22

Gdy jest w nas tyle wątpliwości…

 

Piszę tę wiadomość zdezorientowany, sam nie wiem czego oczekuję, może po prostu chcę się komuś wyżalić, poszukać wsparcia? Mam dopiero 14 lat jednakże tematyką NWO interesuję się od dość długiego okresu czasu. Początkowo nie docierały do mnie informacje wiążące to wszystko z satanizmem. Powiem tylko, że moment, w którym cała ta układanka pojawiła się przede mną w całości był niezwykle szokujący. Choć na zewnątrz nie zmieniłem się prawie wcale, to moje pojmowanie świata przeszło diametralną przemianę – od tego momentu nic nie było już takie same.

Od tego czasu przechodziłem swoje wzloty i upadki, częstokroć temat ten mnie przerastał; wręcz odebrał mi dzieciństwo. Stałem się krytyczny wobec rzeczywistości. Nie mogło to przejść bez zauważenia przez środowisko szkolne – starałem się nie podejmować tego tematu, bałem się reakcji rówieśników, jednakże były momenty, w których wyrzucałem z siebie wszystko. Zawsze kończyło się to przypisaniem mi metki ‚dziwaka’ i głupimi spojrzeniami przez kilka dni. Później bolesny powrót do normy. Jestem przerażony gdy obserwuję zatwardziałość wszystkich wokół mnie, ich bezgraniczna wiara w oficjalnie przedstawiany porządek rzeczy wręcz kole po oczach, brak im tylko tatuażu z napisem „dumnie wytresowany przez media”.

Zawsze odstawałem od towarzystwa, przypisuję to wychowaniu przez rodziców, którzy wszczepili we mnie pogardę do pewnych czynności i postaw, acz jestem za to wdzięczny – dzięki temu ominęły mnie wszelkie tak burzliwe opisywane w kolorwych pismach „problemy wieku dojrzewania” jak i skuteczne porady dla rodziców tych „zbuntowanych”. Właśnie to jest dla mnie najsmutniejsze. Koledzy nałogowi palacze i alkoholicy chlubiący się własną ignorancją i pogardą dla wiedzy, dziewczyny tak strasznie zaangażowane w pseudo związki, czy też garstka osób, które mogę nazwać prawdziwymi przyjaciółmi, ale przyjmujący jednak strategię wyśmiewania wszystkiego co inne.

Od kilku miesięcy byłem niesamowicie wodzony przez to, co dotychczas sam potępiałem. Czułem niesamowite zaintrygowanie masonerią, byłem skłonny uznać za słuszne postulaty elit mówiące o potrzebie ograniczenia liczby ludzi i sprawowania nad nimi kontroli jak nad bydłem. Ogólnie rzecz biorąc to co przedtem było dla mnie złem, teraz zdawało się mnie zapraszać z otwartymi ramionami, jakby chcąc mnie przekabacić. Hobbystycznie zajmuje się grafiką, często też piszę; w minionym okresie wszędzie przemycałem symbolikę lucyferiańską, fascynowałem się nią, podświadomie propagowałem i osiągałem odwrotny efekt od tego o jakim marzyłem. Ludzie się nie uwalniali za moją pomocą, oni stawali się jeszcze bardziej zakotwiczeni w matrixie. Nie wiem czego chciałem i chcę. Niesamowity konflikt wartości. Z jednej strony pociag do władzy, wszelakich ziemskich dobra, poczucie wyższości nad pokornymi, niczego nie świadomymi masami, a z drugiej chęć bycia człowiekiem prawdziwie wolnym, czyniącym dobro i odrzucającym umiłowanie do rzeczy materialnych, w imię prawdziwie słusznych wartości.

Choć jestem świadom, że to wszystko to tylko złudzenie, że na końcu tej ścieżki nie czeka mnie nic ponad potępienie, to ja wciąż się w to wgłębiam. Porzuciłem Boga! Nie myślałem że to możliwe dla osoby, która zauważyła cały ten misterny spisek, a jednak stałem się bardziej podatny na manipulacje niż inni. I dochodzimy do chwili obecnej. Nie wiem już nic. Czuję się oszukany, zniszczony, nie widzę sensu w egzystencji w tym okropnym świecie, i choć bynajmniej nie chcę stwarzać wrażenia osoby załamanej, to właśnie tak się czuję. Nie na zewnątrz. Nie. Tam jestem dobrym uczniem i przykładnym ministrantem, chluba dla systemu edukacji i lokalnej społeczności religijnej (jak na ironię bałem się nawet wystąpienia z tej organizacji…), ale wewnątrz, nawet nie na tych bliższych warstawach umysłu, lecz w samym wnętrzu – jestem zdruzgotany, połamany na malutkie części, każda zdaje się być samodzielnym bytem dążącym do własnych celów, jednocześnie nie bacząć na wszystko pozostałe.

