lost-in-translation-poster

Między Słowami: Tak w ogóle, między nami…

 

Film na Oscara – którego zresztą zdobył w 2004 za scenariusz. Zarówno scenariusz jak i reżyseria jest dziełem Sofii Coppoli, córki słynnego Francisa Forda Coppolego (tego od „Ojca Chrzestnego”). Nie będę się tu zagłębiać w to czy ocena propagandowego Hollywood jest oceną najbardziej nas interesującą – zwrócę uwagę tylko na to że ten scenariusz MUSIAŁ być gdzieś nagrodzony. Bo to właśnie jedna z TYCH historii do który wracam już … nawet nie wiem ile razy już oglądałem ten film. Nie dlatego że jest zabawny ani nawet nie dla Scarlett Johansson.

Film opowiada historię dwojga ludzi mieszkających przez kilka dni w tym samym, multi-gwiazdkowym hotelu w Tokyo. Na pierwszy rzut oka w życiu nikt by nie pomyślał że mogą się sobą zauroczyć.

Bob Harris (Bill Murray) jest nie najmłodszym już aktorem ze Stanów, kiedyś gwiazdą, która odcina kupony od sławy i przyjezdza do Japonii kręcić reklamówkę whisky. Jest żonaty, ma dzieci i jest totalnie znudzony życiem. Wypalenie i zagubienie widać u niego przez większą część filmu. Jest człowiekiem samotnym w tłumie, ciągle ktoś go nachodzi. Ludzie lgną do sławnego Bobba Harrisa który z kolei pragnie ucieć jak najdalej od wszystkich – nie rozumie tych ludzi, nie bawi się w ich towarzystwie, nie znajduje zainteresowania w codziennych rozmowach i kontaktach. Ma nawet problem w rozmowach ze swoją żoną. Z drugiej strony stara się być miły i robić dobrą minę, nie można więc określić tej osoby jako zgorzkniałej. Bob jest po prostu samotny w tłumie – i ma kryzys małżeński.

Już na początku filmu widzimy go jak jedzie taksówką po Tokyo i jest totalnie zadziwiony tym nowym, egzotycznym światem do którego właśnie trafił. Jeszcze nie wie że jego wyjazd finansowy przerodzi się w najdziwniejszą przygodę jego życia. Jej początek ma miejsce w hotelowej windzie gdzie zauważa pewną młodą amerykankę z którą wymienia spojrzenie i uśmiechy.

Charlotte (Scarlett Johannson) i John są młodym małżeństwem z dwu-letnim stażem. On jest fotografem który przyjechał tu pracować i nie ma na nic czasu, wliczając w to swoją żoną. Ona jest świeżo po studiach i nie ma w życiu zbyt wiele do roboty, dlatego towarzyszy w podróży mężowi. Szybko jednak dopadają ją tutaj rozterki życiowe i samotność. Nie z powodu wyjazdu – Japonia ją fascynuje. Nie z powodu jakichś konkretnych problemów w małżeństwie – nie kłócą się, żadne z nich nie jest konfliktowe. W tym nowym położeniu zaczynają ją dopadać pytania o swoją przyszłość. Jednocześnie nie potrafi dogadać się z ludzmi otaczającymi męża, zwyczajnie ją nudzą.

Nie może też znalezć zrozumienia u swoich bliskich. Gdy wraca ze spaceru po Tokyo, w czasie którego odwiedza buddyjską świątynię, dzwoni natychmiast do swojej matki (lub może znajomej, ciężko to stwierdzić) i próbuje rzucić koło ratunkowe, wyżalić się komuś. Rozmawiając o wszystkim i o niczym nagle rzuca : „Byłam dziś w tej świątyni… byli tam mnisi i… nie wiem, niczego nie czułam” po czym dodaje „Nie wiem za kogo wyszłam”. Jej rozmówczyni nie wychwytuje jednak płaczliwego tonu Charlotte i zaraz po tym kończy rozmowę. Charlotte zostaje sama ze swoimi problemami i pustką. Charlotte jest po prostu samotna w tłumie – i będąc z dala od domu zaczyna wątpić w sens swojego związku.

