2-Palatyn

Stanisław Bulza: Mroczna tajemnica Rennes-le-Château (Część IV.)

 

Źródło: polishclub.org

 

Maria Magdalena w bajkach

Z „podziemnego strumienia” wypłynęły na ziemię m.in. legendy o Graalu, opowieść o Lohengrinie, oraz bajki, które były historiami o utraconych narzeczonych, królach uzurpatorach i o królach z królewskiej linii krwi Graala. Były to opowieści o księciach Graala zamienionych w żaby, o księciach Łabędzia, którzy wędrowali po pustkowiach, i o księżniczkach Smoka zamkniętych w wieżach lub uśpionych na setki lat. Chodzi tu o takie opowieści, jak Śpiąca Królewna, Kopciuszek, Królewna Śnieżka i Roszpunka. We wszystkich przypadkach myśl przewodnia jest taka sama, zawsze chodzi o księżniczkę z królewskiej krwi trzymaną poza zasięgiem księcia Graala, który musi odnaleźć ją i uwolnić w celu zachowania linii krwi. W większości tych opowieści Kościół Katolicki jest przedstawiany w postaci wrogiej macochy, złej wiedźmy, wilka. Historie te przypominają utraconą narzeczoną króla ze starotestamentowej Pieśni nad Pieśniami. Ich treść odzwierciedla sytuację Marii Magdaleny, której rzekomo królewskie pochodzenie i spuścizna w linii żeńskiej są strzeżone przez Pieure de Sion. Interesującym aspektem wielu klasycznych bajek jest to, że są one bardzo stare, i tak na przykład dzieje Kopciuszka sięgają aż do czasów Karolingów. Pierwsza znana jej wersja pochodzi z roku 850. Bajkopisarze nie stworzyli bajek, oni tylko zebrali, zredagowali i zinterpretowali stare podania i legendy. Karol Perrault opublikował swoją dobrze dziś znaną wersję w roku 1697 we Francji, a Jakub Grimm (1785-1863) i Wilhelm Grimm (1786-1859) stworzyli jej niemiecką wersję w roku 1812.

Prof. Tadeusz Sinko (1877-1966) w latach trzydziestych XX wieku w przedmowie do książki napisanej przez Henri de Vibraye „Mitologia” pisze, że z poglądem na świat romantyków zgadzała się bardziej „Symbolik u. Mythologie der alten Volker” (4 t., 1810-1812) Fryderyka Creuzera. Ten nauczał, że w epoce bardzo odległej, gdzieś w Azji lub w Egipcie, jakaś kasta kapłańska była w posiadaniu wzniosłych idei religijnych i moralnych. Aby je uprzystępnić tłumowi, wyrażali je przez symbole objaśniane wtajemniczonym w misteriach; nie wtajemniczeni brali je dosłownie, jako wyraz wiadomości o świecie zewnętrznym, i stworzyli politeizm. Symbolikę Creuzera spopularyzował we Francji młody Renan („Les religions de l’antiquite”), a popularności jej nie zaszkodziły pisma antysymbolistów, jak J. H. Voss, którzy kontynuowali dawny racjonalizm. Próbę pogodzenia go z symbolizmem za pomocą wciągnięcia do rozważań mitologicznych postaci i motywów poezji „ludowej” przedsięwzięli bracia Jakub i Wilhelm Grimmowie. Teorię ich streścił dowcipnie Anatol France w „Dialogue sur les contess de fee”, ogłoszonym w „Le livre de mon ami” w 1885 roku: Kopciuszek żyjący w kuchennym ukryciu i wydobyty stamtąd przez królewicza, który ją poślubił, to – Jutrzenka zasłoniona przez chmury i wydobyta z nich przez słońce-królewicza. Czerwony Kapturek, połknięty (zresztą nieszkodliwie) przez wilka, to ta sama Jutrzenka niknąca w blasku słońca-wilka. Królowa-Gęsia Nóżka, prześladowana przez zakochanego ojca, to znowu Jutrzenka zrodzona przez słońce, które biegnie za nią… Grimmowskie jest w tej interpretacji przekonanie, że „bohaterzy i bohaterki” dziecinnych baśni, to dawni bogowie, a same baśnie, to dawne mity (tego samego zdania jest Maria Konopnicka w swej książce „O krasnoludkach i sierotce Marysi”).

Oczywiście, Jutrzenka to Maria Magdalena, która jest szczególnie czczona przez Prieure de Sion. Jutrzenka jest nazywana zorzą poranną, gwiazdą zaranną, czyli planetą Wenus, która ukazuje się nad horyzontem przed wschodem słońca. Średniowieczni okultyści czcili planetę Wenus, która miała reprezentować Marię Magdalenę, uważaną za medium przekazujące tajne objawienie.

W bajkach braci Grimm występują często krasnoludki, ubrane na czerwono, które pomagają w cudowny sposób gospodarzom w trudnych momentach życia. Czerwone krasnoludki to członkowie zakonu Pieure de Sion. Opiekują się również królewną Śnieżką, czyli Marią Magdaleną. Piękna królewna o białej cerze (stąd nazwa), wygnana przez macochę, chroni się u krasnoludków. Jednak macocha dowiaduje się od magicznego zwierciadła o miejscu jej pobytu. Zawistna o jej urodę, trzykrotnie wywołuje jej letarg. Za trzecim razem jej opiekunowie nie potrafią już zbudzić królewny i wkładają ją do szklanej trumny. Przejeżdżający królewicz budzi ją pocałunkiem i bierze za żonę, a królową czarownicę spotyka zasłużona kara. Prieure de Sion jest strażnikiem królewskiej krwi, w bajkach pod postacią krasnoludków strzegą królewnę Śnieżkę. Członkowie Prieure de Sion odszukują również potomków Merowingów, a jak którego znajdą, to mu finansowo pomagają. O tym mówi bajka „O krasnoludkach i sierotce Marysi” Marii Konopnickiej z 1896 r.

