masonusa

Świt Ery Horusa… czyli już czas (część 4 i ostatnia)

 

Michael Bara, Richard C. Hoagland (enterprisemission.com), tł. Radtrap (od części nr 3 oryginalnej serii)

 

Znaczenie całego problemu „manipulacji kalendarzowej” jest nawet lepiej widoczne gdy przyjrzymy się roli jaką miał Dee w oficjalnej odpowiedzi Anglii na reformę Grzegorza. Po otrzymaniu kopii bulli papieskiej w korespondencji dyplomatycznej, Walsingham przydzielił Dee zadanie oceny sytuacji… Dee błyskawicznie zajął się pracą, odsuwając na bok swoje dotychczasowe zajęcia i channelingi z Kellym. Wszystko robił w największym sekrecie, co skłoniło Cassidiego do tezy że chciał on ukryć przed Hiszpanami (i tym samym wszystkimi katolikami) fakt że Anglia bada sprawę kalendarzowego południka.

Dee skończył swoją pracę … 26 lutego 1582 r. i przekazał jej wyniki lordowi skarbnikowi Burghleyowi, ten zaś przedstawił je królowej. Dee wzywał w niej do 11-dniowej korekcji kalendarza, zamiast 10-dniowej zarządzonej przez Grzegorza dla roku 1582, choć w następnej notatce dopuszczał również korektę 10-dniową w roku 1583.

W skomplikowanym wykładzie udzielonym przez Cassidiego, dawał on do zrozumienia że Dee chciał tak naprawdę zaimplementować 33-letni kalendarz „Anni-Domini” Allaha, przy jednoczesnym zachowaniu pozorów „akceptacji” bulli papieskiej. Tak naprawdę jego 10-dniowa korekcja miałaby sens tylko wtedy, gdyby równocześnie ogłoszono rok 1584 rokiem nieprzestępnym. Tak się jednak nie stało zaś Anglia została przy swoim kalendarzu aż do roku 1752, gdy ostatecznie zaakceptowano reformę gregoriańską, którą reszta świata przyjęła i zaczęła używać znacznie wcześniej. Anglicy w końcu też ją przyjęli, ale z małą zmianą, czyli korektą 11-dniową, a nie gregoriańską 10-dniową. Tym samym Anglia sama ustaliła (według własnego zegarka) datę równonocy wiosennej na 21 marca… ale tylko na „Boskim południku”.

Kwestia tego czy Dee, za pomocą przypisów do własnej pracy, naprawdę zgodził się z korektą kalendarza gregoriańskiego, pozostaje tematem sporów pośród historyków. Tradycyjny pogląd jest taki że przypis Dee miał dać królowej większą przestrzeń do działania oraz możliwość kontynuowania dyplomatycznych i bliskich stosunków ze światem katolickim. Jest to mało prawdopodobne wytłumaczenie, mając na uwadze udokumentowaną niechęć zarówno Johna Dee jak i królowej wobec autorytetu papieża. Dodatkowo Cassidy opierał się na listach Dee, pokazując fragmenty w których ten wyraźnie pisze że jest adwokatem (pamiętajmy, wielkiego sekretu dla obu stron) 33-letniego kalendarza Anno Domini.

ELIZABETH our Empress bright,
Who in the yere of eighty three,
Thus made the truth to come to light,
And civile yere with heaven agree.

But eighty foure, the Pattern is
Of Christ’s birth yere: and so for ay
Eche Bissext shall fall little mys,
To shew the sun of Christ birth day.

Three hundred yeres, shall not remove
The sun, one day, from this new match:
Nature, no more shall us reprove
Her golden tyme, so yll to watch.

Cassidy pisał o tym fragmencie korespondencji:

Trzeci werset miał zapewne przewidywać że nowy kalendarz będzie zgodny z zachowaniem/pozycją Słońca (w każde Boże Narodzenie?) z dokładnością do jednego dnia w ciągu trzystu lat. Nie jest to do końca potwierdzenie dokładności, skoro wskazuje na prawdopodobny błąd i róźnicę 0.0033 dnia między prawdziwym rokiem słonecznym (opartym na dniu Bożego Narodzenia lub Nowego Roku?) a średnią długością roku w proponowanej reformie elżbietańskiej… Jeśli Dee naprawdę chciał zaakceptować gregoriańską długość roku i zasadę roku przestępnego, wtedy musiałby wiedzieć że dokładność (dla każdego punktu w zodiaku tropikalnym) była znacznie większa niż wspomniane przez niego 0.0033 dnia na rok…

Mamy tutaj do czynienia z szyfrem który Dee umieścił w swoim liście – w pełni świadomy i oczywisty błąd w jego obliczeniach – który jest odniesieniem do „dziesiętnej harmonii” liczby 33! W ten sposób dawał znać wszystkim znajdującym się „w grze” o znaczeniu cyklu 33.

