coins_1

Świt Ery Horusa… czyli już czas (część 2)

 

Michael Bara, Richard C. Hoagland (enterprisemission.com), tł. Radtrap (od części nr 3 oryginalnej serii)

 

Rzeczy nie uległy zmianie aż do soboru nicejskiego w 325. Wtedy to pogański cesarz Konstantyn uczynił rzymski Kościół katolicki oficjalną religią państwową Imperium rzymskiego i przetransferował tytuł „Pontifex Maximus,” pogański autorytet, do Kościoła. W miarę jak imperium się kurczyło, Kościół się rozszerzał, i wygląda na to że jakikolwiek sekret odkrył Cezar, był on trzymany w tajemnicy przez władze Watykanu. Jedną z ważniejszych rzeczy ustalonych w Nicei było to, że równonoc wiosenna będzie wypadać 21 marca, tym samym ustanawiając datę Wielkanocy przy użyciu daty równonocy.

Tak trwało aż do 527 n.e. gdy Dionizus Exiguus stworzył tzw „erę chrześcijańską”, termin roku panskiego. Odrzucił juliańską tradycję datowania od 4713 p.n.e. i ustanowił system datowania AD (anno domini) i AC (ante christum), naszej ery i przed naszej ery. W tym celu, ustalił datę zarówno zmartwychwstania jak i narodzin Chrystusa (25 marca i 25 grudnia. 26 grudnia był dniem narodzin Ozyrysa)…

Większość chrześcijańskich badaczy wierzy że rokiem narodzin Chrystusa był w rzeczywistości 7 rok p.n.e. i że Dionizus dobrze o tym wiedział. Jeśli tak, to dlaczego ustalił 1 n.e. początkiem naszej ery, zamiast użyć prawdziwego roku narodzin Chrystusa?

Ponieważ nie był wcale zainteresowany „chrześcijańską erą”.

Dionizus pracował z i był pod dużym wpływem „aleksandryjskich Greków”, uczonych z Grecji kształconych pod okiem egipskich mistrzów w Aleksandrii. Owi starożytni Grecy wiedzieli o tzw cyklu Feniksa, znanym ze staroegipskich legend o ptaku Bennu który powstaje z popiołów co każde 500 lat. (Egipski rok składał się z 12 miesięcy, 30 dni każdy, plus 5 dodatkowych dni – każdy miesiąc dzielony był na 3 dekany po 10 dni każdy, zapowiadanych wschodami gwiazd w rodzaju Syriusza). Wcześni egipscy mistycy chrześcijańscy, zgromadzeni wokół św. Marka [autor daje tutaj niestety wiarę gnostyckiej propagandzie, znanej minimum od czasów Walentyniana – przyp. Tłum], połączyli siły z Grekami z Aleksandrii w celu stworzenia kalendarza który skoordynowany byłby z egipskim Cyklem Feniksa… To właśnie tego systemu kalendarzowego użyto gdy Dionizus zaprowadził swoje zmiany w „erze chrześcijańskiej”.

Wydaje się jasnym że Dionizus nie umieścił początku „n.e.” w dniu który uważał za datę narodzin Chrystusa. Zamiast tego, pracując z wykształconymi w Egipcie astronomami, patrzył już w przyszłość, w czasy gdy zakończy się 4-ty cykl Feniksa, od czasów najbliższych narodzinom Chrystusa aż do roku 2000 n.e., i zdecydowanie musiał wiedzieć że Syriusz przetnie południk w Gizie.

Cofając się wzdłuż cyklów Feniksa aż do roku 1 n.e., powiedział że rok ten jest datą narodzin Chrystusa, ignorując przy tym najprawdopodobniejszą datę, czyli rok znany dzisiaj jako 7 p.n.e. W celu ukrycia tego oczywistego egipskiego (i tym samym „pogańskiego”) wpływu, wymyślił terminy AD i AC (anno domini i ante christum – roku pańskiego i przed Chrystusem), aby opakować ten pogański system w papierek chrześcijańskiego blichtru…

Musimy kontynuować ten wykład historii. Wieki po tym jak ustalono tą wprowadzającą w błąd datę „chrześcijańskiej ery”, władza Kościoła na przemian malała i wzrastała, zaś świecka władza kiedyś niezwyciężonego imperium Rzymu w końcu całkowicie upadła. Siły Islamu wyłoniły się na wschodzie i przejęły kontrolę nad większością „Ziemi Świętej”. W międzyczasie ciągle kłócono się się na tematy „dogmatów i autorytetu Kościoła”. W końcu, rzymski Kościół katolicki – teologiczny następca Imperium Rzymskiego – założył swoje najsilniejsze przyczółki w Hiszpanii, Francji i Anglii (oraz na ziemiach pewnych nowo powstałych narodów europejskich).