Została ona napisana prozą poetycką z fragmentami wierszowanymi, osnuta na wątkach ludowych (motyw sieroty – zaczerpnięty z pieśni pasterskich, motyw krasnoludków – z bajek magicznych). Fabuła powieści, w warstwie ideologicznej ujętej w kształt mitu narodowego, zamyka się w cyklu rocznej wegetacji przyrody. Gromada krasnoludków z królem Błystkiem na czele opuszcza wiosną podziemną siedzibę i przenosi się do chaty ubogiego chłopa Skrobka, by tam uczestniczyć w życiu ludzi, pomóc Skrobkowi wydobyć się z nędzy, a gęsiarce, sierotce Marysi, odzyskać utracone gęsi, znaleźć dom i nową rodzinę w chacie Skrobka, po czym po wielu przygodach wracają w jesieni pod ziemię. Podziemna siedziba krasnoludków oznacza, że krasnoludki działają w „podziemiu”, czyli tajnie. Skrobek został odszukany przez członków Prieure de Sion, jako zaginiony potomek Merowingów. Utracone przez Marysię gęsi to w rzeczywistości utracone królestwo Merowingów, których protoplastką miała być Maria Magdalena. Dlatego członkowie Prieure de Sion pomagają Marysi w jego odzyskaniu.

Męskie imiona Wenus

Członkowie Prieure de Sion musieli ukrywać się ze swoimi pogańskim wierzeniami, i czcząc Marię Magdalenę czcili tak naprawdę Lucyfera, łac. Lucifer, nosiciela światła, który nazywany jest gwiazdą zaranną, Wenus-Jutrzenka. W Księdze Izajasza jest taki fragment (14:12), w którym znajduje się przepowiednia upadku Babilonu, a o samym mieście i jego despotycznym królu prorok powiada: „Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody?” „Jutrzenka” – Gwiazda Poranna (planeta Wenus), do niej tutaj jest porównywany tyran. Ojcowie Kościoła widzieli tu typ i obraz upadku z nieba wodza zbuntowanych aniołów (Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa 1988). W wiele stuleci później spadająca dzienna gwiazda (Wenus) otrzymała przydomek „zwiastunki światła”, a po przetłumaczeniu na łacinę i nadaniu jej rodzaju męskiego stała się Lucyferem. Tak więc u świętego Hieronima Lucyfer pojawia się jako Jaśniejący syn Wenus, podobnie jak 1400 lat później w Raju utraconym Johna Miltona:

(…) siedziby dumnej Lucyfera
Tak nazwanego, aby go przyrównać
Do owej gwiazdy promienistej, którą
Miał przypominać Szatana (..)

Żeńska Wenus ma dwa imiona męskie: Fosforos i Hesperos. Fosforos z gr. „phosphoros” „noszący światło” odnosi się do Lucyfera. Fosforos Wenus jako gwiazda zaranna, a Hesperos jako gwiazda wieczorna widoczna nad horyzontem po zachodzie słońca.

Bachanalia

Nicolas Poussin, Bachanalia pod hermą Pana (Wikipedia)

Nicolas Poussin, Bachanalia pod hermą Pana (Wikipedia)

N. Poussin w latach 1632-33. namalował obraz „Bachanalia przed hermą Pana”. Obraz przedstawia bachanalia, w których udział biorą satyrowie, menady (bachantki), nimfy i małe pijane putti (chłopczyki). Artysta ukazał bachanalia przed posągiem Pana, ale były one związane również z bogiem wina Dionizosem (rz. Bachus). Po lewej stronie obrazu nimfa wyciska sok z winogrona, który jak wino spływa do naczynka małych pijanych putti. Doprowadzony do szaleństwa satyr rzuca się na jedną z nimf, a druga będąca z tyłu zamierza go uderzyć wazą w głowę.

W starożytności ku czci Dionizosa, boga wina i natchnienia, odbywano burzliwe procesje, w których brały udział maski przedstawiające bóstwa ziemi i płodności. Dlatego N. Poussin na obrazie „Triumf Pana” (1636) ukazał porzucone na ziemię przez uczestników bachanalii maski. Artysta poświęcił kilka obrazów Dionizosowi: „Bachus, Dionizos”, „Narodziny Bachusa”, „Bachus powierzony nimfie na wychowanie”.

Dionizos był patronem najbardziej wyuzdanego pijaństwa. Jego wyznawcy organizowali bachanalia. Uczestnicy, którzy byli nadzy lub ledwie osłonięci skórami zwierząt, uwieńczeni liśćmi winnej macicy i obnoszący girlandy uplecione z bluszczu, potrząsali torsami, biegali, wrzeszczeli i wykonywali najrozmaitsze skręty ciała. Tańcząc odrzucali gwałtownie głowę, by zwiększyć zawrót głowy. Ludzie, którzy brali udział w obrzędach ku jego czci, musieli wyjść sami z siebie, by popaść w szał. Aby osiągnąć ekstazę, używano wszelkich środków podniecających zmysły: tańców, śpiewów, różnych napojów, hałaśliwej muzyki, cymbałów, fletów frygijskich, wreszcie ekscytacji erotycznej. Wszystko to miało wywoływać trans, który jest uosobieniem szaleństwa, histerii. Ulegali tej ekstazie, która przez wielu, jak i przez nich samych uważana była za szał (mania).

