b

Dlaczego ojcowie boją się powiedzieć dzieciom „nie”

 

Robert Crampton, tłumaczenie radtrap
The Times of London

Chłopcy potrzebują ojców gotowych do używania swojego ojcowskiego autorytetu. Dlaczego tak wielu z nich boi się go użyć wobec swych nastoletnich synów?

Nie tak dawno temu jedna z moich przyjaciółek, u której wizytowaliśmy na weekend, przedstawiła mi i mojej żonie swojego nowego partnera. Razem z nim przybyło dwóch jego synów z poprzedniego związku. Chłopcy mieli 12 i 10 lat i było w nich coś alarmującego od samego początku: nie byli może poza kontrolą, ale byli nieco niezdyscyplinowani, nie do końca uspołecznieni. Innymi słowy – kłopotliwi.

Na początku wszystko było w porządku. Byli niesforni, hałaśliwi, czasami kłótliwi, jednak nie bardziej niż mój własny, obecnie 13-letni syn, czy inni chłopcy w podobnym wieku. Drugiego dnia jednak, starszy z nich zaczął przeklinać i to dość wulgarnie w czasie gdy nie było jego ojca, więc postanowiłem powiedzieć mu że nie może tego robić.

„Co?” spytał mnie bez agresji, wyraznie zaskoczony – „Nie mogę tu przeklinać?”

„Nie, nie możesz.”

„Dlaczego nie?”

„Bo ja tak powiedziałem” odparłem wyraznie szokując tym chłopca.

Ewidentnie nie słyszał on wcześniej zbyt wielu zwrotów typu „bo ja tak powiedziałem”. Przygotowywałem się na najgorsze, myślac że pewnie poskarży się swojemu ojcu i w domu zepsuje się przez to atmosfera.

Lecz nie poskarżył się. Zrobił coś odwrotnego. Przez chwilę myślał nad sytuacją, po czym powiedział „no dobra” i wrócił do zabawy. Okazało się że słowa „bo ja tak mówię” w zupełności wystarczyły. Być może było to właśnie to czego ten pucułowaty młodzieniec potrzebował? Zdecydowanie powinien był to usłyszeć.

Nie twierdzę że jestem najlepszym z ojców. Nie odkryłem żadnego sekretu ojcowskiego autorytetu, mam swoje problemy tak jak wszyscy. Mój syn też czasem przeklina i jeśli robi to tylko przy mnie, a nie przy matce i swojej siostrze, czasem mu odpuszczam w zależności od rodzaju słownictwa. Mimo że zdaje sobie sprawę że konsekwencja jest podstawą dobrego rodzica, czasem wieczorami puszczam mimo chodem jakieś przekleństwo. Może to nie do końca poprawne zachowanie… ale przecież liczy się kontekst.

Zdaje sobie sprawę że mam łatwiejsze zadanie ze swoim synem niz tamten ojciec ze swoimi. Z dwóch powodów: ja mam jednego na karku, on dwóch. Ja nie jestem rozwiedziony, on tak. Ma mniej czasu dla swoich synów więc również mniej czasu na budowanie ojcowskiego autorytetu, a kiedy już go ma, jego zachowanie jest limitowane przez poczucie winy z powodu jego rozwodu i wpływu jaki może on mieć na tą dwójkę. Ja nie mam poczucia winy, w każdym razu tego typu winy.

Nie mam jednak też zbyt wielkiego parcia na liberalizm w wychowaniu. Rozumiem że mam pewne zadania, rozumiem że nie ma nic złego ani skrajnie prawicowego w pojęciu autorytetu rodzicielskiego, i że jest jak najbardziej w porządku utrzymywać ten autorytet. Nie mam żadnego problemu ze słowami „bo ja tak powiedziałem” i dziwię się że są ojcowie którzy taki problem mają.

Specjalnie używam słów „ojcowie” i „synowie”, ponieważ kiedy mówimy o upadku autorytetu rodzicielskiego w tym kraju, tak naprawdę mówimy o braku autorytetu dla chłopców. W ciągu kilku pokoleń, w niektórych obszarach społeczeństwa (mówię tu głównie o tzw. liberalnych miejskich rodzinach) przeszliśmy od bezsilnej matki mówiącej „poczekajcie tylko jak się ojciec dowie” do miękkich tatusiów i ich „No dobra, tylko nie mów swojej matce.” Ze skrajności w skrajność.

Wiktoriański ojciec i miękki tatuś

W większości rodzin które znam to matka jest tą która pogania dzieci do łóżka a ojciec jest tym który „daje im jeszcze pół godzinki”. Kobiety są tymi które dotrzymują słowa co do kar, faceci natomiast próbują być kumplami swoich dzieci. Kobieta mówi by wyłączyć Playstation 3 a ojciec tym który przybiega by powiedzieć „Wygląda niezle, mogę spróbować?”. To kobiety są coraz bardziej sfrustrowane tym że ich partnerzy nie chcą, lub nie potrafią utrzymać autorytetu wobec swoich synów. Czasami nie chcą nawet zrozumieć że mają jakiś autorytet.

