojenia i ekstazy, umożliwia ona doświadczenie rzeczywistości takiej, jaka jest ona sama w sobie. Dionizyjskość jest przejawem przepełniającej życie woli mocy i stałym motywem pojawiającym się w pismach Nietzschego. Według filozofa tragedia miała się odrodzić w dziełach Wagnera, które stanowią syntezę muzyki i dramatu. Jednak jego przyjaźń z kompozytorem nie trwała długo. Chora jego wyobraźnia ukazała mu niedostatki i błędy tam, gdzie dotąd uczucie przyjaźni uznawać było skłonne tylko piękno i twórczą. Pod tym kątem widzenia przedstawiała mu się muzyka wagnerowska całkowicie inaczej, bo nie było w niej jutrzenkowych błysków, które by zapowiadały nowe czasy. Natomiast usłyszał ogłuszające tony, które niosły zapomnienie i ucieczkę przed męczarnią oraz objawy duchowego rozstroju, symbol obniżającego się życia. Nietzsche w 1871 r. zerwał więzi przyjaźni z Wagnerem, gdyż rozumiał tylko jeden rodzaj przyjaźni, taką, która wiedzie wspólną drogą ku tym samym celom. Później napisze: „Byliśmy przyjaciółmi i staliśmy się sobie obcy”.

Pogarda dla człowieka stawiała mu przed oczami pytanie: czym żyje duch owych karłów? Jakie są dziejowe podstawy, na których wyrosła dzisiejsza umysłowość? Tak stanęło przed nim zgłębienie podwalin moralności ludzkiej, by następnie poddać je totalnej krytyce. Jego nowa nauka moralności to próba odwrócenia wartości chrześcijańskich. Mówił, jeżeli najmądrzejsi z ludzi twierdzą, że człowiek jest zły i gorszą się tym przekonaniem, to on czerpie otuchę z tych słów. Uważał, że „zło jest najlepszą siłą człowieka”.

Patrzył na człowieka, jak na materiał rozwojowy, który nie ma określonych celów i ideałów, ale nad którym panuje w całej pełni heraklitowskie „panta rei”, wszystko płynie. Dopatruje się on wiecznej zmiany rzeczy. W tej ciągłej zmianie „wojna jest ojcem i królem wszech rzeczy”: „Świat powstaje z ognia i rozwija się „na drodze w dół”. Nietzsche rozwinął myśli Heraklita. Kruszył tablice odwiecznych praw, Dekalog, a patrzącym zaś ze zgrozą na swoje dzieło zniszczenia odpowiadał: „Aby świątynia wznieść się mogła, musi najpierw świątynia paść w gruzy”. Miał tu na myśli Kościół katolicki, by na jego gruzach zbudować świątynię pogańską.

„Bóg umarł”

Był przekonany, że człowiek będzie się powoli otrząsał z narzuconych pęt moralności, że nauczywszy się chodzić własnymi drogami, znajdzie w sobie najwyższą formę postępowania. Moralnością niewolników nazywa poddawanie swojej indywidualności pod wszystkie obowiązujące, równe dla wszystkich prawo. Ludzi miał w pogardzie, dlatego jego etyka jest zawołaniem i hasłem dla wybrańców, ludzi silnych i gwałtownych, nie zginających głowy pod wspólne jarzmo. Według niego, czują oni w sobie powołanie i moc popchnięcia społeczeństw ludzkich naprzód w rozwojowym pochodzie dziejów. Dziełem Nietzschego jest strzaskanie tablic Bożych i przepisów moralnych, obowiązujących ogół ludzkości. Głosił. Że nie każda żyjąca forma jest świętością, że nie każdy gwałt należy potępić jako zły, ponieważ są gwałty, które nadają zbiorowemu życiu zasób nowych sił. Niosą one ze sobą przedziwny zapach wolności.