Mircea Eliade cytuje „Bachantki” Eurypidesa: „Służący Penteusa, który natknął się na nie o brzasku na Kitajronie, stwierdza, ze ubrane były w skóry koźląt, na głowach nosiły korony z bluszczu; zdobione girlandami z węży, nosiły na rękach i karmiły piersią koźlęta, wilczęta (…) Odkryci przez Agawe służący z kompaniami ledwo uszli z życiem, nieomal rozszarpani na kawałki. Bachantki wówczas rzuciły się na pasące się na łące stado i gołymi rękami rozszarpały je na strzępy. W mgnieniu oka budzące grozę byki tysiące kobiecych rąk rozerwały na kawałki. Menady zeszły wówczas w doliny. Z domów porywały dzieci…”

Autor pisze, że „Dionizyjska ekstaza oznacza przede wszystkim przekroczenie ludzkiej kondycji, całkowite wyzwolenie, osiągnięcie wolności i spontaniczności istotom ludzkim niedostępnych. Wydaje się pewne, ze wyzwolenie to obejmowało również uwolnienie od zakazów, zasad i konwencji porządku moralnego i społecznego, co częściowo tłumaczy masowy udział kobiet”.

Wydawało im się, że osiągnęli szczęśliwość. Wyzbywali się życia powszedniego, by zakosztować życia nowego. Będąc w szale wpędzano się w nieszczęścia, zbrodnie, które następnie usprawiedliwiano działaniem bóstwa” (Mircea Eliade „Hitoria wierzeń i idei religijnych). Stąd N. Poussin ukazał na obrazie „Bachanalia przed hermą Pana” postać satyra, który rzuca się na jedną z nimf, a druga zamierza go uderzyć wazą w głowę.

W epoce rzymskiej, od II w. przed Chrystusem, misteria dionizyjskie przeszły do Italii, zachowując charakter rozwiązły i orgiastyczny: znalazły tam właściwy teren wśród mało jeszcze cywilizowanych szczepów, zamieszkujących górzyste okolice Italii południowej i środkowej. W 186 r. przed Chrystusem senat rzymski musiał wydać zakaz święcenia bachanaliów. Mimo to sekty mistyczne przechowały tradycje dionizyjskie (Pierre Grimal, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”).W XVII w. Nicolas Poussin na swoich obrazach je propagował.

———————–

Putto (l.mn. putti, wł. „chłopczyk”, „chłopiec”, „dziecko”, z łac. putus „czysty”) amorek, eros to przedstawienie nagiego, małego, pulchnego chłopca uskrzydlonego lub bezskrzydłowego wszechobecne w malarstwie i rzeźbie od wczesnego renesansu. Przedstawienie to przypisywane Donatellemu znane jest od lat 20-tych XV wieku we Florencji, chociaż prawdopodobnie już wcześniej pojawiły się tego typu przykłady, np. grobowiec Illaria del Carretta w Lukce. Od XVI wieku putto występowało w sztuce niderlandzkiej i niemieckiej oraz w późnym renesansie we Francji, a także w manieryzmie i powszechnie w sztuce barokowej (http://www.art1.friko.pl/artykul2.html).

Prześladowania Dionizosa

Homer w „Iliadzie” ukazał Dionizosa, i jest to najstarsza o nim wzmianka. Brzmi następująco:

„Toć nawet Likurg potężny, Dryasa latorośl, niedługo
Cieszył się życiem od czasu swej zwady z boskimi niebiany
Gnał on kiedyś przed sobą przez boskie Nysejon piastunki
Dionizosa jętego szaleństwem, a te pod ciosami
Topora do bicia wołów, co Likurg nim siekł mężobójca
Święte naczynie bakchiczne na ziem upuściły. I wtedy
Skrył się Dioniz w ucieczce pod fale morskie, gdzie Tetis
Przygarnęła do łona go, bowiem strwożony był srodze
Groźnym rykiem Likurga. Lecz bogi beztrosko żyjące
Gniewem zawrzały i oto Kronida oślepił Likurga.
Krótko też żył, bo ściągnął na siebie wszech niebian nienawiść”

(Homer „Iliada”, ks. VI, wiersze 127-132).

Likurg był królem trackim, przeciwstawiał się wprowadzeniu kultu Dionizosa, za co został ukarany szaleństwem. Mircea Eliade pisze, że przeciw Dionizosowi wyruszył ze swą armią Perseusz, by strącić go i towarzyszące mu „kobiety morza” na dno lerneńskiego jeziora. Te prześladowania Dionizosa był dramatycznym wyrazem sprzeciwu wobec religijnego orędzia i jego sposobu bycia. Również król Teb, Penteus, zakazał praktykowania kultu Dionizosa i mimo rady, którą otrzymał, pozostawał nieprzejednany. Później dał się namówić do szpiegowania kobiet w trakcie ich orgiastycznych obrzędów. Tam odkryły jego obecność kobiety, które były w szale i rozerwały go na strzępy. Jego matka Agawe, przyniosła głowę syna w tryumfie, wierząc, że niesie głowę lwa. Dionizos więc był również bogiem zemsty.

Arkadyjczycy w mitach rzymskich

Dzieci biedoty bawiły się w króla, królową i rycerzy, a arystokraci bawili się w pasterza i pasterkę. Na długo przed publikacją poematu Jacopa Sannazara temat Arkadii był czymś ważnym dla Rene Andegaweńskiego. Popierał on widowiska i korowody oraz parady. Brał udział w obchodach organizowanych w Tarascon, którymi miasto to świętowało wygnanie przez Martę smoka, który był jego plagą. Aranżował to, co nazywano „pas d’armes”, średniowieczne połączenie sztuk i turniejów. Często ich temat obracał się wokół centralnej idei ziemskiego ogrodu Edenu, Arkadii i „podziemnego strumienia”. Rene Andegaweński w swoich widowiskach nawiązywał w części do obrzędów odprawianych przez Arkadyjczyków.