Oboje nawiązują kontakt wzrokowy ponownie w barze hotelowym. On zalewa smutki whisky po cięższym nim zwykle dniu pracy na planie zdjęciowym do telewizyjnej reklamówki. Ona siedzi razem z mężem i jego japońskimi znajomymi. Nie zamieniają ani słowa ale Charlotte prosi kelnera o przekazanie mu od niej sake. Gest ten pozwala Bobowi poczuć się znowu jak młody facet, zaczyna nawet myśleć o swoim wyglądzie i formie – niestety, jego następna przygoda z  bieżnią nie kończy się najlepiej…

Spotykają się kolejnego wieczoru w tym samym barze. Oboje mają podobne problemy. Oboje cierpią na bezsenność. Zaczynają rozmawiać, poznają się. Na jej pytanie co robi w Japonii, Bob odpowiada:

-Odpoczywam od żony, zapominam o urodzinach synka, biorę 2 miliony za reklamę whisky w czasie gdy mógłbym gdzieś grać.

Następnie to on wypytuje ją. Gdy ta mówi że skończyła studia, pyta co to za kierunek.

-Filozofia.

-No to będziesz dziana facetka.

(Taki żart który śmieszy wszystkich z wyjątkiem ludzi po filozofii)

Następnej nocy spotykają się w dwukrotnie – podczas drugiego Charlotte zaprasza go na wspólny wypad do Tokyo by zapoznał się z jej japońskimi znajomymi. W międzyczasie w interesach wyjezdza jej mąż i zostawia ją na kilka dni samą.

Tak zaczynają się wspólne wypady 50-letniego Boba i młodej Charlotte. Mimo dużej różnicy wieku świetnie się razem bawią i szybko znajdują wspólny język. To więcej niż mogliby sobie wymarzyć po tak długim okresie spotykania ludzi z którymi nie mieli o czym rozmawiać. Dzieje się jednak coś więcej – żonaty Bob zaczyna znów czuć się młodo… przy młodej mężatce. Również Charlotte się nim oczarowuje, widzi w nim doświadczonego i niebanalnego mężczyznę. Widzi w nim kogoś, kogo widziałaby w swoim mężu. W tym czasie Bob, najwyrazniej targany wyrzutami sumienia, dzwoni do swojej żony chcąc polepszyć ich wzajemne relacje. Niestety, rozmowa nie przebiega po jego myśli. Problemy Boba nie zostają rozwiązane.

Bohaterowie spotykają się nazajutrz i znów mają razem mnóstwo zabawy. W nocy, kiedy dopada ich bezsenność, spotykają się w pokoju Boba i oglądają telewizję popijając alkohol.

Cała ich historia jest o tyle niezwykła że nie dochodzi między nimi do żadnego zbliżenia. Patrzą na siebie jak na słynne „zagubione połówki”. On szuka jej młodości. Ona jego doświadczenia. Otwierają się przed sobą ale nie przekraczają pewnej bariery, nawet jeśli jest to dla nich bolesne i trudne. Najlepiej obrazuje to scena gdy leżą razem w łóżku w bezpiecznej odległości między sobą.

-Utknęłam. Czy potem jest łatwiej?

-Nie. Tak. Robi się łatwiej.

-Tobie wierzę.

-Dzięki… Im lepiej znasz siebie i wiesz czego chcesz, tym mniej życie może cię dotknąć.

-Nie wiem kim mam być, wiesz… chciałam być pisarką ale nie cierpię tego co piszę. Chciałam robić zdjęcia, ale są do niczego. Wszystkie dziewczyny przez to przechodzą – through the photograpy phase.

-Odnajdziesz siebie, o to jestem spokojny. Trzymaj się pisania.

-Jestem taka przeciętna.

-W porządku.

-A małżeństwo, robi się łatwiejsze?

-Trudno powiedzieć. Mieliśmy sporo zabawy. Lydia jezdziła ze mną na plan, śmialiśmy się ze wszystkiego. Teraz jest z dziećmi, nie potrzebuje mnie tam (…) Wszystko się komplikuje gdy pojawiają się dzieci.

-Straszne.

-Największe przerażenie łapię cię gdy rodzi się pierwsze dziecko. Życie, takie jakie znasz, odchodzi. Bezpowrotnie. Ale uczą się chodzić, uczą się mówić. I chcesz być z nimi. Okazuje się że to najbardziej urocze istoty jakie w życiu spotkałaś.

Bob w ten sposób sam sobie odpowiada dlaczego jest żonaty. Tej nocy jedyny kontakt Charlotte i Boba to dotyk jej stopy.

Charlotte spędza następny dzień samotnie. Zaczyna czuć się lepiej, zaczyna odnajdywać powód dla którego wyszła za tego za kogo wyszła. Znajduje ich wspólne zdjęcia. Jest też zauroczona japońskim ślubem który widzi w jednym z tokijskich, bajkowych parków. Piękna młoda para robi na niej ogromne wrażenie.

