JohnDeeElizabethI

Świt Ery Horusa… czyli już czas (część 3)

 

Michael Bara, Richard C. Hoagland (enterprisemission.com), tł. Radtrap (od części nr 3 oryginalnej serii)

Podczas omawiania decyzji Kościoła o zignorowaniu przez niego 33-letniego cyklu Na’amata Allaha (z powtarzającym się co 8 lat rokiem przestępnym), Cassidy i Steele podkreślili zdolność tego kalendarza do dokładnego wyznaczenia południka „prawdziwej równonocy” na Ziemi. Jak już wiemy system Claviusa umieszcza równonoc na przestrzeni 53-godzinnego okresu czasu, jednak nie ma wtedy na Ziemi miejsca, w którym można zaobserwować prawdziwą równonoc, od północy do północy. W systemie Allaha równonoc, zawarta ściśle w okresie 24 godzin, musi znajdować się pomiędzy dwiema sąsiednimi datami kalendarzowymi. Dla przykładu w angielskim Greenwich [w roku 2000], równonoc wypada o 5:08 rano 21 marca, i trwa do 5:08 rano 22 marca.

Gdyby zastosować prawidłową 11-dniową korektę kalendarza, w systemie Allaha równonoc wypadałaby zawsze między północą a północą dnia następnego, jednak tylko na terenie wąskiego pasa specyficznej długości geograficznej. Wzdłuż tego południka, równonoc zawsze przypadałaby w dniu 21 marca. Tym samym południk ten byłby jedynym miejscem na Ziemi w którym Edykt Nicejski – przez dosłownie tysiące lat – mógłby pozostać astronomicznie dokładny. Mógłby być nawet postrzegany jako „południk Boga” przez wszystkie Kościoły uznające Sobór Nicejski.

Tym południkiem jest zachodni 77°.

 


Grafika autorstwa Simona Cassidy

 

Sprawni obserwatorzy mogą zauważyć że południk ten przechodzi przez stolicę Stanów Zjednoczonych, Waszyngton D.C. W Waszyngtonie jest nawet Wzgórze Południkowe („meridian hill”) przez które przechodzi południk 77° zachodni, stworzone przez architekta miasta, Pierra Charles L’Enfante.

Jest to również południk na którym powstały pierwsze osady angielskich kolonistów w Ameryce Północnej. Nie uważamy tego za przypadek… i nie jesteśmy w tej opinii osamotnieni.

Cassidy i Steele są przekonani że Anglicy nie przybyli do Ameryki z oficjalnie znanych powodów, lecz po to by przejąć część „Boskiego południka„. Jak zobaczymy niedługo powody te nie były wcale „chrześcijańskie” a miały raczej dużo wspólnego z chaosem który widzimy obecnie na Florydzie, oraz z tym co zobaczymy w przyszłości w przestworzach…

 

 

Dla każdego chrześcijanina ten kawałek ziemi mógł rzeczywiście wyglądać jako coś „świętego”. Jako jedyne miejsce na świecie w którym można zaobserwować prawdziwą równonoc, posiadacze tej parceli mogli uznawać się za właścicieli czegoś w rodzaju „Ziemi Obiecanej”. W czasach papieża Grzegorza ten kawałek ziemi w Nowym Świecie należał do Hiszpanów. To oznaczało że „Boży południk” był pod kontrolą katolików, a nie protestantów. Cassidy i Steele stwierdzili że powodem dla nie przyjęcia kalendarza Allaha opartego na 33-letniej długości „Życia Chrystusa”, była obawa Watykanu że Anglicy poznają symboliczne znaczenie tej unikalnej część świata. Twierdzili również że gdy Anglicy w końcu ten sekret odkryli (po zapoznaniu się z propozycją reform Watykanu z roku 1582), królowa Elżbieta I (oraz jej następca król Jakub I), rozpoczęli sekretną kampanię na rzecz przejęcia kontroli nad tym południkiem w Nowym Świecie i odebrania go z rąk tych, którzy rościli sobie do niego prawa od początku. Gdyby tak było, trzeba przyznać że cokolwiek dziwne geograficzne i historyczne decyzje które zostały podjęte na rzecz umieszczenia wczesnych angielskich osadników właśnie w tym rejonie, nagle zaczynają wydawać się sensowne. Jak ujął to Steele:

Jeśli spojrzysz na tereny przez które przechodzi południk, zauważysz że ok. roku 1580 południowe rejony (Karaiby, Peru itd.) znajdowały się pod hiszpańską, czyli katolicką, kontrolą. Aby przejąć część Boskiego Południka i założyć Nowy Albion, co pozwoliłoby im przedstawić rywalizujący kalendarz – ang. Perfect Christian Calendar — oraz przeciągnąć inne chrześcijańskie kraje na stronę protestantów. Anglia wysłała liczne ekspedycje których znaczenie zostało źle zinterpretowane przez historyków w latach późniejszych. W latach 1584-90 tzw. Zaginiona Kolonia została wysłana na Roanoke Island, co było dziwnym wyborem jeśli myślimy o rozpoczęciu kolonizacji, a jednocześnie wyśmienitym miejscem pod kątem obserwacji astronomicznych i dokladnego ustalenia parametrów południka, oraz tego jak daleko w głąb lądu powinien sięgać Nowy Albion. Podobnie w roku 1607 wybór Jamestown Island wydawał się bardzo zły z punktu widzenia osadników – przecież lepiej było zacząć od zatoki Chesapeake, z dala od zagrożenia ze strony wojowniczych Algonkinów dowodzonych przez ojca Pocahontas, Powhatana – lecz pozwalał on na szybkie przejęcie części Bożego Południka. Od tego miejsca ziemie Anglików rozrastały się, stara Wirginia była coraz większa, a do Nowej Anglii przybywały kolejne partie kolonistów. Nowy Amsterdam został wykupiony od Holendrów. Kolejne zajmowane obszary nie odwzorowują oryginalnych celów Anglików przybywających na wyspy Roanoke i Jamestown, podobnie jak w przypadku wieży Eiffela którą zbudowano aby umieścić na niej szereg anten radiowych, po których dzisiaj nie ma już śladu.

Ich teoria ma pewien sens, jednak ignorują przy tym oczywiste fakty: jeśli Kościół katolicki znał znaczenie południka 77° , musiał wiedzieć że Anglicy też je znają, gdy tylko doszły ich wieści o pierwszych angielskich osadnikach na wspomnianych terenach. Dlaczego nie wyszli problemom naprzeciw i nie przyjęli lepszego kalendarza opartego na cyklach 33-letnich? Dlaczego Anglicy nigdy nie wyszli z propozycją wspomnianego „perfekcyjnego kalendarza chrześcijańskiego”? Co mogli zyskać z punktu widzenia „chrześcijan” (czy też protestantów) nie demaskując podstępu Grzegorza?

Nic. I w tym leży problem.

Mamy inne wytłumaczenie tej sytuacji… powód dla którego 33-letni system kalendarzowy był nieustannie ukrywany przed ludźmi (przez obie strony) przez następnych 400 lat.

A Ty jak myślisz?

Aby zrozumieć motywy działań obu stron, trzeba poznać bliżej kluczową postać stojącą za angielską decyzją poszukiwania świętego południka w Nowym Świecie, Dr. Johna Dee.

Dee był naukowcem, matematykiem i jednym z największych geniuszy swoich czasów. Wśród jego wielu osiągnięć można wyróźnić dzieła matematyczne konkurujące z pracami innych współczesnych mu naukowców w rodzaju Kopernika. Jego „Matematyczna Przedmowa do Geometrii Euklidesa została napisana po angielsku, a nie w tradycyjnej akademickiej łacinie, tak aby mogła być zrozumiana przez zwykłego człowieka. Historycy stawiają go na równi z osobą Francisa Bacona i jego XVII-wiecznego Advancement In Learning (Postępu w Nauce). „Matematyczna Przedmowa” Dee była pierwszym traktatem w historii bezpośrednio skierowanym do wszystkich ludzi określanych „niekłamanymi miłośnikami prawdy”, w celu promocji świata nauki dla wszystkich.

Był również jednym z ojców Imperium Brytyjskiego, ponieważ to on właśnie wystosował prawne roszczenia do terytoriów kolonialnych w imieniu królowej Elżbiety. Zastosował również geometrie Euklidesa w nawigacji morskiej, tworząc szereg książek o tematyce nawigacyjnej, gdzie rozrysował wykresy używane później przez nawigatorów, a także zaprojektował przyrządy dla załogi statków, potrzebne do zastosowania metod które rozwinął. Stworzył wielką bibliotekę liczącą ponad 4 tysiące książek, traktujących o wszystkim od starożytnych religii aż po współczesną mu naukę.