Zawsze dziwiło mnie zachowanie księży – Ci jako duszpasterze powinni przecież całą swoją energię i dostępny czas poświęcać na pomoc ludziom w drodze do zbawienia. Oni jednak nigdy nie wyglądali na zainteresowanych tym. Byłem dociekliwy, pytałem, szukałem odpowiedzi, czytałem Pismo Święte. Księża jednak zawsze byli leniwi i niezbyt chętni do pomocy. Dlaczego więc wstąpili do seminarium a w efekcie zostali owymi pasterzami mającymi za zadanie prowadzić lud do Boga? Przecież powinni kipieć wolą działania. Tak jednak nie jest. Podobną sytuację zauważyłem w kręgach osób zajmujących się tematyką NWO, czy nie powinni oni funkcjonować niczym jedna rodzina i wzajemnie się wspierać? Czy nie powinni kipieć tą energią i działać chcąc przekazać innym prawdę? Tak jednak nie było. Wewnątrzne niesnaski, kłótnie, brak poczucia wyraźnej więzi ani szczególnej chęci w tym co robią. Bardzo zasmuciła mnie Twoja decyzja Radtrap, o zaprzestaniu pisania bloga. Choć jak wiemy obecnie na czas ‚nieokreślony’ wróciłeś, to wtedy poczułem się na prawdę źle. Czułem że ktoś ucina moje skrzydła. Gdzie miałem szukać wsparcia, wiedzy? Jest garstka stron o tej tematyce, które są na prawdę, na prawdę wartościowe. Utrata każdej z nich jest dla mnie jak osobisty ból, utrata czegoś bliskiego. Mam nadzieję Radtrap, że rozumiesz o co mi chodzi. To co robisz jest na prawdę ważne i pomyśl, że każda Twoja notka daje niektórym niewysłowioną moc, energię potrzebną do wstania kolejnego dnia z łóżka i odważnego stawienia czoła smutnej rzeczywistości.

Chyba szukam Twojej rady. Co jest rzeczywiście ważne? Szkoła? Później studia, kariera? A może coś całkiem innego, coś co porzuciłem. Nie umiem nadziwić się samym istnieniem. Zagadka która fascynuje mnie każdego ranka. Jak to jest, że ja istnieję, jak to jest, że mogę otworzyć oczy i zobaczyć drzewa? Czyż to nie najlepszy dowód na istnienie boga? Zamiast szukać Absolutu w mądrych traktatach i dysputach, czy nie znajdziemy go w samym życiu? Tak sobie myślę, że Bóg istnieje, bo my istniejemy. I w to wierzę.

Jak żyć?

Z najszczerszymi pozdrowieniami, Mateusz.

 

*  *  *

Jest odwrotnie: my istniejemy ponieważ istnieje Bóg.

Pamiętaj że nie musimy wiedzieć wszystkiego i od razu. Nie powinieneś się z niczym spieszyć, przejmować na zapas (szkoła, kariera) rzeczami które mają teraz drugorzędne znaczenie. Dopóki trzeba, chodź do szkoły, ucz się i nie zaniedbuj nauki ani wyników. Świat się zmienia i to coraz szybciej, ale Ty nie pozwól narzucić sobie tego tempa, wypracuj własne i stawiaj sobie proste i klarowne cele. Krok po kroku. Jeśli weźmiesz na siebie zbyt wiele zmartwień, jeśli będziesz przejmował się zbyt wieloma rzeczami, to wypalisz się i w efekcie nie dojdziesz do niczego.