Rzymski poeta Wergiliusz w „Eneidzie” pisze, że gdy Eneasz przybył do Italii, Arkadyjczycy już władali Rzymem. Następujący fragment brzmi następująco:

„Arkadajczycy tu, z rodu Pallasa,
Krocząc za królem Euandrem w pokoju
I w wojnie, miejsce wybrali; gród wznieśli
Na wzgórzach, zwąc go mianem Pallanteum”.

Arkadia w starożytnej Grecji była lesistą krainą leżącą na półwyspie peloponeskim w południowej Grecji. Region ten obfituje w rozległe pastwiska, w górach znajdują się najpiękniejsze w Grecji lasy, a w dolinach rzecznych bardzo urodzajna ziemia. Aspiracje poszczególnych szczepów górskich nie pozwoliły Arkadii odegrać większej roli w historii Grecji. Spartanie w 550 roku przed ur. Chrystusa złączyli zwalczające się nawzajem miasta Arkadii w związku Peloponeskim. W 370 roku przed ur. Chrystusa Arkadia odłączyła się od Sparty. Wtedy to zostało założone miasto Megalopolis, które stało się stolicą Arkadii.

To właśnie z Arkadii pochodzi starożytne bóstwo Pan, opiekun Arkadii, zamieszkiwał w głębi lasów, na szczytach gór, w dolinach głębokich. Był on synem Hermesa i nimfy Driope, która ujrzawszy dziwne dziecko, jakie urodziła, uciekła. Miało ono rogi i racice i było całkowicie owłosione. Hermes zawinął noworodka w zajęczą skórkę i zaniósł go na Olimp. Wszystko (po grecku „wszystko” znaczy „pan”) się w siedzibie bogów widokiem kozłoludka rozweseliło.

Henri de Vibraye w „Mitologii” tak go charakteryzuje: „Utożsamia się niekiedy Pana z sylenem Marsjaszem. To drugie bóstwo posiadało jednak charakter mniej uniwersalny. Imię pierwszego Wielki Pan oznacza Wielkie Wszystko. Pan stał się syntezą poganizmu, jak o tym świadczy wymownie następujący ustęp orfickiego hymnu: Wzywam Pana, boga wszechmogącego, boga pasterskiego, Pana, który jest całością wszechświata, zespołem nieba, morza, ziemi i ognia nieśmiertelnego; są to bowiem zaiste wszystko członki Pana… boga, którego melodyjne akordy wysławiają życie powszechne; boga czczonego pod tysiącem imion, władcy świata, boga, dzięki któremu wszystko się rodzi, który wszystko zapładnia”. Dalej: „Podobnie jak inne geniusze, posiadające pierwotnie kształty zwierzęce, Pan ewoluował ku typowi coraz bardziej ludzkiemu. Ostatecznie pozostały mu z kształtów koźlich tylko spiczaste uszy i rożki na pół ukryte w gęstej czuprynie”.

Według mitów rzymskich, w starożytności Arkadyjczycy po zbudowaniu osady na wzgórzu, które znajdowało się w środku późniejszego Rzymu, przystąpili do wznoszenia świątyni dla Likejskiego Pana (Pana bowiem Arkadyjczycy uważają za najstarszego ze wszystkich bogów i największą mu oddają cześć). Pod wzgórzem palatyńskim, w dolinie przylegającej do ścian skalnych, która była ciemna, gdyż rosły w niej wysokie, stłoczone drzewa, znajdowała się głęboka jaskinia. Z jej wnętrza wypływały obfite źródła. Sama jaskinia również była ocieniona gęstym lasem. Tam Arkadyjczycy właśnie wznieśli ołtarz temu bóstwu i dopełnili tradycyjnej ofiary. Później miejsce to zostało nazwane Luperkal. Z tym miejscem i jaskinią wiąże się też legenda o Romulusie i Remusie, którzy byli karmieni przez wilczycę. Cesarz August miejsce to odnowił i ustawił tam posąg swego pasierba, Nerona Druzusa (zm. 9 r. przed ur. Chrystusa), który odniósł zwycięstwo w Germanii. Rzymianie składali ofiary 15 lutego, po przesileniu zimowym, nie zmieniwszy niczego w obrzędach, jakie wówczas po raz pierwszy odprawiono. Obrzędy te nazywały się Luperkalia. Jeszcze Dionizjusz w czasach cesarza Augusta był świadkiem tych obrzędów, i opisał je następująco:

„Młodzi ludzie, członkowie arystokratycznego bractwa Luperków, składali ofiarę w grocie, na zboczu Palatynu. Zabijano tam kozę, może i kozła, a także psa. Kapłan dotykał czoła każdego z zebranych skrwawionym nożem, lecz ślad ten natychmiast wycierano wełną moczoną w mleku, zwyczaj ten zaś nakazywał, aby wszyscy obecni w tymże momencie wybuchali śmiechem. Następnie Luperkowie opuszczali grotę nago, opasani tylko wokół lędźwi kawałkami skóry zarżniętego przed chwilą zwierzęcia; również w ręku trzymali kozie skórki. Obiegali wokół Palatyn, bijąc tymi skórkami napotkane osoby, zwłaszcza kobiety, co miało zapewnić płodność” (Pierre Grimal, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”, Ossolineum, 1987 r.).