Bob ma trochę mniej szczęścia. Kolejna rozmowa telefoniczna z żoną kończy się, powiedzmy, średnio. W nocy znów trafia do baru. Tam spotyka barową wokalistkę, amerykankę. Wypija zbyt dużo… i budzi się z rana w swoim pokoju. Razem z nową znajomą. Jego mimika mówi wszystko: co ja k*rwa zrobiłem? Żeby mu nie ułatwiać, do drzwi puka Charlotte i zaprasza go na wspólny wypad. Zaraz jednak zdaje sobie sprawe że Bob ma gościa płci żeńskiej. Nie jest tym zachwycona i znika.

Spotkają się znów, w kolejnej japońskiej restauracji. Patrzą na siebie spode łba, Charlotte nie może ukryć że jest wściekła na Boba za jego zdradę – mimo że przecież nie są razem. Zaczynają sobie dogryzać -„Jest starsza. Bardziej w twoim wieku.” Wbrew pozorom jest to całkiem zabawna scena, lubię patrzeć na mimikę obrażonej Charlotte. Koniec końców wspólny wypad okazuje się niewypałem.

Odpoczywają od siebie przez kilka-kilkanaście godzin i znów się spotykają. Emocje już trochę opadły. Po raz kolejny idą do hotelowego baru. Wiedzą że to ich ostatnie spotkanie. Bob musi jutro wyjechać, wraca do rodziny, do dzieci. Mają problem z dobraniem słów – sami nie wiedzą jakie relacje ich właściwie łączą. Bob mówi:

-Nie chcę wyjezdzać.

-To nie jedz. Zostań ze mną.

Nadchodzi jednak godzina wyjazdu. Bob wsiada do taksówki na lotnisko ale w międzyczasie spotyka Charlotte jeszcze dwukrotnie. Nie będę zdradzał jak wyglądają te sceny, ale widać w nich wyraznie ogromny smutek obojga bohaterów. Chcieliby najpewniej rzucić to wszystko, zaszyć się w Japonii, zacząć wszystko od nowa. Nie mogą się tak po prostu pożegnać.

Nie będę też zdradzał jak ta historia się kończy. Starczy powiedzieć że kończy się dobrze, tak jak powinna się skończyć. Ich spotkanie zmieniło ich życie na lepsze – i przy tym pozostańmy.

Samotność nie musi objawiać się brakiem kontaktu z ludzmi. Możemy mieć z nimi kontakt, ale czasem przychodzi czas gdy nic z tego nie wynika. Słowa idą w pustkę. W takich momentach, zwłaszcza z dala od domu, możemy zacząć podejmować złe decyzje. Zaczynamy opierać się na sercu, nie na rozumie. Do tego pcha nas nasza oparta na promowaniu rozrywki i próżności popkultura i wszechobecna propaganda „bezwarunkowej miłości”, a nasze decyzje przez to rozpoczynają dla wielu z nas okresy prawdziwej udręki. Głupi ten co się serca słucha.

„Między Słowami” jest jednym z tych nielicznych filmów który przekazuje nam dobrą, sensowną, wręcz dydaktyczną wiadomość. Statuetka Oscara z kontrolowanego przez Illuminati Hollywood na pewno mu w niczym nie ujmuje.

-Radtrap

 

______________________________________________________________________________________

(Przypomnienie z artykułu „Five Star Day – Film z przekazem dla mężczyzn”)

Nasze kino i muzyka, jak i cała reszta „kultury”, pełna jest kiczu, brutalności, tematów nie wnoszących niczego, kłamstw i głupiutkich, wywodzących w manowce, „różowych” banałów typu: słuchaj się swojego serca i tak dalej.

Przykładów prawdziwej sztuki która ma w sobie naprawdę uczciwe i słuszne przesłanie jest bardzo niewiele, mimo to istnieją i zawsze istniały. Są jednak czymś na tyle rzadkim, że słusznie określa się je mianem perełek.

Zawsze zastanawiałem się jaki jest sens tworzenia dramatów psychologicznych i horrorów, skoro nie wnoszą w życie widzów nic, przysparzają im utrapień, smutku i nie dają żadnych odpowiedzi i wskazówek. Jaki jest sens tracenia czasu na oglądanie takich obrazów?

Aby nie gasić naszego ducha jedynie kolejnymi przykładami okrucieństwa i fałszu naszego świata, proponuje dać trochę więcej podnoszących na duchu przykładów wewnętrznej uczciwości i prawdziwej, danej przez Boga, fantazji.