Ostatni wers jest postrzegany przez Cassidiego jako twierdzenie, że przez następnych 300 lat (licząc od roku 1582) równonoc wiosenna będzie zawsze wypadać w tym samym dniu kalendarzowym na pewnej nieokreślonej długości geograficznej. To jest właśnie siła i dokładność 33-letniego cyklu kalendarzowego Anno Domini… Gdyby propozycja Dee została wprowadzona w życie, wtedy równonoc wiosenna wypadałaby 21 marca, w dokładną datę edyktu nicejskiego, na 77 stopniu długości zachodniej w latach 1580-1880.

Znaczy to tyle, że podczas gdy papiery Dee stwarzały wrażenie że mógłby on żyć zgodnie z reformą 10 dni Grzegorza, tak naprawdę doskonale rozumiał on znaczenie „świętego południka” oraz sekretnego 33-letniego cyklu kalendarzowego. Dodatkowo dawał do zrozumienia że Anglia może czekać nawet do 300 lat na wprowadzenie odpowiedniej reformy i wciąż byliby w zgodzie z wytycznymi kalendarza AD. Królowa Elżbieta dobrze to rozumiała, czego dowodem jest jej list do Johna, z kwietnia 1583, gdzie zapewnia go że „Quod defertur non aufertur” (Co jest odroczone, nie będzie odrzucone!).

Dowodu nie znajdziemy w niekończących się dysputach naukowców nad znaczeniem tych poetyckich wersów, ale w konkretnych działaniach podjętych przez Dee, sir Waltera Ralegha oraz królową Elżbietę… w celu zaimplementowania Planu.


… Dee był mocno zaangażowany w tajne stowarzyszenie znane jako „szkoła nocy”, o którym wiemy bardzo niewiele. Do jej członków na pewno należeli Dee, Ralegh, sir Francis Bacon i dość enigmatyczna postać lord Fernando Strange, diuk (earl) Derby. Zazwyczaj spotykali się w posiadłości Stranga i byli podejrzliwie traktowani przez przywódców religijnych swoich czasów, ze względu na ich bliskie relacje z królową Elżbietą.

Nietrudnym jest wywnioskować co mogło być tematem tych spotkań… Bacon napisał nawet „nowelę”, opublikowaną pośmiertnie w roku 1626, zatytułowaną prowokacyjnie „Nowa Atlantyda.” Czyta się ją jak przewodnik po tym czego ci ludzie nauczyli się przez lata na temat starożytnych szkół tajemnic Egiptu. Historia opowiada o załodze rozbitków lądujących na „tajemniczym wybrzeżu” Nowego Świata, których witają a później nauczają „miły i mądry starzec” oraz jego słudzy. Jest on ambasadorem tego co później określa się tam ważnym (i sekretnym) stowarzyszeniem Nowego Świata. Podczas swojego pobytu wyjawia się im wiele sekretów. Znajdujemy tam niedwuznaczne odniesienia do „towarzystwa Domu Salomana” (oczywista aluzja do masonerii – która sama w swoich tradycjach określa się jako Świątynia Salomona) oraz egipskie oświadczenie że towarzystwo te jest „okiem tego królestwa” (Horus). Książka zawiera również informacje o „zbliżającej się Apokalipsie” oraz potwierdza że Ameryka jest Atlantydą. Opisuje historie wielkiej i technologicznie zaawansowanej cywilizacji zniszczonej przez pradawną katastrofę…

Nie można w bardziej oczywisty sposób wykazać że książka mówi o misternym planie stworzenia Zjednoczonych Stanów Ameryki. Bacon widział egalitarną utopię wyrastającą na ziemi Nowego Świata, opartą na hermetycznych prawach naturalnych, zarządzaną po cichu przez światłe tajne stowarzyszenie. Dee, Bacon, Ralegh oraz ich wspólnicy wykazali swoimi późniejszymi działaniami że chcą stworzyć tą utopię w brytyjskich koloniach Ameryki Północnej, gdy zasiewali nasiona tego samego stowarzyszenia które jak mieli nadzieję poprowadzi dalej ludzi „Nowej Atlantydy”. Aby tego dokonać, trzeba było najpierw postawić tam swoją stopę.