Niewątpliwie w tych obrzędach chodziło o relikt z dawnych czasów, kiedy na Palatynie znajdowała się arkadyjska wioska, której mieszkańcy byli pasterzami. W miesiącach zimowych musieli oni bronić swego dobytku przed zgłodniałymi wilkami. Sam źródłosłów wyrazu „Luperci” na to wskazuje, gdyż zbudowany jest z dwóch elementów: „lupus” – wilk i arceo – odganiam, lub bronię przystępu. W obrzędach zabijano psa, który zastępował zabijanego niegdyś wilka. Autorzy starożytni poświadczają, że Luperkalia były świętem Fauna, który uchodził najprawdopodobniej za opiekuna trzód i pasterzy. Jednak niektórzy historycy wywodzą Fauna od praindoeuropejskiego źrodłosłowiu „dhau”, czyli dusić, dławić. W takim przypadku Faun byłby bożkiem dzikich ostępów, siejącym śmierć i postrach niby wilk lub jak wilk, (Aleksander Krawczuk, „Mitologia starożytnej Italii”, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986 r.).

Arkadyjskie bóstwo opiekuńcze Pan w Rzymie utożsamiano z Faunem. W starożytnej Grecji Pana przedstawiano jako demona, pół człowieka i pół zwierzęcia. Jego twarz zwierzęca, cała pomarszczona, brodata, wyrażała przebiegłość, broda stercząca, na czole miał dwa różki, ciało pokryte sierścią, koźle nogi, zakończone rozciętymi kopytami, chude i nerwowe. Lubił szczególnie świeżość źródeł i cień drzew i przez to ucieleśniał nie tylko zamiłowania samych pasterzy, lecz także upodobania ich trzód. Zwykłymi atrybutami Pana była syrynga, kij pasterski, wieniec jodłowy lub gałązka jodły w ręce. Syringa była instrumentem muzycznym. Kiedy Pan gonił Syrinks lub Syrinx, hamadryadę arkadyjską, chcąc ją napastować, w chwili gdy niemal już ją pochwycił, przemieniła się w trzcinę nad brzegami rzeki Ladon. Kiedy powiewy wiatru wywoływały jęczący poszum trzcin, Pan wpadł na pomysł połączenia woskiem trzcin o rozmaitych długościach. Tak powstał instrument muzyczny.

Arkadyjczycy, gdy przeznaczyli jaskinię pod wzgórzem palatyńskim na miejsce dla świątyni bóstwu Pan, prawdopodobnie kierowali się starymi podaniami. Mówiły one, że w pobliżu Efezu znajdowała się jaskinia, w której Pan złożył pierwszą syryngę. Jaskinia ta służyła do poddawania próbie dziewcząt utrzymujących, że są dziewicami. Zamykano je tam, a jeżeli były istotnie niewinne, słyszano dochodzące z jaskini melodyjne tony syryngi. Wkrótce brama otwierała się sama i młoda dziewczyna ukazywała się w sosnowym wianku. W przeciwnym wypadku z wnętrza jaskini dochodziły ponure okrzyki, a gdy po kilku dniach otwierano ją, młodej dziewczyny już tam nie było, (Pierre Grimal, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”, Ossolineum, 1987 r.).

Luperkalia były obchodzone 15 lutego, a właściwie 14-15 lutego, z Dniem św. Walentego włącznie.

Adonis

W arkadyjskich legendach występuje bóstwo Pan, a w micie syryjskim o Adonisie imię boga wiąże się z hebrajskim słowem oznaczającym „Pan” (hebr. Adonai). Opowieść o Adonisie jest mitem syryjskim, o którym wspominał już Hezjod (około VII w. przed Chrystusem). Król Syrii, Tejas, miał córkę Myrrę lub Smyrnę, którą gniew Afrodyty doprowadził do kazirodztwa z własnym ojcem. Przy pomocy swojej piastunki, Hippolyte, udało się jej oszukać Tejasa i i spędzić z nim dwanaście nocy. Ale dwunastej nocy Tejas odkrył podstęp córki i ścigał ją uzbrojony w nóż, chcąc ją zabić. W obliczu niebezpieczeństwa Myrra oddała się pod opiekę bogów, którzy przemienili ją w drzewo. Dziewięć miesięcy później kora drzewa podniosła się, pękła i z drzewa wyszło dziecko, które otrzymało imię Adonis.

W innej wersji podawano szczegóły dotyczące pochodzenia klątwy Afrodyty: Kencheris, matka Smyrny obraziła boginię utrzymując, że córka jej, Smyrna, jest piękniejsza niż bogini Afrodyta, a bogini, za karę za tę obrazę, wznieciła w Smyrnie kazirodczą miłość. Smyrna, gdy odkryła kazirodczy charakter swej namiętności, postanowiła najpierw się powiesić, ale jej piastunka niespodziewanie nadeszła i doradziła jej zaspokoić swoje uczucia. Gdy kazirodztwo zostało dopełnione, młoda kobieta ze wstydu ukryła się w lesie, gdzie Afrodyta litując się nad swoją ofiarą przemieniła ją w drzewo. I to właśnie ojciec rozciął korę swoim mieczem odsłaniając w ten sposób małego Adonisa. Wyobraźnia poetów hellenistycznych upodobała sobie przedstawienie Adonisa wychowywanego przez nimfy i polującego lub wiodącego trzodę na pole i do lasu.