Był też pierwszym, który stwierdził, że „Bóg umarł” (Gott ist tot). Był ulubionym filozofem Hitlera, który z tego wyciągnął słuszne wnioski: jeżeli Bóg umarł, on Hitler, nie miał skrupułów, aby zabijać miliony niewinnych ludzi, w tym również dzieci. Po stwierdzeniu śmierci Boga, Nietzsche, ten szalony człowiek, udawał się do różnych kościołów i śpiewał „Requiem aeternam Deo”, hymn rozpaczy na cześć zmarłego Boga. Główną rolę w zawłaszczaniu filozofii Nietzschego przez nazistów odegrali Alfred Baeumler i Alfred Rosenberg.

Wraz ze śmiercią Boga usunięta została z naszego świata metafizyczna podstawa wszelkich wartości, od tej pory zawieszone są one w próżni. Nie ma prawdy, ani dobra, nie możemy więcej się do nich odwoływać, bo umarły razem z Bogiem: on sam umarł wskutek relatywizmu (Nietzsche powiada przenośnie: „z litości do człowieka”).

Był nieubłagany w krytyce i w pościgu za odkrywaniem słabych stron etyki chrześcijańskiej. Twierdził, że jeżeli cierpienie ma w istocie siłę odkupiającą, jak uczy chrześcijaństwo, to w interesie człowieka nie leżałaby praca nad usunięciem lub zmniejszeniem cierpienia, lecz należałoby je potęgować, narażając na ból siebie i innych. Jeżeli umysł ludzki wzdryga się przed zadawaniem cierpienia, to nie mogą przychylać się do tego uczucia wielcy twórcy o twardej ręce, którzy z podatnego materiału ludzkości wykują doskonalsze dzieło nowych czasów. Owi twórcy mają mieć odrębną etykę i własne normy postępowania. Uważał, że największym niebezpieczeństwem dla nich jest cnota miłosierdzia. Twórcy ludzkości mają być nielitościwi. Dla wysokich celów mają zadawać cierpienia, a kiedy usłyszą krzyk boleści, mają w sobie stłumić drżenie sumienia. Zarówno miłosierdzie, jak i hart duszy w cierpieniu, czy to stosowany wobec siebie, czy innych mają swoje źródło w egoizmie. Nietzsche twierdził, że bezmyślnością jest potępiać egoizm. Uważał, że należy usunąć wyhodowane w człowieku wyrzuty sumienia.

Nietzsche, który niczego nie spodziewał się od życia, wzbierał gniewem nad zaślepieniem i niewdzięcznością człowieka i ciskał mu w twarz cierpkie słowa i urągliwe gromy pogardy. Swoją nadzieję złożył gdzieś na krańcach dalekiej przyszłości i całe „niezmierne bogactwo swoje” rzucił na szale wielkiej gry o losy przyszłych pokoleń. Chorobliwy umysł wynosił go wysoko ponad prawa ludzkie. Odegrał w historii ludzkości rolę niszczyciela, i chociaż wiedział, że zrywał tym samym mosty uczuć, które łączyły go z człowiekiem, to odwracał chrześcijańskie wartości, kruszył formy myśli ludzkiej, tablice i słupy graniczne. Mając świadomość, że odegrał rolę niszczycielską, mówił:

Jeżeli kiedy gniew mój groby łamał, przesuwał głazy graniczne i stare tablice kruszył i w strome głębie rzucał:

jeżeli szyderstwo moje rozwiewało słowa zbutwiałe; jeżeli miotłą byłem dla krzyżem znaczących pająków i zmiatającym wichrem dla starych zatęchłych grobowisk:

jeżeli kiedy siadałem radosny tam, gdzie stare bogi pogrzebane leżą, błogosławiący światu, kochający świat, przy posągach starych potwarców świata:

bo kocham nawet kościoły i Boga groby, kiedy przez ich połamane dachy oglądam niebo czystym okiem, lubię siadać, jak trawa i mak czerwony, na połamanych kościołach”. Stwierdzenie to stało się natchnieniem dla Hitlera, który w 1916 r. namalował obraz „Ruiny klasztoru w Messynie”.

Oto fragment „Tako rzecze Zaratustra”.