Oczywiście, podobnie jak Cezar przed nim, był on również mistykiem, deistą (człowiekiem wierzącym nie przypisanym do żadnej konkretnej religii) oraz nadwornym astrologiem królowej Elżbiety I oraz jej siostry. Dee rozpoczął pracę u Elżbiety w czasach rządów jej katolickiej siostry (Krwawej) Marry, dostarczając horoskopów dla obu pań. Mary uwięziła go za uprawianie magii, lecz po jej śmierci Elżbieta uczyniła go swoim doradcą. Dee wykorzystał swoje talenty astrologa dla ustalenia daty koronacji Elżbiety, był również bliskim przyjacielem Francisa Walsinghama, szefa sekretnej policji Elżbiety. Walsingham wykorzystywał Johna Dee w wielu zagranicznych misjach, w których działał jako tajny agent Anglii. Działając w tej roli, zawsze podpisywał swoją korespondencję do królowej jako „007,” tym samym stając się modelem dla agenta Jamesa Bonda stworzonego później przez Iana Fleminga. Dee znał się również dobrze z Williamem Szekspirem, który najprawdopodobniej wzorował się na Johnie i jego skomplikowanym żywocie , tworząc postaci „króla Lira” i „Prospero” (z „Burzy”).

Ten drugi, człowiek zafascynowany a później w pełni kontrolowany przez magię, jest zapewne modelem najbardziej adekwatnym. Podczas gdy Dee postrzegał siebie jako człowieka bogobojnego oraz jednego z największych naukowców swoich czasów, to właśnie jego zapędy w poznaniu wiedzy tajemnej nakreśliły ostatecznie jego obraz dla potomnych. Jeden z biografów Johna Dee opisał go jako „wielkiego angielskiego maga Elżbiety”.

Ten opis jest bardzo ważny, ze względu na rolę jako pełnili „magi” (od których pochodzi termin „magus”) w wydarzeniach historycznych opisywanych przez nas wcześniej: narodzinach i śmierci… i ponownych narodzinach Chrystusa, na podstawie których oparto nasz zachodni kalendarz i ostatnie (podobno ostatnie) 2000 lat. Wg Adriana Gilberta , autora „ Signs in the Sky (Znaków na Niebie)”, magi byli członkami tajemnej reguły kapłańskiej wyedukowanej w egipskich „tajemnicach Oriona”, którzy zdołali odnaleźć miejsce narodzin Chrystusa. Mieli być „trzema królami ze wschodu” (Orientu/Oriona) o których czytamy w Ewangelii Mateusza. Wg Gilberta postrzegali oni Jezusa jako kogoś w rodzaju „króla Horusa” (jest to pogląd znany w New Age, wywodzący się pośrednio z gnostycyzmu, tym samym jest to pogląd młodszy, a nie starszy od chrześcijaństwa, jak chcieliby tego współcześni New Agowcy pokroju Gilberta – przyp. Tłum). Możliwym jest że Dee był powiązany w taką grupą, biorąc pod uwagę że miał w swojej rodzinie szlachecką krew, zaś magi byli kapłanami dziedzicznymi. Jeśli magi rzeczywiście byli tymi „królami z Oriona”, a Dee postrzegał siebie jako jednego z nich, wtedy jego poczucie lojalności musiało sięgać znacznie dalej niż do czasów współczesnych mu Kościołów chrześcijańskich. Takowa konkluzja wydaje się być nawet bardziej oczywista gdy zrozumiemy w jakie magiczne rytuały Dee był zaangażowany.

Dee praktykował „hermetyczny gnostycyzm”, była to szkoła oparta na starożytnych, przedchrześcijańskich naukach legendarnego greckiego boga Hermesa. Hermes był zwykłą kopią starszego egipskiego bóstwa wiedzy i języka, Totha. W tym sensie cały „hermetyczny gnostycyzm” można postrzegać jako kult nauk Thota. Wg mitów egipskich, Toth był jednym z bogów którzy zeszli na ziemię, razem z Izydą i Ozyrysem, aby przynieść owoce wiedzy, cywilizacji i nauki dla ludu egipskiego. Ten triumwirat bogów był kluczem dla tego co przekształciło się w wielką cywilizację egipską, zaś Toth miał być tym który zarządził budowę piramid w Gizie.

Dee był uczonym który w swoich duchowych podróżach zgłębił antyczną szkołę tajemnic Egiptu. W roku 1581, korzystając ze swojej wiedzy o tych starożytnych praktykach, rozpoczął działania w celu wejścia w kontakt z „istotami wyższymi”. Jego kanałem został w tym czasie sir Edward Kelly, samouk i wagabunda, dobrze znany na angielskim dworze.