Afrodyta ujęta urodą dziecka przygarnęła go i powierzyła potajemnie Persefonie na wychowani. A ta, z kolei, zakochała się w tym pięknym dziecku i nie chciała go oddać Afrodycie. Ten spór pomiędzy dwiema boginiami został rozstrzygnięty przez Zeusa, który zadecydował, że Adonis będzie przybywał jedną trzecią roku z Afrodytą, jedną trzecią z Persefoną, jedną trzecią gdzie sam zechce. Adonis jednak spędzał zawsze dwie trzecie roku z Afrodytą, a tylko jedną trzecią z Persefoną.

Później gniew Artemidy (nie wiadomo z jakich powodów) podburzył przeciw niemu dzika, który w czasie polowania śmiertelnie go ranił.

Afrodyta ustanowiła na cześć swego przyjaciela żałobne święto, które kobiety syryjskie obchodziły co roku na wiosnę. W naczyniach, skrzynkach itd. sadzono nasiona, które zraszano ciepłą wodą, aby bardzo szybko rosły. Nazywano te rozsady „ogrodami Adonisa”. Rośliny, których rozwój w ten sposób przyspieszano, więdły wkrótce po wyrośnięciu z ziemi, symbolizując w ten sposób los Adonisa. Natomiast kobiety podnosiły rytualne lamenty nad losem młodzieńca, ukochanego Afrodyty (Pierre Grimal, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Wydawnictwo, 1987).

W III w. przed Chrystusem grecką Afrodytę utożsamiano z Wenus (Venus, Venera), staroitalską boginią wiosny i ogrodów. Gdy jej kult zhellenizowano, z bogini ogrodów stała się boginią miłości. Z kolei w średniowieczu staroitalską Wenus utożsamiano z Marią Magdaleną.

W literaturze i malarstwie przedstawiano Adonisa z Wenus. Owidiusz napisał poemat „Wenus i Adonis”, William Szekspir również napisał poemat „Wenus i Adonis”. Tycjan, Peter Paul Rubens, namalowali obrazy, na których przedstawili Wenus i Adonisa, natomiast Nicolas Poussin namalował kilka obrazów na ten temat.

Czciciele szatana

Bardzo dużo informacji o starożytnych i średniowiecznych sektach przekazał R. W. Berwiński w książce wydanej w 1862 r. „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”. Autor pisze, że w III w. na Bliskim Wschodzie pojawiła się sekta, która odegrała znaczną rolę w historii bliskowschodnich wierzeń ale również w Europie. Założyciel tej sekty Manes urodził się w 216 r. po ur. Chrystusa w bogatej rodzinie w Babilonie, gdzie był wychowywany na wierzeniach mandejczyków. Była to sekta gnostyczna, która wobec chrześcijaństwa zajmowała wrogie stanowisko. Abrahama, Mojżesza i Chrystusa uważali za fałszywych proroków. Manes ogłosił się prawdziwym prorokiem. Odrzucał on zupełnie Pismo Św. Starego Testamentu a do Nowego napisał własny komentarz. Na manicheizm złożyły się pierwiastki babilońskiego gnostycyzmu, mazdaizmu i buddyzmu, okultyzmu, w połączeniu z pojęciami żydowskimi i chrześcijańskimi. Wyznawców manicheizmu uważano za czcicieli szatana i przypisywano im różne praktyki magiczne. Zostali oni uznani za wrogów rodzaju ludzkiego i zostali skazani kodeksem cesarzy rzymskich na wytępienie. Mimo prześladowań ze strony cesarza rzymskiego Dioklecjana (230–313) manicheizm rozszerzył się w Persji, Syrii, Palestynie, Hiszpanii, Włoszech i Afryce północnej. Od początku V w. zaczął stopniowo zanikać, by w XI w. pojawić się w Orleanie i w następnych wiekach w sektach neomanichejskich takich jak: patareni, massalinowie, katarzy, bogumiłowie, albigenesi, waldensi.

Według R. W. Berwińskiego, bardzo wcześnie, bo już w III w. pojawiła się sekta massalianów, czyli euchetów, która była jedną z pierwszych sekt wschodniego Kościoła. Wierzyli i nauczali oni, że Bóg ojciec miał dwóch synów. Wszyscy trzej: ojciec z synami są pryncipi. Bóg ojciec władał tym, co jest ponad światem, młodszy syn tym, co jest w niebie, a starszy syn, tym, co jest na ziemi. Zgodnie z tym, jedni massalianie oddawali cześć dwu synom naraz, jako braciom rodzonym, którzy chociaż poróżnili się, znowu kiedyś się pogodzą. Z kolei drudzy czcili tylko młodszego, nie wyrzekając się jednak starszego. Natomiast inni przyznając starszemu pierworództwo, jego tylko uznają i jemu oddają cześć.

Wyznawcy tej sekty nie posiadali żadnej własności, a pracę uważali za niepotrzebną. Był to najgłówniejszy warunek uzyskiwania doskonałości. Jedynym ich dachem było otwarte sklepienie niebios. Dzień i noc żyli swobodnie pod nim, mężczyźni, kobiety i dzieci razem. Massalianie czcili szatana, o którym mówili: Szatan jest potężny i mocny, może na ludzi wiele nasyłać złego, dlaczego nie mielibyśmy czci mu oddawać i chwały, i prosić go, żeby tą czcią pochlebiony, przestał nas prześladować ale i owszem ochraniał nas od złego, jako wierne sługi swoje. Dlatego nazywali się oni również satańczykami. Właśnie ten najstarszy syn był przez nich nazywany Satanaela, który uchodził za stwórcę wszechrzeczy na ziemi: zwierząt i roślin. Niebieskiemu, czyli młodszemu, złorzeczyli i mówili, że on przez zazdrość, chcąc się starszemu sprzeciwić, sprawia częste trzęsienia ziemi, burze, nawałnice i spuszcza mory, pochodzące z powietrza, którym włada.