Otóż ma autorytet i musi go używać. Najbardziej oczywistym przykładem braku tego autorytetu są chłopcy sprawiający problemy w szkole i na ulicy. Chłopcy którzy wychowują się bez ojców szukają hierarchii i poczucia bezpieczeństwa, dlatego tak wielu z nich ciągnie do gangów.

Kilka lat temu gdy przeprowadzałem wywiad z Jackiem Straw, będącym wtedy ministrem spraw wewnętrznych, powiedział mi pół-żartem pół-serio „Gdybyśmy rozwiązali problemy wszystkich 14 letnich chłopców, rozwiązalibyśmy połowę problemów przestępczości w tym kraju.”

Lecz to nie rząd powinien zajmować się problemami 14-latków. To jest zadanie dla ojców. Łatwo jest zwalić winę na ciągle nieobecnych rodziców w niższej warstwie społecznej.

Nie trzeba jednak koniecznie mieszkać z samotnie wychowującą cię matką by czuć brak tego autorytetu. Wystarczy ci ojciec który nie chcę przyjąć swojej roli i ojcowskich zadań.

W pewnym momencie swojego życia chłopiec staje się większy i silniejszy od swojej matki. Przyjdzie czas gdy może stać się też silniejszy od swojego ojca, lecz do tego czasu, jeśli wszystko poszło dobrze, ich syn jest wystarczająco dojrzały by nie wykorzystywać tej przewagi. W wieku 13, 14, 15 lat nie jest jeszcze wystarczająco dojrzały.

To jest czas w którym zadaniem ojca jest nauczyć syna zasad i odpowiedzialności wynikających z tej przewagi. Przede wszystkim nie wykorzystywania tej przewagi, jeśli naprawdę ale to naprawdę nie ma ku temu potrzeby- z pewnymi nielicznymi i usprawiedliwionymi wyjątkami, gdy ojciec musi wykorzystać tą dominację w kontaktach z synem.

Pewna organizacja dobroczynna – Parentline Plus- sporządziła raport po tym jak ich infolinia odebrała ponad 22.000 telefonów od rodziców zaniepokojonych agresją swoich dzieci. 7000 telefonów dotyczyło bezpośredniej przemocy fizycznej. Problem zaczynał się rozwijać w przedziale wiekowym 13-15 lat, oczywiście większość przypadków dotyczyła chłopców. Rodziny zdominowane przez agresywnych i wulgarnych nastoletnich chłopców były rodzinami gdzie ojciec zawiódł na polu zbudowania autorytetu.

Zbudowanie autorytetu nie polega na katowaniu dzieci. Najlepsi z ojców których znam nigdy nie podnieśli nawet palca na swoich synów.  Oprócz faktu bycia nagannym, lanie swoich dzieci pokazuje raczej utratę swojego autorytetu u dzieci a nie jego podtrzymywanie.

Ja mówię o dyscyplinie, fizycznej stanowczości, jeśli trzeba o spoglądaniu z góry – bycia „starym” dla dziecka. Przecież jesteś jego „starym”. To nie jest relacja oparta na równości, nie jesteście kumplami. Pózniej, gdy już wykonasz swoją robotę a on będzie miał 17, 18 lat i będzie miłym młodym facetem, wtedy możecie być kumplami. Ale nie gdy ma 13!

Nie twierdzę że mój syn jest potworem. O nie. Przez 99% czasu jest świetnym chłopakiem. Ale gdy myślisz o tym jak mieli 13 lat, to wszyscy wydają się być świetni. Jeśli chcesz by dalej taki był aż do 17-tki to musisz przypominać kto tu jest szefem. Wielu ojców umywa ręcę i stwierdza że kiedy 13-letnie dzieci zachowują się zle, to jest to wina szkoły i złego wpływu rówieśników. Jest to bzdura i wymówka dla swojego tchórzostwa i lenistwa. Wielu ojców nie chce przyjąc do wiadomości że właśnie stracili na popularności.

Prawda jest taka że w ciągu tych lat gdy chłopiec stara się zmienić w mężczyznę, obowiązkiem ojca jest mieć na to silny wpływ, to jest ich czas na „zabłyśnięcie”. Duża część ojców zawala tą sprawę.

Ich synowie zamieniają się w trudnych nastolatków będących bólem głowy dla wszystkich wokół nich, nie tylko rodziców ale rownież rodzeństwa, nauczycieli, sąsiadów, wszystkich.

To nie powinien być temat kontrowersyjny i w większości rejonów mojego kraju nie jest. Są jednak pewne kręgi o których już wspomniałem, gdzie napomknięcie o autorytecie ojca traktowane jest jak mówienie o ojcu-dyktatorze, wyśmiewane jako powrót do ery wiktoriańskiej. Nie chcę cofać wskazówek zegara. Łatwo jest mówić o jednym z modeli ojcostwa – absurdalnie staroświeckim autorytaryzmie – po to by znalezć wymówkę dla ultra-liberalnego modelu który staje się tak bardzo popularny. Rzeczywistość jest taka ze ultra-liberalizm jest wygodną, ideologiczną wymówką dla zwolnienia z odpowiedzialności i robienia tego co właściwe.

 

One comment on “Dlaczego ojcowie boją się powiedzieć dzieciom „nie”

Możliwość komentowania jest wyłączona.