W roku 1095, papież Urban II wydał „świętą wojnę” muzułmańskim najeżdzcom Ziemi Świętej, rozpoczynając starania na rzecz odbicia „świętego” Jeruzalem. Rozpoczęły się niesławne „Krucjaty”…

ba1

W roku 1099 dopięto celu. Około roku 1113 powstał nowy zakon w ciele Kościoła katolickiego, znany jako „rycerze Templariusze” (Rycerze Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie). Jeden z założycieli zakonu, św. Bernard z Clairvaux, zbudował klasztor w Seborga w północnych Włoszech w tym samym roku. Dokumenty znalezione w tym starym budynku zaświadczają że zbudowano go dla ochrony „wielkiego sekretu”.

Ta oryginalna 9-tka rycerzy, wszyscy spokrewnieni poprzez skomplikowane relacje rodzinne, stawili się przed królem Baudoinem I z Jerozolimy w roku 1118, gdzie spoczął na nich obowiązek ochrony chrześcjańskich pielgrzymów na drogach prowadzących od portu w Dżafie [obecny Tel Aviv – przyp. Tłum] do Jerozolimy. Oczywiście takie zadanie przekraczało możliwości 9-ciu mężczyzn, był to zabieg pod publiczkę. Zaraz po przybyciu do Jerozolimy rycerze ci, pod patronatem tego ustanowionego przez Watykan monarchy Jerozolimy, udali się od razu do Wzgórza Świątynnego, starożytnego miejsca w którym znajdowała się kiedyś Świątynia Salomona, rozpoczynając czym prędzej prace wydobywcze w tych (już wtedy) starożytnych ruinach. To dzięki tym pracom zaczęto nazywac ich „Rycerzami Świątynnymi”.

Wg kolejnej książki Knighta i Lomasa „The Hiram Key,” Świątynia Salomona była strukturą zbudowaną w oparciu o zasady „świętej gematrii”, przez wczesnych przodków masonerii i zbudowana została tak po to, by przywoływać na myśl egipskie mity o Izydzie i Ozyrysie. Wg królewskich, brytyjskich inżynierów badających te wykopaliska w roku 1867, Templariusze znaleźli tajne pomieszczenie pod Wzgórzem Świątynnym i prawdopodobnie doskonale wiedzieli gdzie go szukać i co mogą tam znaleźć. O tym „co to” było krążą różne legendy, pogląd ten jednak zdobył ostatnio potwierdzenie pośród środowiska naukowego. Wg European Templar Heritage Research Network:

„Na fasadzie katedry w Chartres, obok północnego wejścia, na jednym z filarów znajduje się płaskorzeźba która daje nam wskazówkę co do tego, czego szukali Templariusze, przedstawiając tam Arkę Przymierza, choć ukazuje się ją w dość dziwnym kontekście. Arka jest przedstawiona jako przedmiot transportowany pojazdem kołowym. Wg legend Arka Przymierza została potajemnie przeniesiona głęboko pod Świątynie Jerozolimską, na wieki przed zdobyciem miasta przez Rzymian. Została tam schowana w jej ochrony przed kolejną armią najeźdzców którzy spustoszyli miasto. Hugh de Payen, jeden z dziewięciu pierwszych Templariuszy, został wybrany na przywódcę ekspedycji mającej znaleźć Arkę i przewieźć ją do Europy. Legendy z tamtych czasów twierdziły że była ona przez długi czas przechowywana w pod kryptami katedry w Chartres.