Jeśli Twoi rówieśnicy Cię nie rozumieją gdy próbujesz ich ostrzec, to ich nie ostrzegaj. Ostrzegłeś raz, drugi raz zachowaj na później. Zużywaj energię dla tych którzy mają możliwość zrozumienia. Pismo Św. wyraźnie mówi że nie przyjdzie ono do wszystkich. Prorocy starotestamentowi ostrzegali ale ich lud niespecjalnie się tym przejmował. Pamiętaj że część z tych nieświadomych niczego ludzi w niedalekiej przyszłości sama do Ciebie przyjdzie, gdy już dotrze do nich że Twoje pesymistyczne wizje zaczynają się spełniać. Będą mieli do Ciebie pytania. Czy Ty będziesz miał wtedy odpowiedzi? Nie musisz stawiać dla siebie poprzeczki zbyt wysoko, bo nikt tego nie oczekuje – masz dopiero 14 lat i pewnych rzeczy nie będziesz mógł zrobić z racji braku doświadczenia życiowego (na pewno nie inteligencji, bo widać po sposobie pisania że masz duży potencjał), ale będziesz mógł pomóc im w zrozumieniu wielu innych. Nie patrz na leniwych księży ani na skłócone środowiska „teorii spiskowych” – nie marnuj na to czasu, patrz na siebie. Skoro oni nie chcą się poprawić, to Ty popraw siebie.

„Nie przejmuj się tym że ludzie cię nie rozumieją. Martw się tym że ty nie rozumiesz ludzi.” – Konfucjusz

Korzystniej będzie wykorzystać ten czas na jakieś przygotowania, zamiast na żywienie do ludzi urazy za to że urodzili się tacy jacy są. Bóg wiedział co robi tworząc tak wiele różnych ludzkich osobowości. Każdy ma wrodzone wady i zalety. Ponieważ przystosował nas do różnych ról, niektórzy z nas łatwiej dostrzegają i dochodzą do zrozumienia prawdziwej natury tego spisku i łatwiej przekazują to innym. Wygląda to na cechę genetyczną, a nie kwestię wychowania, wiedzy, doświadczenia czy systemu przekonań.

Dostaliśmy przy narodzinach różne zestawy narzędzi których możemy używać przez całe swoje życie, ale do czego je wykorzystamy zależy tylko od nas. Sami wybieramy po której stronie chcemy stanąć. Na tym polega wolność wyboru. Dzięki wolności wyboru (pycha) wygnano nas z Raju, ale dzięki niej możemy też do niego wrócić (pokora).

Każdy przykład porządku i powtarzających się wzorców na świecie, również w przypadku ludzkich osobowości i charakterów, jest dla mnie dowodem na istnienie Stwórcy. Gdyby stworzył nas wszystkich takich samych, gdyby to wszystko było dziełem przypadku i chaosu, to jako gatunek nie przeżylibyśmy zbyt długo. Wszyscy mielibyśmy te same braki i wady, a przecież przy budowaniu czegokolwiek (wspólnota/społeczeństwo/cywilizacja) potrzeba specjalistów z różnych dziedzin.

„każda Twoja notka daje niektórym niewysłowioną moc, energię  potrzebną do wstania kolejnego dnia”

A jak znowu zniknę? Albo nie bedziesz miał internetu? Powodów do działania musisz poszukać gdzie indziej. Na szczęście masz jeszcze trochę czasu, jesteś bardzo młody i ciągle na etapie „nasiąkania skorupki”. Jeśli chodzi o słowo pisane które daje najwięcej natchnienia… chyba nie muszę mówić jakie Słowo jest według mnie najlepsze? Jak już się zdecydujesz to pamiętaj – wystarczy kilka wersetów dziennie. Nie musi być dużo, ważne żeby było ze zrozumieniem.

W niczym się nie spiesz i nie przejmuj się jeśli coś nie będzie Ci wychodzić albo jeśli czegoś nie będziesz mógł zrozumieć od razu. Tyczy się to również problemów z wiarą. Uważam że w naszym życiu działa więcej elementów przeznaczenia niż elementów losowych. Tak więc jeśli masz coś zrozumieć, to przyjdzie to w odpowiednim momencie.

Nie powinniśmy nikogo zmuszać do szukania Boga. Możemy wskazać mu pewne rzeczy, ale jeśli dany człowiek Go nie chce, to reszta będzie daremnym trudem. Końcówka Twojego listu pokazuje jednak że Go szukasz i ciągle się zastanawiasz nad naturą Jego planu, dlatego jestem zdecydowanie dobrej myśli.

Wszystko w swoim czasie.