Zaratustra jednak spoglądał na lud i dziwił się. Po czym rzekł tymi słowy: Człowiek jest liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem, liną ponad przepaścią. Tak podejmuje on niebywałe, niesłychane wprost zadanie, a mianowicie przekonać człowieka, że jest materiałem, przeznaczonym na zagładę, czymś, co przezwyciężone być musi.

– Niebezpieczne to przejście, niebezpieczne podróże, niebezpieczne wstecz poglądanie, niebezpieczne trwożne zachowanie i zatrzymywanie się.

– Oto co wielkim jest w człowieku, iż jest on mostem, a nie celem; oto co w człowieku jest umiłowania godnym, że jest on przejściem i zanikiem.

– Kocham tych, którzy żyć nie umieją inaczej, jeno zachodząc, albowiem oni są tymi, którzy przechodzą.

– Kocham wielkich wzgardzicieli, gdyż to są wielcy wielbiciele i strzały tęsknoty na brzeg przeciwny.

– Kocham tych, którzy nie szukają aż poza gwiazdami powodów, aby zaniknąć i ofiara się stać, lecz ziemi się ofiarują, aby ziemia własnością nadczłowieka kiedyś się stało.

– Kocham tego, który żyje, aby poznawał, i który poznawać chce, aby kiedyś nadczłowiek żył. Tako pragnie on swego zaniku.

Nietzsche był chory psychicznie i samotny, i kiedy świadomość tej twardej rzeczywistości przeniknęła mu serce, wyciągał ramiona swojej tęsknoty ku ciemnym otchłaniom, i przejęty bólem wołał: „Ach! Czemuż światłem być muszę, i pragnieniem mroków i samotności!”. Ostatnie lata życia spędził w klinice psychiatrycznej, gdzie zmarł w 1900 r.

Nadczłowiek

Filozof nie był obojętny na wdzięki kobiet, ale był przeświadczony o twardej konieczności pozostawienia innym najwyższej ponętny życia, a mianowicie takim, których nie razi małostkowy, codzienny zgiełk, ponieważ nie potrzebują oni ciszy do wielkiego aktu twórczego. Był obojętny ruchom feministycznym. Jednak za najwyższe zadanie kobiety uważał macierzyństwo. Nie to codzienne, które pomnaża „wielu za wielu”, gdyż miał ich w pogardzie, ale macierzyństwo mające na celu urodzenie nadczłowieka. Nie czekając na jego przyjście na świat, sam się podjął szaleńczej próbie stworzenia go.

Zaczął pracować nad zagładą dotychczasowych wierzeń religijnych, gdyż jego chory umysł nie pojmował, jak można przyjmować za pewność twierdzenie, które odnosi się do najgłębszych problemów życia, nie zgłębiwszy najpierw ich sensu. Burzył się i w porywie gniewu wołał, jak można pozwalać na to, by inni narzucali nam, w co mamy wierzyć. Twierdził. że najwyższym zadaniem człowieka jest być sobą i sobie samemu nadawać własne prawa. Na takiej podstawie myślowej zwracał się Nietzsche przeciw potęgom społecznym, Kościołowi i państwu, które stoją na straży moralności i etyki oraz opartego na tych wartościach porządku społecznego. Nadczłowiek pojawia się w zarysie i pod postacią metafor w „Zaratustrze” i „Woli mocy”.

Nadczłowiek Nietzschego to istota wyobcowana z religii, rodziny, państwa. Jest to istota obdarta z wszelkich ludzkich uczuć i cnót, uwolniona od zakazów, zasad i konwencji porządku moralnego i społecznego. Jest to postać o posągowych rysach, która ma być twarda i bezwzględna. Wzór, jaki Nietzsche postawił w postaci nadczłowieka, w niczym nie różni się od Antychrysta, choć on sam mówi, że nadczłowiek, jakkolwiek bardzo odmienny od przedstawiciela dzisiejszej epoki, mniej jednak różni się od niego, niż człowiek dziki, praojciec nasz z zamierzchłych mroków przeszłości. W duszy ma wypisane twarde prawo przeciw ludziom:

„nie oszczędzaj bliźnich i ich słabości, bo są to zastępy, które ginąć muszą, które stać się mają nawozem pod bujny zasiew przyszłości”. Duch, ten „z mogił korzystający, wieczny rewolucjonista”, jest siłą rządzącą światem”.