Te same legendy opowiadały że Templariusze odkryli więcej świętych artefaktów ze Świątyni Jerozolimskiej, w tym sporo dokumentów. Pomimo spekulacji na temat prawdziwej natury tych dokumentów, jest dość ogólna zgoda że musiały tam znajdować się zwoje biblijne, traktaty o świętej gematrii oraz szczegóły (…) tajemnej wiedzy antycznych adeptów tradycji judaistycznych/egipskich. (…) Jedno z archeologicznych odkryć zdaje się wspierać ten spekulacyjny scenariusz, w którym Templariusze wiedzieli czego szukają i gdzie to znaleźć. Zwój Miedziany, znaleziony w Qumran nad Morzem Martwym, nie tylko potwierdza cel wykopalisk Templariuszy ale także, niebezpośrednio, potwierdza niezwykły koncept transmisji wiedzy z pokolenia na pokolenia, co pozwoliło Templariuszom odnaleźć skarby pod Wzgórzem Świątynnym.

Zwój miedziany, odszyfrowany na Uniwersytecie Manchesteru pod przewodnictwem Johna Allegro, zawierał listę wszystkich miejsc w których ukryto różnego rodzaju przedmioty, święte i nieświęte, opisane jako skarby Świątyni Jerozolimskiej. Wiele z tych miejsc zostało później zbadanych przez naukowców i niektóre z nich nie tylko były splądrowane, ale zawierały też ślady bytności i prac Templariuszy z okresu XII wieku.”

Po zakończeniu wykopalisk, Templariusze powrócili do swoich ojczystych krajów. Dwóch z nich udało się do Roslin w Szkocji, gdzie stworzyli swoje siedziby. Niedługo później Rycerze otrzymali oficjalną pieczęć i zatwierdzenie ze strony Kościoła rzymskokatolickiego, a ich liczba znacznie wzrosła, gdy zaczęli do nich dołączać bogaci arystokraci i posiadacze ziemscy. Templariusze skorzystali na odkryciach w Świątyni, przywożąc ze sobą sporo wiedzy o np. astronomii. Zakon szybko wzrastał na sile i bogacił się, wygrywali też z muzułmanami podczas krucjat, bitwę za bitwą. Mówiło się że sekretem ich mocy jest kawałek krzyża na którym ukrzyżowano Chrystusa (być może znaleźli go podczas wykopalisk na Wzgórzu Świątynnym). To dawalo im przewagę nad wrogami, mówiono też że nigdy nie przegrali bitwy gdy mieli ze sobą drewno z krzyża.

ba2

W końcu stracili krzyż podczas bitwy pod Hattiną w 1187, na rzecz muzułmańskiego Saladyna. Po długim marszu, 2 lipca Templariusze zostali otoczeni i odcięci od zapasów wody. 4 lipca szyki zostały rozbite, z powodu narastającej paniki i pragnienia, Templariusze porzucili obóz, krzyż i zostali wycięci w pień przez wojsko muzułmańskie. (Te dwie daty staną się później bardzo ważne – nie tylko przy inspirowanym przez Templariuszy powstaniu Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak zobaczymy później – ale również w długiej „historii ukrytych rytuałów” NASA.)

Pomimo utraty krzyża, Templariusze wkrótce zaczęli być postrzegani przez Kościół jako zagrożenie. Papież i bliski bankructwa król Francji, Filip le Bel (1268-1314), postanowili zniszczyć zakon i zagarnąć ich bogactwa we Francji. W piątek 13-tego października 1307 ludzie króla aresztowali wielu Templariuszy…

Mimo iż spisek papieża i króla Filipa powiódł się, torturami wydobyto różnego rodzaju „wyznania” i przejęto spore zasoby Templariuszy, nigdy nie udało się znaleźć największego „skarbu Templariuszy”, przewiezionego w sekrecie do Szkocji. Większość zakonu została anihilowana podczas jednego „rajdu 10/13” (przywódca Templariuszy, Jaques de Molay, został spalony na stosie) a pozostali rozpierzchli się po Europie… i poza nią. 22 marca 1312 Kościół oficjalnie rozwiązał zakon w papieskiej bulli … Ocalali niemieccy członkowie zakonu zalożyli zakon Krzyżaków, zaś członkowie szkoccy zeszli w podziemie … aby w przyszłości pojawić się ponownie jako „masoneria”.

Jakiekolwiek relikty i skarby Templariusze sprowadzili z Jerozolimy (oraz innych miejsc na terenie Ziemi Świętej), od tego momentu znajdowały się one w ukryciu pod kaplicą Rosslyn w Szkocji, tak jak kiedyś ukryte były pod Wzgórzem Świątynnym. Sama „kaplica” nie przypomina swoją architekturą żadnej chrześcijańskiej świątyni, wielu ekspertów badających jej teren stwierdziło, co niezwykłe, że zbudowana została wg podobnych architektonicznych założeń i proporcji jak opisana w Biblii oryginalna „Świątynia Salomona”.