Wyznawcy Satanaela odprawiali bezwstydne orgie, które zwali boskimi objawieniami. Brały w nich udział demony, które przewodziły tym orgiom. Wyznawcy kalali się wszelką nieczystością. Spożywali m.in. świeże i zasuszone odchody ludzkie i zwierzęce, aby się tym sposobem przypodobać demonom, które się z tego cieszą, gdy człowiek na podobieństwo i obraz Boga stworzony, poniża się i podli, gorzej od zwierzęcia. Po uczcie gasili pochodnie i popełniali z kobietami grzech nieczystości, według ślepego trafu, nie wykluczając przy tym swoich sióstr i córek. Spłodzone w takim spółkowaniu dzieci mordowali trzeciego dnia po urodzeniu. Krew z nich wypuszczoną ugniatali z popiołem spalonych ciałek tych dzieci. Następnie spożywali takie wygniotki, aby przez to wygnać z siebie wszystko, co było w duszy boskiego, i tym wolniejszy dać przystęp szatanowi. Taka to operacja nadawała im ponoć moc robienia czarów. Sekta ta istniała jeszcze w XII wieku.

Przeciwko sektom oraz praktykowanej przez nich magii powstawały uchwały różnych konsyliów, synodów i soborów: w Adge w 506 r., w Arles w 314 r., w Orleanie w 511 r., w Braga w 572 r., w Norbonie w 589 r., w Reims w 630r. (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”, Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha, Poznań 1862).

Katarzy

Odnogą lub dalszym ciągiem sekty massalianów byli bogumiłowie, którzy sami nazywali siebie magami i czarnoksiężnikami. Bogumiłowie zgadzali się z massalinami w nauce o trzech pryncipiach, o stworzeniu świata i nauczali, że tylko w bezżeństwie można dostąpić świętości. Pogardzali Kościołem, krytykowali sakrament chrztu i komunii, szczególnie zaś mieli w nienawiści obrazy świętych i krzyż. W ich mniemaniu , skoro krzyż był narzędziem śmierci Chrystusa, więc powinien być raczej w pogardzie, gdyż nikt mówili, nie będzie czcił i całował szubienicy, na której syn jego skonał. Część bogumiłów na wskutek prześladowań przeniosła się na Zachód, gdzie połączyli się z waldensami i albingesami, i występowali pod wspólną nazwą jako katarzy.

Obraz Pedro Berruguetea ukazujący legendę o dyspucie między Św. Dominikiem i Katarami podczas której książki obu stron zostały wrzucone do ognia, po czym okazało się, że książki Dominika nie spłonęły (Wikipedia)

Obraz Pedro Berruguetea ukazujący legendę o dyspucie między Św. Dominikiem i Katarami podczas której książki obu stron zostały wrzucone do ognia, po czym okazało się, że książki Dominika nie spłonęły (Wikipedia)

Na sektę bogumiłów składali się po największej części Bułgarowie, a więc ludzie z pochodzenia Azjaci, którzy przyjęli język słowiański. O Bułgarach w 986 r. Nestor pisał, że gdy do Włodzimierza przychodzili z różnych stron mędrcy, a każdy z nich zachwalał mu swoją religię i przyjąć doradzał; przysłali też i Grecy dla niego pewnego filozofa, który mu rzekł: „Słyszeliśmy, że byli u ciebie Bułgarowie i „namawiali” cię do przyjęcia ich wiary: ale wiara ta jest wobec nieba i ziemi bezecna; przeklęci oni są więcej od innych ludzi, gdyż naśladują owych z Sodomy Gomory, na których ogniste kamienie z nieba padały i pogrzebały ich w ziemi. Tak samo czeka i tych sąd straszliwy, skoro Pan Bóg przyjdzie z nieba na ziemię, ażeby wytępić wszystkich, którzy tak są bezecni i szkaradni. Ci bowiem robią, co jest najszkaradniejsze!” (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”).

W Orleanie za panowania króla Roberta (987-1031) pojawiła się sekta manicheuszy. Wyznawców tej sekty miano za czcicieli diabła i przypisywano im różne praktyki magiczne. Nazwa tej sekty pochodziła od wspomnianego wyżej Persa Manesa. W 1140 r. liczba zwolenników manicheizmu uległa wszędzie zwielokrotnieniu: w Nadrenii, gdzie herezja ta miała swoje centrum w Kolonii, w Perigord, w Reims, w Lombardii i środkowej Italii. Pod koniec XII w. pojawili się w południowej Francji w prowincji Albigois, a miasto Albi stało się ich główną siedzibą oraz w Carcassonne w Langwedocji (M. David Knowles, Dimitri Obolensky „Historia Kościoła”, tom 2, przełożył Ryszard Turzyński, PAX, Warszawa 1988). Stąd nazwano ich powszechnie albigensami. W Italii członkowie tej sekty byli głównie kupcami i rzemieślnikami, natomiast w Langwedocji wielu zwolenników pochodziło z czołowych rodów feudalnych, jak na przykład Rajmund VI, książę Tuluzy.

Katarzy odrzucali Trójcę Świętą, Św. Sakramenty, zmartwychwstanie ciał, kult świętych, małżeństwo oraz organizację państwową i kościelną. Krzyż w ich mniemaniu, skoro był narzędziem śmierci Chrystusa, powinien być pogardzony, bo nikt nie będzie czcił i całował szubienicy. Dzielili się na „wiernych”, którzy prowadzili życie rozpasane i „doskonałych”, którzy przez „pocieszenie”, rodzaj chrztu duchowego, mieli zapewnić sobie szczęście. Żeby je osiągnąć, wielu z nich obierało śmierć głodową. Wierzyli w reinkarnację. W posiadaniu katarów miał się znajdować tajemniczy „kielich bogactwa”. Używali oni Graala w mistycznych obrzędach, zwanych manisola.