Gdy Dee zdekodował kalendarz Anno-Domini, potwierdził to co Szkoła Nocy podejrzewała już wcześniej – czyli że Ameryka była tym specjalnym miejscem o których opowiadały pradawne legendy. Natychmiast po tym jak opublikowano pracę Dee na temat kalendarza, on sam oraz Ralegh rozpoczęli to co było niezbędne dla Anglii (oraz dla ich tajnego stowarzyszenia) dla skolonizowania Ameryki. W kwietniu 1585, po prawie trzech latach przygotowań, pierwsza poważna angielska ekspedycja została wysłana pod przewodnictwem Johna White oraz Thomasa Harriota. Harriot, uczeń Dee oraz bliski przyjaciel Ralegha, znał już znaczenie południka 77 stopnia oraz 33-letniego cyklu kalendarzowego. Cassidy odkrył w zapiskach Harriota liczne odniesienia do kalendarza AD.

 


Simon Cassidy

(tłumaczenie: Przykład dwóch z wielu zapisków odręcznych Harriota, zaczerpniętych z jego manuskryptów, pokazujących jego zaufanie do 33-letniego cyklu kalendarzowego.)

 


Simon Cassidy

(Przyklad 6: Tabela autorstwa Harriota, zawierająca wczesne lata kalendarza Juliusza Cezara oraz teorie oficjalnych lat przestępnych. Czy rok 4 A.D. był rokiem przestępnym?)

 

Jeśli macie jakieś wątpliwośći co do tezy iż lokalizacja „najważniejszego południka” nowego cyklu 33-letniego była ważną sprawą dla pierwszych angielskich kolonistów, powinniście tylko sprawdzić gdzie dokładnie zeszli na ląd aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Miejsce zejścia na ląd, Roanoke Island w Virginii, było idealnym miejscem dla Whita i Harriota pod dalsze badanie lądu i gwiazd (pamiętajmy że w momencie wylądowania nie wiedzieli czy są dokładnie na 77 stopniu dług. Geograficznej zachodniej, wiedzieli tylko że są blisko) i wg Cassidiego prawidłowa lokalizacja południka została zaznaczona na mapie którą White przywiózł z powrotem.

Nie wszystko poszło gładko. Pierwsza kolonia nie przetrwała, podobnie jak druga w 1587. W roku 1588 Anglia miała już inne zmartwienia, gdy hiszpańska Armada wyruszyła aby ją podbić. Wg podań to Johnowi Dee przypisuje się rzucenie „hexu” (czaru) na Armadę i sprowadzenie złej pogody która przyczyniła się do porażki Armady bardziej niż cokolwiek co zrobiła angielska marynarka. Tak duża sława ciągnęła się wtedy za Dee.

Gdy Anglia straciła chwilowo zainteresowanie Nową Atlantydą, Dee oraz Szkoła Nocy zajęła się tworzeniem nowego ruchu, który miał być w ich zamyśle gwiazdą przewodnią ich nowego świata. Różokrzyżowcy, lub „Bractwo Różanego Krzyża”, byli paramasońską grupą której korzenie wywodzą się z opisywanych wcześniej spotkań i dyskusji (przynajmniej jedna z nich odbyła się w niemieckim Luneburgu w roku 1586, gdy Dee był za granicą). Bractwo oficjalnie wiązało swoje pochodzenie ze starożytnymi misteriami egipskimi Izydy i Ozyrysa (Syriusza i Oriona), rozszerzyło też swoje wpływy na elity rządzące Europą w nadchodzących latach.

Ostatecznie wszystkie ich plany zostały powstrzymane. Elżbieta zmarła w roku 1603 i została zastąpiona przez króla Jakuba I Szkockiego [Stuarta]. Król Jakub był pierwszym królem otwarcie Szkockiego Rytu Masonerii i szybko uwięził Dee, Ralegha i Bacona. Masoni postrzegali Dee oraz Szkołę Nocy jako rywali w dążeniach do rządzenia Nową Atlantydą i dlatego wypadli z łask (alternatywną wersją dla teorii autora artykułu jest to, że Jakub nie był masonem i zwrócił się przeciw Baconowi i Dee dlatego że byli, po prostu, bezbożnymi okultystami – przyp. Tłum). Pomimo to Jakub i masoni musieli rozumieć znaczenie 33-letniego cyklu, ponieważ pośpiesznie wysłali kolonistów do Jamestown, osady założonej dokładnie na 77 stopniu.