Kluczem do zagadki jest to, że Kościół tak jak czynił to w czasach dawniejszych, próbował pozbyć się konkurencji posiadającej wiedzę o „sekrecie” który posiadali od czasów, przynajmniej, Cezara. Sparzyli się trochę na tym planie, ponieważ część członków [pochodzących z tradycji] Templariuszy pełniło kluczową rolę podczas Reformacji i tworzenia Kościoła protestanckiego.

Pomimo problemów których przysporzyła Reformacja, wszystko wydawało się już ustalone. Trzecie millenium miało się odbyć zgodnie z ruchem świętej gwiazdy, Syriusza/Izydy, przechodzącej przez południk Gizy, zaś Kościół [katolicki] przez większą część istnienia zdołał zachować ten ważny „sekret” dla siebie.

Wtedy jednak nieprzewidziany problem wypłynął na powierzchnię. Kalendarz juliański stawał się nieprecyzyjny i po raz pierwszy od czasów Juliusza Cezara Kościół został zmuszony do reformy w XVI wieku. Jak już wiadomo, papież Grzegorz XIII wybrał rozwiązanie przedstawione przez jezuickiego astronoma Claviusa. Rozwiązanie to jednak było dalekie od doskonałości, natomiast znacznie lepsze,bardziej precyzyjne i „chrześcijańskie” rozwiązanie zostało zignorowane przez Watykan w swojej „reformie”.

166px-Christopher_Clavius

Kruczek tkwi w tym że ta jedna decyzja, to celowe działanie w tej sprawie pokazuje nam że zostaliśmy zmanipulowani w obchodzenie „Millenium” podczas jednej, specyficznej daty… Tym samym lepsze, alternatywne „najlepsze rozwiązanie” problemu kalendarza w 1582 zostało celowo zignorowane, tylko po to by kontynuować „ukrywanie świętej wiedzy” … ukrywanej już od czasów Juliusza Cezara.

Nie jest to tak przesadzony wniosek jak wielu mogłoby sobie pomyśleć. Przynajmniej dwóch szanowanych naukowców i badaczy zainteresowanych „problemem kalendarza”, Duncan Steele i Simon Cassidy, doszli do wniosku że to świetne rozwiązanie nie było tylko „zignorowane” lub „przeoczone” przez Kościół w 1582 – a zostało celowo odrzucone podczas tzw „reformy gregoriańskiej”. Choć łatwo zbyc to (jak prawie wszystko inne!) jako kolejną „teorię spiskową”, to jednak nikt dotąd nie przedstawił zadowalającego wyjaśnienia dlaczego Kościół miałby odstawić na boczny tor o wiele lepsze rozwiązanie kalendarzowe. Pojawiały się pewnie śmieszne próby wyjaśnienia tej decyzji zwalając to na „rywalizację między katolicyzmem a protestantyzmem”, ale ludzie ci jednocześnie potwierdzają że pewne informacje zostały celowo ukryte i wciąż nie potrafią wyjasnić dlaczego tak się stało.

My możemy.

Jeśli przyjmiemy standardowe stanowisko czyli „nie było spisku”, że nie było żadnego „egipskiego” wpływu na te działania, żadnego „Syriusza” w tle, w takim razie w roku 1582 głównym powodem reformy musiało być tylko prawidłowe ustalenie nicejskiej daty Wielkanocy. Wtedy uchwalenie daty równonocy wiosennej na 21 marca przez Sobór Nicejski powinno być – musi być – głównym priorytetem dla ich działań.

W czasie gdy reformatorzy Grzegorza głowili się nad problemem kalendarza juliańskiego, oceniali różne propozycje. Jak pisaliśmy wcześniej, Clavius zaproponował system niewiele różniący się od juliańskiego. Inną konkurencyjną propozycją była ta należąca do wykształconego w Babilonii syryjskiego astronoma, Na’amata Allaha. Allah proponował użycie 33-letnich cyklów w których powtarzało się 8 lat przestępnych (w opozycji do skomplikowanego systemu Claviusa, 400-letniego cyklu przestępnego, z rokiem przestępnym co 4 lata, tak długo jak rok przestępny jest podzielny na 4).