Koncepcję nadczłowieka wykorzystali naziści. Doprowadziło to do stworzenia terminów „czystość rasowa” i „podczłowiek”. Choć Nietzsche nie był antysemitą, to jego filozofię zinterpretowali naziści. Według nich, jeżeli byli nadludzie, to musieli być podludzie. Nadludźmi, wedle tego systemu, mieli być aryjczycy, którzy swoje „dobre” geny przekazywali przyszłym pokoleniom, tworząc nową, lepszą rasę – zjawiskiem towarzyszącym była wówczas eugenika i zamiar eksterminowania ze społeczeństwa jednostek słabszych. Słowianie i Żydzi zostali uznani przez nazistów jako „element” niższy rasowo.

„Czystość rasowa” i nadludzie

Etyka F. Nietzschego była zawołaniem i hasłem dla wybrańców, ludzi silnych i gwałtownych, nie zginających głowy pod wspólne jarzmo. Według niego, czują oni w sobie powołanie i moc popchnięcia społeczeństw ludzkich naprzód w rozwojowym pochodzie dziejów. Takimi byli SS-mani.

Na łonie NSDAP wyrosło wielkie zbrodnicze i okultystyczne bractwo, którego ideologia wywodziła się z wiedzy tajemnej. SS, czyli Sztafety Ochronne NSDAP, które powstały z woli Hitlera w 1925 roku, jako jego gwardia przyboczna. Dla dalszych dziejów formacji momentem przełomowym było objęcie kierownictwa nad nią przez Heinricha Himmlera w 1929 roku. Reichsführer SS Himmler był z wykształcenia agronomem. Metody doboru, które stosował przy hodowli drobiu na swojej kurzej fermie, postanowił zastosować teraz w SS. Przekonany o wyższości rasy aryjskiej, postanowił uczynić z SS elitę. O ile do NSDAP mógł się zapisać każdy, kto nie był Żydem, o tyle do SS przyjmowano jedynie wybranych. Kandydaci do gwardii musieli mieć co najmniej 1,70 metra wzrostu i nordycki wygląd. Co to oznaczało? Jürgen Stroop, SS-Gruppenführer odpowiedzialny m.in. za stłumienie powstania w getcie warszawskim, za ideał Aryjczyka uznawał wysokiego mężczyznę o podłużnej czaszce i wąskim czole, jasnowłosego, niebieskookiego, o jasnej karnacji skóry, pozbawionego owłosienia na ciele – nawet pod pachami, czy w okolicach genitaliów. Tylko przed takimi osobami otwarte były drzwi do SS. Naturalnie sam wygląd nie wystarczał.

Wszyscy oficerowie SS i ich żony musieli dowieść czystego aryjskiego pochodzenia aż od 1750 roku, a szeregowi esesmani od 1800 roku. Ponadto od 1 stycznia 1932 roku obowiązywał dekret, na mocy którego wszyscy nieżonaci członkowie SS musieli odtąd uzyskać pozwolenie od Reichsführera SS Himmlera na zawarcie małżeństwa. Badania związane z pozwoleniem na małżeństwo, prowadzone przez Urząd Rasy i Osadnictwa SS (od 1938 roku Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS), obejmowały zdrowie fizyczne i psychiczne kandydatek na żony i ich rodzin oraz cechy rasowe, aby upewnić się co do „nordyckości” kandydatek. Był to zasady eugeniki, której hołdował Himmler. Zarówno esesmani, jak i ich przyszłe żony, musieli dostarczyć dane genealogiczne dla udokumentowania czystości swego pochodzenia aż do piątego pokolenia. W praktyce bywało, że badano drzewo genealogiczne jeszcze dokładniej. W 1943 roku trzem braciom, członkom SS, którzy starali się o pozwolenie na zawarcie małżeństwa, dowiedziono, iż mają wśród przodków Żyda urodzonego w 1663 roku. Wobec zmienionych realiów wojennych, zgodzono się warunkowo na zawarcie przez nich małżeństw, z zastrzeżeniem, że ich dzieci nie będą mogły zostać przyjęte do SS.