Dziwne że Dee i Kelly opuścili wyspy brytyjskie tuż po tym, jak Dee dostarczył swój traktat o kalendarzu królowej Elżbiecie i wyruszyli do Europy wschodniej. Krążyli pomiędzy dworami królewskimi korzystając z protekcji różnych królów i cesarza. Kelly zyskał na tym całkiem sporo, Dee nie do końca. Dee opuścił Anglię pod koniec 1583 roku, wyruszając do Polski i Czech (do terytorium które stanie się później częścią Niemiec) na zaproszenie polskiego szlachcica Olbrachta Łaskiego. Łaski w tajemniczy sposób pojawił się w Anglii, rozpytując o działalność medium Kellyego i Dee, oraz o inne ich praktyki okultystyczne…

Najprawdopodobniej zajmowali się oni przekazywaniem wiedzy o CZYMŚ na wspomnianych dworach. Odkryliśmy że byli w tym bardzo skuteczni.


Niedługo po powrocie Dee do Anglii w 1589, młody student prawa Johann Bayer (1572-1625) wniósł swoją kontrybucję w dziedzinę astronomii, która z całą pewnością musiała być zainspirowana „sekretną wiedzą” którą Dee rozpowszechniał w głębi kontynentu. Bayer był Bawarskim astronomem „amatorem”, który jako pierwszy zaczął nazywać gwiazdy przypisując je do konstelacji i przydzielając im greckie litery (alpha, beta, gamma, delta, itd.), w kolejności od najjaśniejszych do świecących najsłabiej. Jego praca „Uranometria” (wydana w 1603) nie tylko ustanowiła nowe standardy w mapowaniu gwiazd, ale stworzyła również nowe konstelacje… jedna z nich odegrała ważną rolę w ujawnieniu tajemnicy którą wam teraz prezentujemy.

 

 

Bayer dosłownie wyrwał nową konstelację z gwiazdozbioru Wielkiego Psa. To właśnie w Wielkim Psie zawarty jest kluczowy gwiezdny gracz tego millenijnego szaleństwa które opisywaliśmy – Syriusz. Nowa konstelacja Bayera leży dokładnie na meridianie/linii łączącej ją z Orionem, a jest to związek który wg nas stanowi zapowiedź jakichś przyszłych wydarzeń. Nazwał ta konstelację „Kolumbą,” inspirując się zapewne „gołębiem wysłanym z Arki Noego w celu poszukiwania suchego lądu.” Musieliśmy rozgryźć tą historię i mitologię stojącą za gwiazdozbiorem, oraz sprawdzić czy istnieją jakieś powiązania między nią a Nową Atlantydą poszukiwaną przez Dee i Bacona.

Wg Allena („Star Names: Their Lore and Meaning (Nazwy Gwiazd: Ich wiedza i znaczenie”):

„[Kolumba] została wydzielona z południowo-zachodniej część Wielkiego Psa, znajduje się blisko Statku [Argo] – Arki Noego – dlatego była postrzegana jako wylatujący z niej Gołąb.”

Cytat z Ks. Rodzaju:

I stało się po skończeniu czterdziestu dni, otworzył Noe okno korabia, które był uczynił. (7) I wypuścił kruka, który tam i sam latając, zasię się wracał, aż oschły wody na ziemi. (8) Potem wypuścił gołębicę od siebie, aby obaczył, jeźli opadły wody z wierzchu ziemi. (9) Ale nie znalazłszy gołębica odpocznienia stopie nogi swojej, wróciła się do niego do korabia; jeszcze bowiem wody były po wszystkiej ziemi; i wyciągnąwszy rękę swoję, wziął ją, i wniósł ją do siebie do korabia. (10) A poczekawszy jeszcze drugie siedem dni, po wtóre wypuścił gołębicę z korabia. (11) I wróciła do niego gołębica pod wieczór; a oto, różdżka oliwy urwana w uściech jej; a tak poznał Noe, że opadły wody z wierzchu ziemi. (12) I czekał jeszcze drugie siedem dni, i wypuścił gołębicę, która się więcej nie wróciła do niego. (Genesis 8:6-12)

Dlaczego autorzy Ks. Rodzaju pisali o głównej roli jaką spełnił tam gołąb? Ponieważ (teza Petera Tompkinas, i/lub Templa) gołąb był „narzędziem geodezyjnym” używanym w „primitywnej” geodezji. Gołąb to kapłański kod dla pomiaru odległości. Gołębie w historii Noego wyrażają potrzebę wyliczenia dokładnej odległości… tuż po ogromnej katastrofie wodnej.