W systemie Allaha 33-letnie cykle zawierały w sobie 8 powtarzających się lat przestępnych, w cyklach liczonych od 1 do 32 n.e. (nominalnie lata 4, 8, 12, 16, 20, 24, 28 i 32 n.e.., w oparciu o definicje „ery chrześcijańskiej” Dioniziusa). Długi podział nie byłby potrzebny do ustalenia czy dany rok jest przestępny, ponieważ istniał prosty sposób na jego obliczenie, wystarczyłoby dodać pierwsze [dwie] liczby znajdujące się w numerze danego roku. Przykładowo: dla roku 2012 n.e. dodajemy 20 i 12, i otrzymujemy 32 n.e. Jest to system łatwy do zapamiętania i posiada pewien bonus, elegancko nawiązujący cały kalendarz do tradycji 33 lat życia Jezusa. Zachowałoby się również równonoc wiosenną – oficjalny i podstawowy cel kalendarzowy Soboru nicejskiego – ściśle przy dacie 21 marca.

Powodem dla którego system Allaha był tak dokładny, była prawidłowa interpretacja długości tzw „roku tropikalnego”. (Rok tropikalny to czas w którym Słońce podróżuje po niebie, od danego punktu w tropikalnym zodiaku, i z powrotem do tego samego punktu. Jest to nieco krótszy czas niż ten, który zajmuje Ziemi ukończenie jednego obrotu wokół Słońca). Ten sposób pomiaru jest często zafałszowywany, nawet w tekstach astronomicznych, głównie dlatego że długość roku tropikalnego zależy od tego, który punkt w zodiaku zostanie wybrany dla pomiaru. Z powodu precesji, zmian w szybkości oraz eliptycznej orbicie Ziemi, pomiaru czasu nie można zacząć w punkcie startowym wzdłuż elipsy. Potrzebna jest dość skomplikowana formuła za pomocą której oblicza się kiedy kończy się cały, kompletny cykl solarny…

W rezultacie długość roku tropikalnego musi być wyrażona w średniej wzdłuż wszystkich punktów na tej eliptycznej orbicie, a nie jako „zwykły przedział” między dwiema datami, jak choćby równonocy wiosennej. Podczas obliczania tej średniej, Clavius otrzymał 365.2425 dni. Allah, cytujący swoje starożytne babilońskie/sumeryjskie źródła, stwierdził że średnia długość wynosi 365.2424 dni.

Allah miał rację. Współczesne obliczenia astronomiczne potwierdzają że średnia długość roku tropikalnego, gdy liczona od wiosennej równonocy, wynosi 365.2424 dni kalendarzowych (z dokładnością do 0,001 dnia). Rozwiązanie było takie samo przez stulecia, wliczajac w to wiek XVI i prawdopodobnie przyszłe milenia.

W wyniku rozwiązań Claviusa, data równonocy wypada w przedziale od 19 do 22 marca, czasami nawet 23. Przy użyciu 10-dniowej korekcji kalendarza zaproponowanej przez Claviusa, system Allaha trzymałby datę równonocy przy 20 marca. W wypadku korekty 11-dniowej, równonoc wypadałaby stale 21 marca, co jest „prawidłową” datą wg Soboru Nicejskiego.

Co więcej, propozycja Claviusa pozwala równonocy na wędrowanie w kalendarzu w różne kierunki w przedziale 53 godzin, każdego roku, w zależności od tego gdzie na Ziemi przebywasz. W rzeczywistości rozwiązanie gregoriańskie (Claviusa) przyjęte przez Kościół powoduje że edykt nicejski nie może być przestrzegany nigdzie i nigdy na Ziemi.

Trzeba sobie powiedzieć że nie było żadnej potrzeby dla korekcji 10-dniowej w kalendarzu… Kalendarz mógł być zreformowany bez omijania nawet jednego dnia! Dla trzymania kalendarza w pobliżu daty równonocy wystarczy przecież nowa zasada lat przestępnych. Liczba pominiętych dni determinuje tylko datę równonocy wiosennej, pominięcie 10 dni wyznacza datę tego wydarzenia, zazwyczaj, na 20 marca. Dlaczego więc Clavius pominął tylko 10 dni, zamiast 11 dni zgodnych z „nicejskim ideałem”, z użyciem 33-letnich cyklów, znacznie dokładniejszych i symbolicznie bardziej „chrześcijańskich?

millenn38

Odpowiedź jest raczej prosta, choć brzmi nieprawdopodobnie.