Sir Edward Kelly

Skupili się oni na poznaniu wiedzy Księgi Henocha, podobno „zaginionej księgi Biblii”, mającej zawierać prawdę o egzystencji człowieka, życiu pośmiertnym i jego przyszłości na Ziemi. Henoch jest dość tajemniczą postacią we współczesnej, tradycyjnej Biblii, gdzie jest siódmy w linii po Adamie (tetrahedralna symetria?). Henoch był w pewnym sensie wyjątkowy, określano go nieśmiertelnym ponieważ Bóg zabrał go do Niebios przed jego śmiercią, po 365 latach spędzonych na Ziemi (symboliczne odniesienie Henocha do roku kalendarzowego). W książce Knighta i Lomasa autorzy ci twierdzili że Henoch jest również centralną figurą w wielu masońskich legendach, gdzie opisuje się go jako twórcę dwóch filarów masońskiej tradycji, mających chronić w sobie przedpotopową wiedzę z Atlantydy.

 

66772_2

„Advancement In Learning” Bacona

 

Dee i Kelly odnieśli sukces w swojej pracy, kontaktując się z „aniołem” imieniem Uriel. Uriel zapoznał ich ze skomplikowanym alfabetem języka anielskiego, a następnie podyktował Kellemu całą Księgę Henocha w tym języku (jakąkolwiek wersję Księgi Henocha spisali Kelly i Dee, sama Księga jest znacznie starsza a jej zwoje znajdowano razem ze zwojami biblijnymi, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, tak jak w przypadku zbioru papirusów Chestera Beattty, zawierajacych zwoje biblijne, fragmenty Księgi Henocha i prace wczesnochrześcijańskie w rodzaju Homilli Melitona z Sardes – patrz https://en.wikipedia.org/wiki/Chester_Beatty_Papyri#Apocrypha_manuscript – przyp. Tłum). Dee z kolei zapisał wszystko co Uriel przekazał im obu, w tym różne zaklęcia i inktanacje które stworzyły szkołę magii znaną jako „enochiańską”. Fragmenty apokryficznej Księgi Henocha przywieziono do Europy z Etiopii w XVIII wieku, znaleziono je również pośród zwojów znad Morza Martwego w 1947. Wersja Dee wydaje się być identyczna z tymi znalezionymi później i wspiera wersję hermetycznej tradycji utrzymującej że Dee rzeczywiście skontaktował się z wyższymi duchowo istotami. Z drugiej jednak strony, pamiętając o jego obszernej bibliotece zawierającej wiele rzadkich ksiąg, oraz wielkiej znajomości antycznej egipskiej wiedzy (co wykażemy później), trzeba też wziąć pod uwagę możliwość że Dee wziął te informacje ze swoich sekretnych zbiorów.

(…) Dee miał wielki wpływ na późniejszych okultystów, w rodzaju Aliestera Crowleay. Czytelnicy mogą być zszokowani faktem że zarówno Dee jak i Crowley mieli duży wpływ na założycieli projektu NASA, laboratorium silników propulsyjnych. Historia ta, zadziwiająca sama w sobie, pozwala zrozumieć współcześnie znane „kosmiczne rytuały” autorstwa NASA, które omówimy w innym miejscu. Starczy powiedzieć, że mistyczne poszukiwania Dee wykraczają daleko poza granice elżbietańskiej Anglii… rzucają one w rzeczy samej potężny cień również na nasze czasy.

 

4 comments on “Świt Ery Horusa… czyli już czas (część 3)

  1. Kraków to chyba najniezwyklejsze pod względem geograficznym miasto Polski. To tu przecina się południk 20 stopni wschód i równoleznik 50 stopni północ i jest to jedno z trzech(!) takich miejskich przecięć na Ziemi (obok Nowego Orleanu i Sankt Petersburga). Poza tym przez Wawel przechodzi południk Krzyża na Giewoncie, a przez dzielnice Czyżyny i Prokocim przebiega południk Przylądka Igielnego. Ciekawostką jest też fakt, że pomnik Kościuszki na Wawelu i Kopiec Kościuszki leżą dokładnie na tym samym równoleżniku

    • Najważniejsze wizje Johna Dee, podczas których spisał „tablice enochiańskie”, miały miejsce w Krakowie, na Wawelu, gdzie gościny udzielił mu polski król. Zapomniałeś dodać że znajduje się tam jedyny czakram Ziemi w Europie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s