Robert Temple, autor wspomnianego wcześniej „Sirius Mystery„, wyjaśnił tam [swoją teorię] o głębszym powiązaniu między [konstelacją] Argo (Arką) a Syriuszem… Najciekawszy jest jego wywód o utajonym związku między prawdziwą naturą towarzysza Syriusza, Syriusza B – niezwykłego białego karła – a mało znaną gwiazdą w tej samej konstelacji Wielkiego Psa, zwaną przez Arabów „Al Wazn” — „Ciężar” – nazwanej tak (wg opinii najważniejszego eksperta w dziedzinie arabskiej astronomii) ponieważ „… gwiazda sprawia wrażenie jakby z trudem wznosiła się nad horyzont”. Arabski ekspert, Ideler, powiedział że jest to „zdumiewająca nazwa dla gwiazdy”.

Temple odnosił się do tej nomenklatury, związanej z widzialną gwiazdą w Wielkim Psie, pisząc o antycznej, zdegenerowanej „tajemnej wiedzy” mówiącej o istnieniu Syriusza B – super gęstego (lecz niewidzialnego dla ludzkiego oka) białego karła orbitującego w systemie Syriusza. Temple nie wiedział (lub uznał że jest to nieistotne i dlatego o tym nie wspomniał) że w czasie gdy Bayer podkradł niektóre gwiazdy z Wielkiego Psa aby skomponować nowy gwiazdozbiór Kolumbę w roku 1603 – jedną z kluczowych jej gwiazd została właśnie „Al Wazn” … „Ciężar!” Ta sama gwiazda którą 400 lat później Temple identyfikował z „tajemnicą”, zdegenerowaną wiedzą o systemie Syriusza…

Istnieje więc niezaprzeczalny związek między „systemem Syriusza” znanym z legend Dogonów oraz mitów o Wielkim Psie … oraz „nową” konstelacją Gołębicy. (…)

Temple pisał o innych wariantach tej hebrajskiej opowieści krążących po Bliskim Wschodzie, w tym „egipskiej legendzie [nieznanej poza rewelacjami Allena] o arce która uratowała Izydę i Ozyrysa przed Potopem…”. Opierając się teraz na tezach ważnego historyka zajmujacego się starożytnymi mitami, późnej pracy Livo Stechiniego (w dodatku do Tompkinsa: „Secrets of the Great Pyramid”), „gołębie” z historii Noego mają odpowiednik w klasycznym „egipskim glifie oznaczającym układ południków i równoleżników”.

Owa „sekretna” kreacja nowej konstelacji Gołębia w roku 1603, złożonej z części gwiazd Canis Major, oraz jej związki z Argo i całym systemem Syriusza… to wszystko nie był przypadek. W zaszyfrowany sposób zaznaczono [dla wtajemniczonych] fakt transpozycji koncepcji egipskich „niebiańskich południków i równoleżników” na mapę nieba!

 

Linia czerwona, południk przechodzący przez piramidę w Gizie – 21 grudnia 1999 r. (godzina 00:00)

Linia niebieska, południk przechodzący przez piramidę w Gizie– 1 stycznia 2000 r. (godzina 00:00)

 

Jak myślicie, dlaczego zaraz po WIELKIEJ zmianie kalendarza dokonanej w XVI wieku, ktoś chciałby umieścić na niebie widzialny (wzorowany na egipskiej tradycji) znak odnoszący się do „niebiańskich południków i równoleżników”? Jest to widoczny znacznik na niebie (widoczny dla rozumiejących jego znaczenie) wyznaczający położenie ważnej „płaszczyzny osi Ziemi” pod koniec XX wieku… gdy Syriusz przechodził przez południk o północy 1 stycznia 2000.