Gdyby Kościół zdecydował się na korekcję 11-dniową w celu wyznaczenia daty na 21 marca… zniszczyłoby to precyzyjną „koniunkcję Syriusza” wzdłuż południka [piramidy] Gizy w roku 2000, Syriusz pojawiłby się też o 6 minut za szybko. Clavius i Grzegorz zignorowali lepsze 11-dniowe rozwiązanie z jednego tylko powodu [powodów było znacznie więcej – przyp. tłum]: aby „łuk Syriusza” przeciął południk Gizy dokładnie o północy… 1 stycznia 2000! (…) Ale to nie wszystko.

Jak zobaczymy później, reforma Grzegorza nie tylko wyznaczała symboliczną „celebrację Syriusza” w Egipcie, prawie 500 lat później, była też ściśle związana z tak wychwalanymi narodzinami młodego narodu 224 lata temu…

 

7 comments on “Świt Ery Horusa… czyli już czas (część 2)

  1. Gdyby była jakaś tajemnica, która ma wartość samą w sobie to ci ludzie nie pchali by się na świecznik, nie budowali by budynków w miejscach w których nie da się ich zauważyć itd. Wygląda to tak, że są to mistrzowie sprawiania wrażenia. Bo czy np. 1 stycznia 2000 coś tak naprawdę się wydarzyło, czy taka Wielkanoc ma wartość samą w sobie – czy stała by się jakaś tragedia gdyby ludzie zapomnieli o niej? Przecież nie. To że najstarsza firma na świecie sprzedająca astroteologie ma się dobrze nie zmienia faktu, że jest to taki sam produkt jak buty.

  2. Dlaczego jako Polacy nie odkrywacie swoich korzeni? Swojej zatajonej, zniszczonej ukrytej wielkiej Historii!? Historii Ariów/Wnedów/Słowian/Lehitów ?? Zamiast tego grzebiecie w tej obcej doktrynie…Jesteśmy tu od 10 tyś lat, pogaństwo to nasza rodzima filozofia życia…Cieiaw jestem czy świadomie pomijacie ten temat?

    • Swiadomie i z premedytacja nawet… przynajmniej ja.
      A powod jest bardzo prosty: Jezus Chrystus jest Droga, Prawda i Zyciem. A historie Ariow, Slowian, Lehitow i innych grup czy plemion to demoniczne, bardzo sprytnie i podstepnie spreparowane bajki w celu zwiedzenia calych mas, roznych narodowosci i masci. I, jak widac, bardzo aktywne ostatnio i, na nieszczescie dla tych, ktorzy daja sie nabrac, skuteczne. Interesujace sa tylko jako historyczna ciekawostka.
      Czlowiek zostal stworzony przez Boga, na Jego podobienstwo. Naturalnym odruchem kazdego czlowieka jest dazenie do zjednoczenia ze swoim Stworca, Jezusem Chrystusem.
      Wszystko, absolutnie wszystko inne to obce doktryny.
      Im szybciej to zrozumiesz Sew, tym lepiej dla Ciebie.

    • Inne lata trójkątne to np. 1830, 1891, 1953, 2016 , 2080

      Lub według kalendarza Hebrajskiego takim rokiem jest 5778 czyli 2018, poprzedni był 107 lat wstecz od 2018 czyli (5671) 1911, a następny też będzie dopiero 108 lat po 2018 czyli 2126 (5886) nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale w Piśmie Świętym można spotkać się wiele razy z liczbami trójkątnymi.

      Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął sieć na ląd, pełną wielkich ryb, których było sto pięćdziesiąt trzy; a chociaż ich tyle było, nie podarła się sieć. Jana 21:11

      153 – jest liczbą trójkątną.

      Liczbą trójkątną jest też wartość słów pierwszego wersetu z Księgi Rodzaju 1:1 co można przedstawić w postaci trójkąta równobocznego o boku 73.

      Werset z Księgi Rodzaju 1;1 razem z Jana 1:1 też tworzą liczbę trójkątną o boku 112 co jest wartością IHVH czyli Jahwe.

      https://napoczatkuslowo.wordpress.com/2015/08/28/slowo-jest-ojcem-ukryte-potwierdzenie-w-pismie-swietym/

      Warto też zauważyć że 666 też jest taką liczbą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s