Alanus ab Insulis (1114-1202), początkowo mnich z zakonu Cystersów, a później biskup pisał o nich, że w nocnych obrzędach czcili szatana. Ich obrzędy były parodią obrządku katolickiego. Nauczali i wierzyli, że Bóg miał dwóch synów: Jezusa i Szatana. Cześć oddawali Szatanowi, o którym mówili: „Szatan jest potężny i mocny; może na ludzi wiele nasyłać złego, dlaczego nie mielibyśmy uciekać się do niego; dlaczego nie mielibyśmy czci mu wyrządzać i chwały, i prosić go, żeby tą czcią pochlebiony, przestał nas prześladować, ale i owszem ochraniał nas od złego, jako wierne sługi jego”. Ich nauka opierała się na dualistycznej teorii dobra i zła, ducha i materii. Jezusowi przeciwstawiali buntowniczego syna, upadłego anioła. Głosili, że doktryny Kościoła są fałszywe, a jego sakramenty nie prawdziwe (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”).

W związku, że ruch katarów się szerzył, a terytorium albigenesów było ich terytorium, papież Lucjusz III wydał przeciwko nim dekret, który następnie został potwierdzony przez Sobór Laterański. Król Ludwik VIII w 1226 r. uznał biskupi obowiązek wykrywania i sądzenia heretyków, a także zobowiązanie władzy świeckiej do wymierzenia odpowiedniej kary (Sobór Laterański). Rodzaj tej kary, spalenie na stosie, określił w 1224 r. cesarz Fryderyk II.

Rajmund IV został ekskomunikowany jako zwolennik herezji i katarów. Jeden z jego oficerów w styczniu 1208 r. zamordował legata papieskiego Pierre de Castelnaua. Papież Innocenty III był wstrząśnięty tym wydarzeniem, i obwiniał Rajmunda IV o współudział w morderstwie. Papież apelował do króla Francji, Filipa II Augusta (1165-1223), o zorganizowanie krucjaty. Król się ociągał, ale wielu baronów podjęło się tego zadania, i 21 lipca 1209 r. trzydziestotysięczna armia krzyżowców najechała południową Francję. Straszliwie zmasakrowano ludność Beziers. Było to 22 lipca, w święto Marii Magdaleny. Wymordowano około 15 tys. mieszkańców, a miasto zostało spalone. W Beziers związki między kultem Marii Magdaleny i katarami nie były bynajmniej przypadkowe. O zdobyciu Beziers napisał Pierre des Vaux-deCernat następująco: „Beziers zdobyto w święto Marii Magdaleny. O, sprawiedliwa Opatrzności! (…) Heretycy uważali Marię Magdalenę za Konkubinę Chrystusa (…) i dlatego dobrze się stało, że te parszywe psy wytępiono w dniu znieważanej przez nich świętej” (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”).

Później papież udzielił formalnej zgody na objęcie władzy w hrabstwie Tuluzy przez Szymona de Montfort. Na Soborze Laterańskim sprawę albigenesów załatwiono kompromisowo, a mianowicie Szymon de Montfort mógł zatrzymać Tuluzę i Montauban, a Prowansja miała przypaść Rajmudowi IV.

Za pontyfikatu Honoriusza III jednak wybuchła wojna między stronnikami rodzimej dynastii z Tuluzy a Szymonem de Montfort, i w 1221 r. zorganizowano drugą krucjatę, do której po długim ociąganiu, dołączył się w 1226 r. osobiście król Ludwik VIII. Atakowano kolejno: Perpignam, Narbonne, Carassonne i Tuluzę. W 1244 r. krzyżowcy oblegali przez dziesięć miesięcy twierdzę Montsegur, która była położona na szczycie wapiennej góry. Broniło jej 400 katarów, którym pomagali templariusze, a sympatycy katarów z okolicznych miast i wsi, narażając się krzyżowcom, dostarczali żywność i wodę. W końcu twierdza upadła. Ostatecznie ruch ten o nastawieniu antychrześcijańskim wygasł w XIII w. Templariusze byli bardziej lojalni wobec sprawy katarskiej niż wobec Kościoła rzymskiego. Udzielali katarom pomocy.

Niedługo przed tym, jak w 1244 r. katarowie skapitulowali przed krzyżowcami, wśród skarbów przechowywanych w twierdzy Montsegur miał się znajdować Graal. Tuż przed odcięciem Montsegur od reszty świata przez krzyżowców czterech katarów, nie bacząc na niebezpieczeństwo, zeszło pod osłoną nocy z najbardziej stromego zbocza góry. Zabrali ze sobą skarby, również i kielich, które ukryli w niedostępnym miejscu. W Tuluzie i Carcassonne odbyły się w latach trzydziestych i czterdziestych XIV wieku procesy osób podejrzanych o udział w tzw. sabatach czarownic. W 1335 roku sześćdziesięciu trzem mieszkańcom Tuluzy zarzucono uprawianie czarów. Przywódczynią grupy była młoda kobieta, Anne-Marie de Georgel, która zeznała, że świat jest dla nich polem bitwy, na którym walczą dwaj bogowie, Władca Nieba i Władca Ziemi. Inna kobieta zeznała, że uczestniczyła w sabacie, aby „usługiwać katarom podczas wieczerzy” (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”).

Stanisław Bulza

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s