Jak wykazali w książce „Uriel’s Machine” Knight i Lomas, w VI wieku n.e. żył mnich który przeniósł tradycyjny Kościół z Irlandii do Szkocji. Uczestniczył w przewozie „świętego kamienia” który miał pochodzić z Ziemi Świętej (a może jednak ze starożytnego Egiptu?) używanego później podczas wszystkich szkockich (a później angielskich) koronacji. Aha… imię tego mnicha?

„Columba!”

Dlaczego nazywali go „Columba?” Dlaczego Ojcowie Założyciele (głównie masoni – pochodzący z nowej ojczyzny Columby, czyli Szkocji!) Stanów Zjednoczonych nazwali stworzoną przez siebie Nową Republikę – Kolumbią?! Oficjalna wersja twierdzi że ma to związek z Krzysztofem Kolumbem – „odkrywcą” Ameryki i Nowego Świata, mimo faktu że Kolumb nie odkrył, a jedynie znalazł „zaginioną Atlantydę” o której istnieniu najwięksi uczeni jego czasów i tak już wiedzieli. Wzmianki o niej znajdowano chociażby w jednym manuskrypcie, „bestsellerze” w czasach Kolumba (nawet królowa Izabela, podobno, posiadała jego kopię!): niezwykłej historii innego irlandzkiego mnicha – św. Brendana, nawigatora, żyjącego w tym samym czasie co Columba, również odbywającego (zastanawiające) pielgrzymkę do Szkocji.

Wg narracji Brendana, na tysiąc lat przed rokiem 1492, Brendan oraz czternastu innych mnichów mieli pożeglować na zachód w delikatnej, obłożonej skórami łodzi, z zamysłem odnalezienia opiewanego w legendach „obiecanego lądu”. Większość z podróżników, w tym Brendan, powrócili do Irlandii siedem lat później, opowiadając niezwykłe historie, między innymi o wielorybach i górach lodowych widzianych po drodze.

Czy to możliwe że mieliśmy do czynienia z prawdziwą VI-wieczną „ekspedycją irlandzką” do Nowego Świata, czy może jest to tylko sprytny sposób na przekazanie dalej następnym pokoleniom „sekretnej” wiedzy gaelickiej o „ziemi obiecanej”?… Być może nigdy się już tego nie dowiemy.

Wiemy natomiast, o czym rzadko się wspomina, że Kolumb wziął ze sobą jednego irlandzkiego marynarza. Szczegół że chciał posiadać na pokladzie czlowieka dobrze znającego historię podróży św. Brendana – a być może po prostu kolejna symboliczna i zaszyfrowana wiadomość związana ze spekulacjami o istnieniu i prawdziwym znaczeniu Nowego Świata … Ziemi Obiecanej św. Brendana?

W świetle tych wszystkich symbolicznych wskazówek jesteśmy skłonni uznać że nawet sama postać Krzysztofa Kolumba była tylko starannie zaplanowanym oszustwem- w końcu nie mamy pewności nawet co do prawdziwego pochodzenia jego obecnie legendarnego nazwiska. Wybór na szefa ekspedycji człowieka o nazwisku Kolumb (Columba?) był bardzo znaczący, niczym kolejny sekretny kod mający przypominać nielicznym wybrańcom o tej antycznej wiedzy geodezyjnej o Nowym Świecie, oraz jego kluczowej roli w nadchodzącym „Nowym Potopie”.

Ameryka: ostateczna wskazówka „Columby” w gwiezdnym zegarze której znaczenie można pojąć tylko z perspektywy tego unikalnego Nowego Świata… gdy czas się wypełni… ponownie.

Nagłe astronomiczne pojawienie się gołębia Columby na mapie nieba około 1603 (pamiętajmy o zainteresowaniach Johna Dee- nawigacji, utworzeniu kolonii w Nowym Świecie, sekretnym kalendarzu i cyklach 33-letnich, odnalezieniu i wytyczeniu Boskiego Południka…) było związane z potrzebą wyznaczenia dokładnego położenia „Boskiego południka” na nowym lądzie w celu PRZEWIDZENIA następnej wielkiej katastrofy… stąd tak złożony symbolizm wypuszczonego Gołębia. Właśnie w taki sposób można używać konstelacji Gołębia dzisiaj… niczym zegarka, położonego „na południe” od Oriona, wyznaczającego (razem z Syriuszem) ile zostało nam czasu, oraz skąd (z USA) możemy się tego spodziewać… zanim historia podobna do tej Noego powtórzy się.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s