Gorąco zachęcam czytelników do wysyłania, nawet króciutkich, przykładów i recenzji filmów oraz artystów muzycznych którzy „robią różnicę” – historii i muzyki która nie przemyca nam do głów tajemnej symboliki, głupich rad życiowych, śmietnikowego dowcipu i bełkotu, lecz stanowi wartość samą w sobie. Zbliżają się ciężkie chwile a ja wiem że nie jesteśmy (w większości) masochistami, i nie szukamy w sieci jedynie wiedzy, lecz odpowiedzi samych w sobie, otuchy i uczciwości.

Ostatecznie wiedza, choćby największa, nie daje człowiekowi nic. Pogląd zbawienia przez wiedzę to Gnoza – a chrześcijanie nie szukają Gnozy. Słusznie mówił Kohelet:

Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem.
I postanowiłem sobie poznać mądrość i wiedzę, szaleństwo i głupotę. Poznałem, że również i to jest pogonią za wiatrem, bo w wielkiej mądrości – wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy – przysparza i cierpień.

Podzielcie się z nami swoimi gustami i podnoszącą na duchu sztuką – tylko upewnijcie się najpierw że nie ma w tym miodzie łyżki dziegciu, aby można było polecać ją w 100% z czystym sumieniem.

_______________________________________________________________________________________

Zobacz także:

Film z przesłaniem dla mężczyzn

Czy pokusa jest pojęciem przestarzałym?

Jak Rockefellerowie zmienili współczesną kobietę

Romantyczna miłość: gdy pożądanie myli nam się z idealizmem

 

6 comments on “Między Słowami: Tak w ogóle, między nami…

  1. Rad , mówisz i masz:) Do końca nie jestem pewna czy tutaj brak owej „łyżki dziegciu”, biorąc pod uwagę ostatnią, proroczą scenę (jakiś iluminujący patałach mógł się zainspirować – ale to tak pół serio traktuję) . Film zrealizowany był w 1999 roku, a dwa lata później mieliśmy słynne 9/11.
    Jednak film nieprzeciętny i oddający ten dobrze znany, ludziom wrażliwym na okoliczności, lęk, że coś tutaj nie gra, w tej naszej rzeczywistości. Mowa o filmie „Fight Club”.


      • :) W takim razie „Dróżnik” Thomas’ a McCarthy’ ego, powinien być całkowicie „bezdziegciowy”:) Krótko mówiąc, jest to historia trzech osób, których kompletnie wszystko różni, ale połączyła ich przyjaźń.

  2. Jest to film muzyczny. Krótka epopeja na temat doli i niedoli, którą ciężko
    niekiedy wyrazić słowami. Bohater filmu jednak się nie załamuje. Lekko doskwiera
    mu samotność, ale co tam… Dzieło chwilami posiada głębię filozoficzną,
    pomimo prostoty przekazu, chociaż trzeba się jej doszukać. Pod koniec, chwila zadumy
    i niemej refleksji. Wersja dźwiękowa jest przebogata – polecam dla koneserów sztuki.

    Tutaj zaś na temat filmu wypowiadają się krytycy, a wiadomo kim są tak zwani krytycy…

    pozdrawiam ;-))

  3. W tym kontekście polecam z czystym sumieniem trochę zapomniany film z 1999 po angielskim tytułem „The Big Kahuna”, a polskim „Transakcja”.

    Dwóch doświadczonych handlowców (w tych rolach Danny DeVito i Kevin Spacey) przyjeżdża go hotelu gdzieś w Ameryce, żeby zorganizować przyjęcie, na którym ma się odbyć spotkanie z potencjalnym ważnym kontrahentem. Razem z nimi na tym spotkaniu ma im pomagać młody, niedoświadczony handlowiec Bob, jak się okazuje nowy żonkoś i do tego człowiek religijny. Następuje zderzenie dwóch światów, jednego cynicznego i zepsutego świata starych, szczwanych handlowców (jak się okazuje tylko z pozoru) i drugiego, w którym mówi się o Bogu i zasadach moralnych. Co więcej, mówi się o Bogu nawet wtedy, gdy dochodzi do najważniejszego momentu spotkania. Bo – cytując Boba – co to za rozmowa, w której nie można powiedzieć nic o Bogu?

    Polecam poszukanie tego filmu w wypożyczalniach, bo chyba nie ma w sieci.

Możliwość komentowania jest wyłączona.