Himmler w listopadzie 1933 roku wydzierżawił zamek Wewelsburg, aby przekształcić go w siedzibę SS. Był to zamek – kaplica, pomnik nazizmu. Zamek ten miał być czymś na kształt arturiańskiego Camelotu. Centralnym miejscem w zamku była wielka sala spotkań przywódców Czarnego Zakonu SS z dębowym stołem na dwanaście miejsc, przeznaczonych dla najwyższych dowódców SS, którzy najwyżej byli wtajemniczeni. Ściany były przyozdobione herbami owych dowódców (wobec faktu, że część dowódców SS nie posiadała herbów rodowych, Himmler kazał je dla nich sporządzić). Poniżej sali biesiadnej, w okrągłym pomieszczeniu wykutym w skale znajdowała się krypta grobowa, nazwanym „królestwem umarłych”. Przy budowie tego pomieszczenia zginęło około 1000 więźniów, którzy pochodzili z pobliskiego obozu. Każda z zamkowych komnat dla rycerzy SS upamiętniała jakiegoś germańskiego bohatera i umeblowana była zgodnie z duchem czasów owego bohatera. Po wojnie zamek został uznany za miejsce zła.

Sam Himmler mieszkał w apartamentach poświęconych królowi z dynastii saskiej, Henrykowi I Ptasznikowi, gdyż wierzył w reinkarnację i uważał się za wcielenie Henryka Ptasznika (875-936), monarchy, założyciela domu Saksonii. Henryk Ptasznik został obrany królem w 919 r. Zmusił książąt szwabskiego i bawarskiego do uznania swego zwierzchnictwa. W 923 r odzyskał Lotaryngię. Od 933 r. rozpoczął walkę ze Słowianami połabskimi. Himmler czcił jego pamięć i w tysiącletnią rocznicę jego śmierci złożył ślubowanie, że będzie kontynuował jego „misję cywilizacyjną na Wschodzie”. Himmler często medytował on nad grobem Henryka. Uważał, że grób ten jest „świętym miejscem, do którego my, Niemcy, udajemy się na pielgrzymkę”. Hitler na temat reinkarnacji wypowiadał się następująco: „Tym, co leży w naturze człowieka, jest poczucie wieczności, i poczucie to zakorzenione jest głęboko u każdego. Dusza i umysł migrują, natomiast ciało powraca do natury”. Migracja może oznaczać tylko jedno, reinkarnację. Wiara w reinkarnację jest sekretną doktryną masonerii. Wymaga ona wtajemniczeń. Tajne obrzędy związane z reinkarnacją były odprawiane w Eleusis. Można porównać misteria eleuzyńskie i ceremonie tybetańskie z „Księgą umarłych” u Egipcjan. W teorię wiecznych powrotów wierzył Nietzsche.

Teoria wiecznych powrotów

Fryderyk Nietzsche wierzył w teorię wiecznych powrotów. Nie chodziło mu o jakieś powracające ciągle od nowa podobieństwo stosunków ludzkich, lecz o rzeczywisty powrót tych samych ludzi i warunków ich życia, identyczny aż do najdrobniejszych szczegółów i pozornie przypadkowych wydarzeń.

Teoria ta nie jest nowa, gdyż już w starożytności w nią wierzono, a ślady jej są już u Heraklita, Pitagorasa, pitagorejczyków i stoików. Bogiem, który ciągle powracał był Dionizos. Owe zniknięcia i ukrycia się Dionizosa, były mitologicznym wyrazem zstąpienia do piekła. Prześladowania, jakie doznawał na ziemi, były dramatycznym wyrazem sprzeciwu ludzi wobec religijnego orędzia i sposobu życia tego boga. Już Heraklit mawiał, że „Hades i Dionizos są tym samym”. W misteriach dionizyjskich wtajemniczeni doprowadzali się do stanu ekstazy, identyfikacji z bogiem. Dionizyjska ekstaza oznaczała przede wszystkim przekroczenie ludzkiej kondycji, całkowite wyzwolenie, osiągnięcie wolności i spontaniczności ludziom niedostępnym. Wyzwolenie to obejmowało również uwolnienie się człowieka od zakazów, zasad i konwencji porządku moralnego i społecznego. Według książki Mircea Eliade „Historia wierzeń i idei religijnych”, Dionizos znajduję się ciągle w ruchu, dociera wszędzie, do wszystkich krajów, wszelkich narodów i środowisk religijnych. Objawiając się pod różnymi postaciami przyciąga intelektualistów, polityków, zwolenników kontemplacji i orgii.

Naukę o wiecznych powrotach filozof przedstawił, jako zapowiedź w „Wiedzy radosnej”, i następnie rozwinął w „Tako rzecze Zaratustra”:

„A gdyby tak […] jakiś demon […] rzekł ci: „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczone jeszcze razy; i nie będzie w nim nic nowego, tylko każdy ból i każda rozkosz i każda myśl i każde westchnienie i wszystko niewymownie małe i wielkie twego życia wrócić ci musi, i wszystko w tym samym porządku i następstwie” – […] Czy nie padłbyś na ziemię i nie zgrzytał zębami i nie przeklął demona, który by tak mówił? Lub czy przeżyłeś kiedy ogromną chwilę, w której byś był mu rzekł: „Bogiem jesteś i nigdy nie słyszałem nic bardziej boskiego”. Gdyby myśl ta uzyskała moc nad tobą, zmieniłaby i zmiażdżyła może ciebie, jakim jesteś. Pytanie przy wszystkim i każdym szczególe: „czy chcesz tego jeszcze raz i jeszcze niezliczone razy?” leżałoby jak największy ciężar na postępkach twoich. Lub jakże musiałbyś kochać samego siebie i życie, by niczego więcej nie pragnąć nad to ostateczne, wieczne poświadczenie i pieczętowanie”.

Myśl wiecznego powrotu upajała duszę Nietzschego. Czuł się władcą nad niezmierzonymi okresami czasu i dumny był z wielkości zadania, które mu przypadło w udziale. W uniesieniu wołał: „O, i jakżebym miał ku wieczności żądzą nie pałać i ku weselnemu pierścieniowi pierścieni, ku pierścieniowi powrotu”.

Ideologią Bohemian Club są poglądy Jacka Londona, który inspirację czerpał z idei głoszonych przez Marksa, Darwina, Spencera i Fryderyka Nietzschego, dlatego w swoim światopoglądzie łączył idee socjalistyczne z teorią walki o byt (Darwin) i podziwem dla silnych jednostek (F. Nietzsche).

Stanisław Bulza

 

3 comments on “Stanisław Bulza: „Demonizm nadczłowieka” F. Nietzschego

  1. Mała uwaga odnośnie stwierdzenia, że „Na łonie NSDAP wyrosło wielkie zbrodnicze i okultystyczne bractwo, którego ideologia wywodziła się z wiedzy tajemnej.” Należy pamiętać o tym, że nawet samo NSDAP wywodzi się bezpośrednio z okultystycznego Stowarzyszenia Thule, które w zasadzie było inicjatorem ruchu narodowo-socjalistycznego. Cóż za ironia, że ruch ten został zainicjowany przez osoby wywodzące się m.in. z arystokracji oraz z „wyższych sfer” społeczeństwa. Nietzsche prezentuje w zasadzie prosty model: „elita” kontra „motłoch”. Nic nowego pod Słońcem…

  2. Oczywiście, system grecki opierał się na niewolnictwie i było to złe, ale np. Jezus nie miał nic przeciwko niewolnictwu, a przynajmniej w biblii wprost o tym nigdy nie mówi. To była część codzienności, której jawnie się nie sprzeciwiał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s